Dlaczego aneks do raportu WSI był tajny przez 20 lat.
Jakie są argumenty za i przeciw odtajnieniu aneksu WSI.
Co twierdzą krytycy i zwolennicy odtajnienia aneksu WSI.
Jakie potencjalne konsekwencje może mieć ujawnienie aneksu WSI.
Sprawa odtajnienia słynnego aneksu do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych nabiera tempa. Zabezpieczone dokumenty trafiły już do marszałków Sejmu i Senatu i oczekują na ich opinię. Ostateczną decyzję, prawdopodobnie w najbliższych tygodniach, podejmie prezydent
Karol Nawrocki, ale nic nie wskazuje na to, aby w ostatnim momencie miał on zmienić zdanie. Aneks, który od blisko 20 lat pozostaje pilnie strzeżoną tajemnicą, mocno dzieli polityków, ale tworzy też zaskakujące sojusze. Ostatnio swoje wątpliwości co do jego treści wyraził nawet prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Przyłączam się do tego, co wtedy powiedział mój świętej pamięci brat, że tam jest wiele tez o charakterze publicystycznym, a nie takich, które powinny być w tego rodzaju dokumencie – ocenił.
Raport o likwidacji WSI. „Tam może znaleźć się wszystko”
Wielu ekspertów, z którymi w ostatnich miesiącach rozmawialiśmy, przekonuje, że po upływie tylu lat tajny aneks jest materiałem jedynie o wartości historycznej i sentymentalnej, a dziś nie ma już żadnego znaczenia politycznego. – Niczego tam nie będzie. Góra urodziła mysz. Będą zadowoleni tylko ci, którzy żyją emocją tamtego okresu – mówił nam niedawno Zbigniew Siemiątkowski, były szef MSW i UOP. Zwracał też uwagę na rolę Sławomira Cenckiewicza. – Osoby, które pracowały przy aneksie i raporcie o likwidacji WSI, dzisiaj są decyzyjne. I z tego powodu mogą podjąć decyzje w sprawach, które im się wydają bardzo ważne. Pytanie czy te sprawy, które dla nich są bardzo ważne, są również ważne dla kraju, bezpieczeństwa. Na to odpowiedź uzyskamy, gdy raport ujrzy światło dzienne – dodał.
Prawica uważa, że odtajnienie dokumentu będzie długo wyczekiwanym domknięciem okresu postkomunistycznego ukazującym nieznane dotąd związki między polityką, służbami specjalnymi, dawną nomenklaturą, mediami i biznesem. Orędownikiem tej decyzji był wspomniany Sławomir Cenckiewicz, były już szef prezydenckiego BBN. To on był odpowiedzialny za przygotowanie całego procesu związanego z odtajnieniem dokumentu i to on namawiał Karola Nawrockiego do tego ruchu. Jednak w dniu, gdy rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz potwierdził na konferencji, że aneks ma zostać opublikowany, Cenckiewicz nagle i niespodziewanie podał się do dymisji. Oficjalnie miała ona wynikać z konsekwentnego blokowania mu przez rząd dostępu do informacji niejawnych.
Przeciwnicy ujawniania treści aneksu podkreślają z kolei, że mechanizmy działania służb specjalnych państwa powinny być ściśle chronione, podobnie jak uczestniczący w tych operacjach funkcjonariusze. – Zawsze, gdy chodzi o dokumentowanie działalności służb specjalnych, jestem za tym, aby te dokumenty pozostawały niejawne. Chodzi o bezpieczeństwo państwa i ludzi, którzy pracują w służbach specjalnych, i tych, którzy z nami współpracują – mówi nam poseł Mirosław Suchoń, wiceszef sejmowej komisji ds. służb specjalnych. – To jest także kwestia wiarygodności naszych służb. Trudno sobie wyobrazić, że jest jakiś wariat, który ujawnia dane agentów, materiały operacyjne. Mieliśmy przecież z tym do czynienia w przypadku raportu, który został nazwany imieniem takiego wariata, który naraził tych, którzy z nami współpracowali, na niebezpieczeństwo, a nasze państwo na konieczność wypłaty odszkodowań ze względu na ujawnienie danych personalnych – przypomina. Chodzi o raport dotyczący likwidacji WSI.
Były szef WSI, gen. Marek Dukaczewski, nie wyklucza z kolei manipulacji i zauważa, że opinia publiczna może niebawem poznać zupełnie inny dokument niż ten napisany 20 lat temu. – Tam może się znaleźć wszystko, co będzie politycznie dla kogoś wygodne. I to jest moja największa obawa. Przy okazji kompromitujemy się i mogą pojawić się informacje, które są prawnie chronione i nie powinny być publikowane, a zostaną opublikowane – wylicza w rozmowie z naszym portalem.
Nawrocki ujawni tajny aneks i co dalej?
Wydaje się jednak, że od decyzji o odtajnieniu aneksu nie ma już odwrotu. Z wypowiedzi Rafała Leśkiewicza jasno wynika, że klamka w tej sprawie zapadła. Rzecznik zaznaczył, że prezydent „wyciągając wnioski z wcześniejszych doświadczeń, stosuje się do standardów wynikających z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego, ale także odpowiada na oczekiwania społeczne”, a jego decyzja realizuje „prawa obywateli do informacji, do wiedzy o mechanizmach funkcjonujących w instytucjach państwa polskiego, w tym wypadku Wojskowych Służbach Informacyjnych zlikwidowanych kilkanaście lat temu”.
Warto przypomnieć, że w 2008 roku Trybunał Konstytucyjny uznał, że samo opublikowanie raportu przez prezydenta Lech Kaczyńskiego było legalne. Za sprzeczne z konstytucją TK uznał natomiast pozbawienie osób z raportu – przed jego publikacją – prawa do wysłuchania przez komisję weryfikacyjną WSI, dostępu do akt sprawy oraz odwołania do sądu od decyzji o umieszczeniu ich w raporcie. Za zbyt niejasny TK uznał też zwrot ustawy o umieszczeniu w raporcie osób, których „działania wykraczały poza obronność”.
Wątpliwości wywołuje także sama anonimizacja dokumentu, która – jak słyszymy – dając z pozoru potrzebną ochronę i gwarancję bezpieczeństwa osobom wymienianym w aneksie, może w praktyce otworzyć drogę do politycznych nadinterpretacji, siania teorii spiskowych i domysłów, a w konsekwencji niepopartych dowodami oskarżeń. Co więcej, sam raport z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, który został opublikowany w 2007 roku, był przedmiotem wielu sporów sądowych, które najczęściej zakończyły się niekorzystnie dla autorów dokumentu. – Raport z likwidacji WSI w ogóle się nie obronił. 25 spraw, które zostały w związku z raportem podjęte, zostały umorzone – przypomina gen. Dukaczewski.
Kto namawiał Nawrockiego? „To nie jest przypadek”
Tajnego aneksu do raportu nie chcieli ujawnić polscy prezydenci. Lech Kaczyński przekonywał, że zawiera on słabo udokumentowane tezy, publicystykę, a publikacja nie leży w interesie państwa. Podobnego zdania byli jego następcy: Bronisław Komorowski i
Andrzej Duda. Ten drugi przyznał w jednym z wywiadów, że nie zdecydował się na odtajnienie, bo „miał ku temu powody”. Dlaczego zatem na tak radykalny krok, wbrew deklaracjom swoich poprzedników, chce zdecydować się Karol Nawrocki? Mirosław Suchoń uważa, że powinny to sprawdzić służby specjalne, a prezydent powinien ujawnić im, kto namawiał go do takiego działania.
–Uważam, że ktoś to prezydentowi Nawrockiemu podpowiedział. Niech więc wsadzi on nazwisko tej osoby do koperty i przekaże ministrowi Siemoniakowi. To nie jest normalne, że w sytuacji tak wzmożonej współpracy między partnerskimi służbami, gdy jej ocena jest bardzo dobra i odnoszą one spektakularne sukcesy, prezydent albo ktoś, kto mu sufluje, wychodzi z takim pomysłem. Ta koincydencja czasowa jest porażająca i wskazuje na to, że to nie jest przypadek – komentuje polityk.
Bartosz Kownacki, były wiceszef MON i poseł PiS, przekonuje w rozmowie z RadioZET.pl, że publikacja aneksu nie niesie za sobą ryzyka, a formułowane obawy są mocno na wyrost. – Żadnego niebezpieczeństwa nie było przy ujawnianiu pierwszej części i żadnego niebezpieczeństwa nie ma teraz. To materiał, który w dużej części jest już historyczny i w żaden sposób nie zagrozi on polskiemu bezpieczeństwu, bo dzisiaj polskie służby, szczególnie wywiad i kontrwywiad wojskowy, są zupełnie inaczej zorganizowane. Tamtych ludzi już nie ma, a nasi przeciwnicy, wrogowie, mieli ich dokładnie zidentyfikowanych i wiedzieli, co oni robią. Nie stało się nic dramatycznego po ujawnieniu pierwszej części, a to jest dopełnienie, epilog – zapewnia.
Kownacki był członkiem Komisji Likwidacyjnej ds. WSI, na czele której stał Sławomir Cenckiewicz. Wiadomo, że składała się ona z 22 osób, ale większość nazwisk nie jest znana. W 2022 roku jeden z członków Komisji Likwidacyjnej, Tomasz L., został zatrzymany przez ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji.
900 stron. Co kryje tajny aneks WSI?
Co istotne, Komisja Likwidacyjna działała równolegle z Weryfikacyjną, na czele której stał
Antoni Macierewicz. Ta swój raport opublikowała zaledwie po kilku miesiącach pracy. Wraz z załącznikami ma on 376 stron. Przetłumaczono go na kilka języków obcych, w tym na rosyjski, i to zanim powstała wersja polska. Skutki ujawnienia dokumentu do dziś wywołują ogromne kontrowersje. Macierewiczowi zarzuca się, że materiał ujawniał struktury i metody działania służb specjalnych, osłabiał zdolności operacyjne państwa i zaszkodził współpracy z zagranicznymi służbami. Ponadto w raporcie pojawiły się nazwiska konkretnych osób, z których część została przedstawiona w negatywnym świetle bez wyroku sądu i nie miała możliwości obrony przed publikacją.
Bartosz Kownacki przekonuje, że publikacja aneksu jest potrzebna, a „opinia publiczna ma prawo poznać całość materiału, który został zgromadzony”. – Gdyby wtedy było więcej czasu, to pewnie byłyby jeszcze kolejne aneksy i dokumenty, bo to nie jest tak, że wszystko udało się pokazać. Uważam, że opinia publiczna ma prawo dowiedzieć się, jakiej jakości były polskie służby – stwierdza. I dodaje: – Gdy pisaliśmy i publikowaliśmy pierwszą część, to byliśmy przekonani, że dotykamy bardzo ciekawych spraw, a akurat jestem posłem z tego terenu, którego te spraw dotyczyły. Widziałem, jak przenikały się osoby, zdarzenia i pewnie dziś byłby ten dokument dużo bardziej dookreślony, bo więcej człowiek wie.
Aneks, który ma zostać ujawniony przez Karol Nawrockiego, liczy ponad 900 stron, czyli jest ponad dwukrotnie obszerniejszy niż sam raport. Antoni Macierewicz przekonywał ostatnio w Telewizji wPolsce24, że prezydent Lech Kaczyński „chciał opublikować go zaraz po powrocie z sytuacji, do której pojechał 10 kwietnia 2010 roku, ale został zamordowany przez Putina”. Sam Lech Kaczyński mówił jednak w 2007 roku, że „Antoni Macierewicz ma jedną przypadłość: nie odróżnia swoich interpretacji od faktów, a tez publicystycznych od twardych dowodów”, a aneks „nie ujrzy światła dziennego”.
–Pomimo zastrzeżeń i opinii na temat wartości merytorycznej tego aneksu, a dzisiaj określilibyśmy go jako fakenewsowy, prezydent Nawrocki zamierza go ujawnić. To jest skandaliczne. To znowu wywoła spór, który będzie generowany przez fakenewsy. Komu to służy? Narazi to na ograniczenie zaufania służb partnerskich, mieliśmy już z tym do czynienia po ujawnieniu raportu z likwidacji WSI przez Macierewicza. Dziś jest to szczególnie szkodliwe dla Polski – ocenia poseł Mirosław Suchoń.
WSI i kompromitacja komisji Macierewicza
Wojskowe Służby Informacyjne (WSI) powołano w 1991 roku jako następcę wojskowego wywiadu i kontrwywiadu PRL – struktur mających swoje korzenie jeszcze w realiach Układu Warszawskiego. W teorii miały one działać w zupełnie nowym, demokratycznym państwie i strzec interesów polskiej armii. W praktyce jednak od początku ciągnął się za nimi cień przeszłości: te same kadry, podobne mechanizmy działania i dość ograniczona kontrola cywilna. Krytycy przekonywali, że transformacja była w tym obszarze tylko częściowa, a dawne układy mogły przetrwać, tyle że w nowych realiach, przenikając do polityki, biznesu czy mediów.
Gdy w 2007 roku opublikowano raport komisji kierowanej przez Antonigo Macierewicza o likwidacji WSI, prawa strona sceny politycznej liczyła na historyczne i symboliczne zamknięcie III RP. W dokumencie pojawiły się poważne zarzuty: od udziału w nielegalnym handlu bronią, przez kontakty z międzynarodową przestępczością zorganizowaną, po wpływanie na procesy gospodarcze i prywatyzacyjne. Autorzy raportu pisali o sieci powiązań – spółkach i fundacjach mających pełnić funkcję przykrywek, obecności w mediach i działaniach wykraczających daleko poza formalne kompetencje służb. Ostatecznie wartość polityczna i dowodowa raportu okazała się mizerna.
Sprawy sądowe związane z raportem o likwidacji WSI w wielu przypadkach kończyły się korzystnie dla osób, które zostały w nim opisane. Część pozwów dotyczyła naruszenia dóbr osobistych przez przypisywanie powiązań ze służbami lub działalnością nielegalną bez wystarczających dowodów. Sądy w kilku sprawach uznawały, że raport zawierał sformułowania mogące naruszać reputację, co skutkowało koniecznością publikacji przeprosin lub wypłatą odszkodowań.
Ujawnienie przez prezydenta Karola Nawrockiego tajnego aneksu do raportu, poza przelotną i wcale nie tak pewną polityczną burzą, może mieć bardziej dotkliwe dla państwa konsekwencje. Chodzi o fundament zaufania, na którym opiera się działalność służb specjalnych. Współcześni oficerowie pracując ze źródłami osobowymi, mogą stanąć przed zasadniczym dylematem: jeśli państwo zdecydowało się ujawnić tych, którzy kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu współpracowali ze służbami, to jaka jest gwarancja, że za jakiś czas nie zrobi tego ponownie?
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET