Kupię tę grę tylko po to, żeby leżała w backlogu.
Developer Nic Taylor wpadł na pomysł tak dobry i tak boleśnie celny, że aż trudno uwierzyć, że nikt nie zrobił tego wcześniej. Game Quest: The Backlog Battler to hack’n’slash w stylu arcade, który przez API łączy się z twoim kontem na Steamie i zamienia każdą grę, w którą zagrałeś mniej niż dwie godziny, w przeciwnika na arenie. Im wyższa cena zakupu, tym większa siła wroga. Jak stwierdził developer, jest dokładnie tak, jak w prawdziwym życiu. Trudno odmówić mu słuszności.
This indie dev is making a game where your Steam backlog comes to life… & tries to kill you.
– Fight the games you never played
– The more you paid, the stronger they are
– You’re literally battling your backlogIt’s called Game Quest: The Backlog Battler. Would you play this? pic.twitter.com/xu3JXBIJ8E
— Indie Game Joe (@IndieGameJoe) April 28, 2026
Mechanika jest równie elegancka, co okrutna. Gry, które zostały dobrze ograne, siedzą na trybunach i kibicują. Te nigdy nieruszone – kupione w przypływie optymizmu podczas letniej wyprzedaży Steama, zgarnięte w Humble Choice albo w jakimś innym bundlu, odpakowane i zapomniane – czekają na końcu areny jako bossowie, dumna arystokracja zaległości. Tytuły wysoko oceniane na Metacriticu będą mogły latać. Hordy niedokończonych indyków i porzuconych AAA zaleją z kolei planszę. Gracz walczy z nimi klasyczną kombinacją myszy i klawiatury, okładając pięściami własne złe decyzje zakupowe. Pytanie jak to działa w kwestii bibliotek rodzinnych.
Wisienką na torcie jest możliwość pojedynku z kupką wstydu znajomych, o ile ich biblioteki są publiczne. Jeśli twój przyjaciel ma 450 nieukończonych gier, możesz wejść do jego kręgu piekła. To idealny materiał na towarzyskie wyzwania, memy, a biorąc pod uwagę, że przeciętna biblioteka gracza na Steamie wygląda jak lista wyrzutów sumienia, potencjał społecznościowy jest ogromny.
Gracze powoli testują już dostępne darmowe demo, jednocześnie chętnie pokazuje własne, częściowo rozbudowane biblioteki w akcji. Game Quest oferuje nam więc katarktyczną przemoc, a społeczność od razu ją podłapuje. Jak na razie tytuł spotkał się z dużym entuzjazmem i być może właśnie o tym jest sztuka: żeby wywołać w nas emocje. Także te, które odłożyliśmy na kupkę wstydu. Widzę cię, Tropico 6. Pewnego dnia, dobrze?
