Dawid Góra, WP SportoweFakty: Istnieje polityczna neutralność sportowców z Białorusi lub Rosji?
Jewgienij Zukin, wiceprezes Ukraińskiej Federacji Tenisowej: To pojęcie wymyślone całkiem niedawno. Sportowcy muszą podpisywać deklarację i tym podobne rzeczy.
ZOBACZ WIDEO: Abramowicz o nowym trenerze Świątek. „Wspaniały mentor”
A potem lajkują posty o wojnie w mediach społecznościowych.
Można ich rozliczać z tych polubień, braku polubień itd. Wojna budzi nienawiść, a sport jest platformą, w której tej nienawiści powinniśmy unikać. Niestety nie zawsze jest taka możliwość, co zapewne doskonale pan rozumie. Trudno jest więc osiągnąć jakikolwiek poziom neutralności. Istnieją jednak różne poglądy na ten temat nawet dziś, w XXI wieku.
Dlaczego dużej części społeczności międzynarodowej tak trudno zrozumieć, że wojna to krytyczna sytuacja także dla sportowców? Przecież międzynarodowy konflikt wpływa bezpośrednio na poziom przygotowań do zawodów, możliwości treningowe, a co najważniejsze, psychikę.
To nie jest pytanie do mnie, a np. do przewodniczącego MKOl-u, który ma inne zdanie niż pan. Decyzje, jakie do tej pory podjęto, nie dotknęły w znacznym stopniu krajów, które rozpoczęły agresję. Można mówić o konieczności pracy nad wykluczeniem agresorów ze społeczeństw krajów zaatakowanych, w tym ze społeczności sportowej. Powtórzę jednak – to jest wyłącznie nasz punkt widzenia. Istnieje przecież też silny głos sprzeciwu wobec takiego postawienia sprawy. My wyjaśniamy nasze racje, a druga strona ma zupełnie inną wizję świata.
ITF wykluczyło reprezentacje rosyjskich i białoruskich tenisistów.
To nie do końca prawda. Wykluczyło z rozgrywek drużynowych. Indywidualnie Rosjanki i Rosjanie oraz sportowcy z Białorusi mogą startować pod neutralną flagą. Tenis ma bardzo skomplikowane struktury, istnieje wiele organów zarządzających. Na pewno jednak wykonaliśmy świetną robotę sprawiając, że wszystkie siedem organizacji tenisowych mówi jednym głosem, przynajmniej w kontekście reprezentacji Rosji i Białorusi. Mamy nadzieję, że się to nie zmieni dopóki trwa wojna. Niestety mamy sygnały, że moja nadzieja może być płonna.
Udział Rosjan czy Białorusinów jest niesprawiedliwy choćby dlatego, że mają oni znacznie lepsze możliwości treningowe w porównaniu z Ukraińcami. Nie muszą martwić się o swoich bliskich, szukać ośrodków treningowych w bezpiecznych rejonach świata.
W tej chwili nie mamy równych szans w porównaniu z całym światem – nie tylko dwoma krajami wymienionymi przez pana. Jednak to właśnie przez te dwa kraje nasze możliwości są ograniczone. Natomiast każdy przypadek należy rozpatrywać osobno, wiadomo.
Zna pan przypadki całkowitego załamania karier tenisowych w Ukrainie przez wojnę?
Oczywiście, jest mnóstwo takich przykładów. Gracze, którzy byli w pierwszej setce, nie przestali grać, wszystko do tej pory mieli poukładane, często za granicą. Również pod względem sponsorskim. Jednak jest mnóstwo tenisistek i tenisistów, którzy mogliby osiągnąć znacznie więcej, gdyby nie wojna. Ogrom takich, którzy w ogóle przestali grać. Nawet trudno ich dokładnie policzyć. Nie wiadomo, czy zawodnik, który przed wojną był na 500. miejscu, dziś nie figurowałby w pierwszej setce. Komplikacje prywatne, koszty życia za granicą – to wszystko ma kolosalne znaczenie.
Do tego dochodzi niepewność przyszłości swoich bliskich, swojej ojczyzny.
Kwestie mentalne też są niesamowicie trudne. Wiem to choćby po sobie. Nie da się powiedzieć, co będzie za miesiąc, a co dopiero za rok czy kilka lat. To odciska na człowieku duże piętno.
Jak na co dzień wyglądają interakcje rosyjskich i ukraińskich zawodników?
Każdy jest inny. Nie zgadzam się z koncepcją, że wszyscy Rosjanie są źli. Niektórzy zawodnicy rzeczywiście są przeciwko wojnie. Nawet powiedzieli to publicznie, są odważniejsi od innych. A my nie jesteśmy policją, żeby pilnować, co kto robi. To indywidualna odpowiedzialność każdego człowieka.
Jak to możliwe, że podczas paraolimpiady wyrażono zgodę na start Rosjan i Białorusinów? To krok w stronę uznania ich krajów za pełnoprawne w przestrzeni sportowej.
To pytanie do Komitetu Paralimpijskiego. Uważam, że to obrzydliwe. Widziałem, jak niektórzy paraolimpijczycy odwracali się tyłem, kiedy grano hymn Rosji. Zresztą zrobiłbym to samo, bo to jawne promowanie agresji. Ale weźmy inny przykład – UEFA. Tam też idzie się w stronę traktowania agresorów zupełnie normalnie.
Świat zapomniał, że w Europie trwa pełnoskalowa wojna?
Tak, po czterech latach łatwiej jest zapomnieć. Ludzie „po jasnej stronie mocy” myśleli, że ukraińskie zwycięstwo przyjdzie szybko. Kiedy nie nadeszło, po prostu decydują się żyć normalnie. Ale my w Ukrainie jesteśmy bezpośrednio naznaczeni wojną i nie możemy przejść do normalności. I nie jesteśmy w stanie zrozumieć toku myślenia innych, o którym rozmawiamy. Kolejni ludzie cierpią, kolejni giną. W Ukrainie nic się nie zmieniło.
Jak na co dzień wygląda funkcjonowanie ukraińskiej federacji tenisowej?
Mamy mały zespół. Obecnie połowa osób przebywa w Kijowie, a druga połowa jest rozproszona po Europie. Żyją swoim życiem próbując pomóc przetrwać ukraińskiemu tenisowi. Na pewno przestaliśmy używać sformułowania „rozwijać się”. Wszelkie nasze działania zmierzają do tego, aby w ogóle utrzymać ukraiński tenis na powierzchni, aby wysyłać drużyny na turnieje, uczestniczyć w tenisowym życiu tam, gdzie tylko możemy. Staramy się w ten sposób pomagać najzdolniejszym graczom swojego pokolenia w spełnianiu marzeń po to, aby wychować nowe pokolenie profesjonalistów.
Jak wygląda współpraca z polską federacją?
Realizowaliśmy kilka wspólnych dobrych projektów. Nasze krajowe turnieje rozgrywaliśmy w Polsce, mieliśmy bardzo dobrą współpracę z klubem w Lesznie. Nadajemy na tych samych falach. Początkowo czuliśmy bardzo dużą pomoc. Niedawno kolejna odsłona współpracy miała miejsce podczas Billie Jean King Cup.
Potem musieliśmy się zaadaptować do nowych warunków i robić wiele samodzielnie. Zresztą nie możemy wiecznie polegać na innych federacjach czy krajach. Jesteśmy wdzięczni polskiej stronie za otwartość i propozycję pełnienia roli gospodarza w naszych projektach.
Ma pan jakąkolwiek nadzieję, że postrzeganie Rosjan lub decyzje organizacji sportowych w ich sprawie się jakkolwiek zmienią? Czy zmieni się punkt widzenia świata i Europy w kontekście wojny?
Nie mam żadnej nadziei. Kierunek zmiany myślenia jest jasny – ludzie przechodzą nad faktem wybuchu wojny do porządku dziennego. Nasz cel to walka przynajmniej o to, aby utrzymać status quo. To misja nasza oraz naszych przyjaciół i sojuszników jak Polska, kraje bałtyckie czy nordyckie. Tak musi być aż do zakończenia wojny. A kiedy wojna się skończy, można ponownie myśleć o tym, jak układać sytuację międzynarodową w sporcie.