W piątek w Warszawie dojdzie do zapowiadanego podpisania umowy między Polską a Komisją Europejską w sprawie uruchomienia ok. 44 mld euro pożyczek z SAFE na zbrojenia. Ze strony KE obecni mają być dwaj komisarze: odpowiedzialny za obronność Andrius Kubilius oraz komisarz ds. budżetu UE Piotr Serafin. Stronę rządową reprezentować będzie minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz i minister finansów Andrzej Domański. Towarzyszyć im będzie też dwóch przedstawicieli zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego jako operatora funduszu, przez który wdrażane będą wydatki z SAFE.

– W piątek podpisujemy umowę pożyczkową. Negocjacje były wyjątkowo długie, bo jest uniwersalna dla wszystkich 19 krajów zaangażowanych w SAFE. Zmieniają się w niej tylko trzy punkty: to, między kim a kim jest podpisywana, kwota oraz kwestia zaliczki. W ramach zaliczki, przy obecnym kursie euro, otrzymamy ok. 28 mld złotych – precyzuje Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE.

Uderzył w Bidena, oburzył Trumpa. Drugie oblicze George’a Clooneya

PiS wraca do „SAFE 0 proc.”

Opozycja często podkreśla, że nie są znane warunki pożyczki z SAFE, a zwłaszcza jej oprocentowanie. Nasza rozmówczyni potwierdza ten fakt, ale tłumaczy, że uruchamiana kwota 43,7 mld euro z SAFE dla Polski to w rzeczywistości linia kredytowa.

– Kwota 43,7 mld euro z SAFE dla Polski to w rzeczywistości linia kredytowa. Każda transza, o jaką wystąpimy w ramach SAFE, traktowana jest jako osobna pożyczka. Od każdej pożyczki liczy się 45 lat na jej spłatę i każda będzie mieć swoje oprocentowanie, zgodnie z warunkami rynkowymi, jakie będą obowiązywać w momencie jej zaciągania – wyjaśnia Sobkowiak-Czarnecka.

Oprocentowanie ma być takie jak dla innych obligacji emitowanych przez Komisję, więc konkurencyjne wobec polskich obligacji skarbowych. Choć w grę wchodzi ryzyko kursowe.

– Z racji tego, że o pożyczki występuje kilkanaście krajów UE, jest to mało prawdopodobne, ale jeśli warunki którejś z pożyczek z SAFE okażą się nieatrakcyjne, możemy jej nie brać i samodzielnie szukać finansowania rynkowego. Ale wątpię, by w pojedynkę udało się tu znaleźć korzystniejszą alternatywę dla SAFE. Uważam, że to ogromny sukces, że Polska pomimo najbardziej obszernego wniosku, zawirowań związanych z wetem jest pierwsza na mecie tego procesu – ocenia nasza rozmówczyni.

Zdaniem posła PiS Andrzeja Śliwki dyskusja o modernizacji armii nie dotyczy tego, „czy”, tylko „jak” to robić.

– Wielokrotnie podnosiliśmy, że SAFE na wielu płaszczyznach, przede wszystkim prawnych i politycznych, jest niezgodny z polską konstytucją – przekonuje polityk.

Przypomina, że „na stole od miesięcy leży świetny projekt prezydenta Nawrockiego o SAFE 0 proc.”. – Na tyle dobry, że nawet Kosiniak-Kamysz kazał swoim kolegom go przepisać i złożyć jako projekt PSL. A z tego mechanizmu mielibyśmy podobne środki, co z SAFE, tyle że bez warunkowości, ograniczeń geograficznych i na z góry wiadomych zasadach. Pani Sobkowiak-Czarnecka swoimi wypowiedziami medialnymi tylko potwierdza to, co mówiliśmy w zakresie ryzyk – podkreśla Andrzej Śliwka.

Jak pisaliśmy w WP, koalicja właśnie dała zielone światło dla projektu PSL, który był odpowiedzią na projekt „SAFE 0 proc.” prezydenta i szefa NBP (w gruncie rzeczy to ten sam projekt, choć ze zmianami m.in. ograniczającymi wpływy głowy państwa przy decydowaniu o sposobie przeznaczania pieniędzy z zysku NBP na armię). Andrzej Śliwka podkreśla, że PiS jest za procedowaniem projektu prezydenckiego, „bo to był pierwszy, kompleksowy i lepiej napisany projekt niż ten PSL”. – Splagiatowany przez ludowców projekt pana prezydenta mógłby być procedowany łącznie z projektem pana prezydenta – deklaruje.

Wąskie gardła

Pierwotnie umowa dotycząca SAFE miała być podpisana w marcu, potem termin został przesunięty na połowę kwietnia, ostatecznie nastąpi to pod koniec pierwszej dekady maja. Z jednej strony im później podpisana umowa, tym później przyjedzie zaliczka, ale większym kłopotem jest fakt, że termin zawierania umów, których beneficjentem ma być tylko polska armia, jest sztywny. To koniec maja. Jeśli Polska nie wyrobi się do tego czasu, to w kontraktach będzie musiała szukać innych partnerów, ponieważ co do zasady SAFE premiuje wspólne zakupy. Dlatego beneficjentami umów zawieranych po maju muszą być co najmniej dwa kraje.

To oznacza, że maj będzie bardzo pracowitym miesiącem dla Agencji Uzbrojenia, która będzie musiała przeprocedować z firmami kontrakty i uniknąć poślizgu.

– Robimy wszystko, żeby dotrzymać terminów, jedziemy na pełnej parze – mówi nam rzecznik Agencji Uzbrojenia płk Grzegorz Polak.

Ale nie wszystko zależy od Agencji, ponieważ jest pytanie o przygotowanie kontrahentów po drugiej stronie oraz to, kiedy faktycznie dojdzie do podpisania umowy. Bo choć wszystko jest zapinane właśnie na ostatni guzik, to dopóki podpisów nie będzie, Agencja nie może ruszyć.

Poprzeczka jest ustawiona wysoko, ponieważ wcześniej rząd sygnalizował, że 75 proc. umów ma być zawarte w trybie „single”, czyli tylko przez Polskę, a reszta jako „common”, czyli wspólne. Ale ponieważ cały czas trwa objazd innych krajów zainteresowanych SAFE, które mogą dołączyć do polskich zakupów, ta proporcja może się zmienić. Jak wynika z nieoficjalnych informacji Wirtualnej Polski, na teraz wygląda na to, że do zawarcia w maju będzie około 40 umów.

Mimo napiętych terminów ze strony rządu słychać uspokajające sygnały.

– Agencja Uzbrojenia od dawna jest w kontakcie z firmami i na bieżąco trwają uzgodnienia. Do tego spora część tych kontraktów to refinansowanie umów zawartych już wcześniej, więc tu sprawa jest łatwiejsza – mówi nasz rozmówca z rządu. To przykład zakupu bojowych wozów piechoty Borsuk.

Jak słyszymy, jest także coś w rodzaju planu B. Nasi rządowi rozmówcy zwracają uwagę, że choć Komisja chce wspólnych zakupów państw UE, to w przeciwieństwie do np. wyznaczenia limitu minimalnego komponentu produkcji z państw UE w kupowanym uzbrojeniu na 65 proc., nie ma określonych żadnych limitów przy wspólnych zakupach. – Może być tak, że 99 proc. kontraktu weźmie na siebie Polska, a 1 proc. inny kraj i to będą już wspólne zakupy. Teoretycznie może być zakup jednego hełmu, choć na to się nie zanosi – tłumaczą nasi rządowi rozmówcy.