W pierwszym wystąpieniu, podczas uroczystości wręczenia Orderu Orła Białego Andrzejowi Poczobutowi, Karol Nawrocki — historyk i były prezes IPN — podkreślał zasługi odznaczonego, nazywając go „bohaterem i człowiekiem niezłomnym”.
— Całość przekazu, werbalnego i pozawerbalnego, jest bardzo spójna. Z pewnością podobała się słuchaczom i widzom — ocenia Dorota Anna Wróblewska.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Karol Nawrocki na Placu Zamkowym. Zwrot o 180 stopni
Zupełnie inaczej ekspertka ocenia drugie przemówienie wygłoszone na Placu Zamkowym. Głowa państwa poruszyła w nim kwestie zmiany Konstytucji, deklarując: — Polska jest dzisiaj w momencie konstytucyjnym. Konstytucja z roku 1997 była potrzebna, była niezbędna. Jestem i będę jej strażnikiem do samego końca — mojego albo jej. Ale my potrzebujemy dziś Konstytucji nowej generacji. Konstytucji nowej generacji roku 2030.
— Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki widzimy innego Karola Nawrockiego — komentuje Wróblewska. Jej zdaniem, przeistoczył się on w polityka, który „ma załatwić jakąś sprawę, pozostawić po sobie zaprojektowany efekt”. — To przemówienie z polityczną tezą osadzone w doraźnej politycznej grze — podkreśla.
Ukazywanie tego, co się działo wokół wprowadzania i porażki Ustawy Zasadniczej ponad dwieście lat temu tylko w kontekście późniejszego upadku Rzeczpospolitej, to przemówienie perswazyjne, z elementami manipulacji. Manipulacja w doborze faktów ukazywanych w konkretnym świetle, straszenie konsekwencjami z jednym możliwym wnioskiem podanym odbiorcy sugestywnie na tacy
— wylicza.
Specjalistka zwraca uwagę na „sos troski o Polskę”, którym prezydent oblał swoje słowa. — To sprytny, nie zawsze dla wszystkich od razu wykrywalny szantaż emocjonalny, uderzający w osobiste poczucia odpowiedzialności i patriotyzmu u odbiorcy takich słów — stwierdza.