W 2018 roku Śląsk Wrocław wykorzystał motyw z serii gier komputerowych „Prince of Persia” (Książę Persji) podczas prezentacji swojego nowego zawodnika, którym był Irańczyk Farshad Ahmadzadeh. Nazwano go właśnie tak po książęco-persku, co robiło niejakie wrażenie, ale znalazło raczej blade odzwierciedlenie w rzeczywistości. Pomocnik we Wrocławiu spędził sezon, zagrał w Ekstraklasie w 25 spotkaniach i strzelił 1 gola. Nie wypełnił warunków gwarantujących przedłużenie umowy, więc wrócił do Persepolisu Teheran, a Śląsk w karierze 33-latka do tej pory pozostaje jedynym klubem spoza Iranu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Nowe Książę Persji jest w Poznaniu
Z 30-letnim Gholizadehem jest zupełnie inaczej. Z ojczyzny wyjechał w wieku 22 lat i z miejsca zaistniał w belgijski Royal Charleroi. W sezonie 2020/21 wyróżniał się w Jupiler Pro League, z 8 golami i 6 asystami. To wtedy tęsknym okiem wodził za nim Piotr Rutkowski.
„Od paru lat było tak, że mówiliśmy sobie, ech, ten Irańczyk Gholizadeh byłby u nas fajnym skrzydłowym, ale nawet nie było co marzyć, on był poza naszym finansowym zasięgiem. Pamiętam, jak za trenera Darka Żurawia w 2020 roku graliśmy w rundzie play-off Ligi Europy z Charleroi (2:1), a w drużynie rywali występował Gholizadeh. Bardzo nam się podobał, ale w ogóle nie było opcji, żeby podejmować choćby rozmowy. I po niespełna trzech latach taki piłkarz jest u nas w Lechu! Oczywiście pomogła nam dodatkowo opinia naszego trenera John van den Broma, który też swego czasu pracował w Belgii i potwierdził nasze obserwacje. Dzięki temu determinacja w sfinalizowaniu transferu była jeszcze większa”.
Tak opowiadał nam Rutkowski latem 2023 roku po dopięciu transferu za rekordowe 1,8 mln euro, choć nie chciał podać żadnej kwoty, poprzestając na stwierdzeniu, iż faktycznie jest ona najwyższa w historii klubu.
Piotr RutkowskiFOT. PATRYK PINDRAL/ 400mm.pl/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Upór w sprowadzeniu piłkarza był tak duży, że prezesowi nie przeszkadzało, że nowy nabytek musi leczyć kontuzję i w związku z tym szybko nie zademonstruje swojej klasy ku chwale i korzyści Lecha. To był więc, owszem, wielce interesujący transfer, ale obarczony pewnym ryzykiem inwestycyjnym. Tylko że nie da się wykluczyć, że bez tego „feleru” nie doszłoby do transakcji, ponieważ zdrowy i w optymalnej dyspozycji Gholizadeh miałby do wyboru znacznie lepsze opcje.
Ali GholizadehJAKUB PIASECKI/CYFRASPORT — Newspix.pl / newspix.pl
Właściciel Lecha Poznań cierpliwie czekał na wielkiego Gholizadeha
„Na pewno będę cierpliwie czekał, aż nadrobi zaległości. Wiadomo, że w pierwszych meczach nie będzie jeszcze robił różnicy, on potrzebuje czasu. Musi być spokojnie wprowadzany, niech przepracuje z nami cały okres przygotowawczy. Niczego nie można na siłę przyspieszać, tym bardziej że z racji wysokości kwoty transferowej z pewnością będzie ciążyć na nim duża presja. Musi więc dźwigać ten swój plecak, bo i ja wiele sobie po jego grze obiecuję. We wrześniu, w październiku będę z niego presję zdejmował, ale wiosną to już co innego — kolego, dajesz maksa” — opisywał Rutkowski.
I stało się tak, jak mówił prezes — czekać trzeba było faktycznie długo, a po drodze słuchać powątpiewających opinii kibiców i ekspertów. W poprzednim sezonie był jednym z najważniejszych graczy prowadzących Lecha do mistrzostwa Polski, a teraz wiele wskazuje, że może odegrać jeszcze większą rolę w obronie tytułu. Jego zachowania na boisku, poszczególne zagrania powodują, że można je oglądać z zachwytem i zastanawiać się, czy jest w Ekstraklasie drugi piłkarz, który jak on potrafi płynnie połączyć efektywność z widowiskowością i na dodatek (jakże cenny jest ten dodatek!) gra w drużynie ze szczytu tabeli.
No więc kto jest tym piłkarskim Księciem Persji? Farshad Ahmadzadeh? Nie żartujmy…