Prezes NBP zaczął od apelu do mediów w sprawie „tak zwanej straty NBP”. — O stracie NBP mówiliśmy już w sierpniu ub.r. Nie ma tu nic nowego. Ten wynik finansowy głównie zależy od kursu złotego. Jak złoty jest mocny, to jest strata, a jak złoty słabnie, to jest zysk. To nie ma nic wspólnego z zyskami spółek. To nie jest celem działania banku, księgowy zapis — wyjaśnił.

— Od początku wskazywaliśmy, że ewentualna wpłata na zbrojenia Polski mogłaby dotyczyć zysku za rok 2026, a więc środków przekazywanych dopiero w roku 2027, a więc nie ma nic wspólnego z tym ogłoszonym teraz wynikiem finansowym — dodał prezes.

Wyjaśnił po raz kolejny, że suma na zbrojenia może się wziąć z „wyjątkowego” wykorzystania różnicy między średnią ceną zakupu złota w NBP a obecną wyceną rynkową tego kruszcu, czyli z „realizacji tak zwanych niezrealizowanych przychodów”.

Wskazał, że nadwyżka, czyli niezrealizowany zysk na złocie wynosi obecnie około 160 mld zł.

Czytaj także w BUSINESS INSIDER

— Można ubolewać, że nie jest to już 197 mld zł w momencie ogłaszania, zmienia się cena złota, ale zaraz będzie dużo więcej, niż było na początku. To oczywiste, że cena złota po kryzysie bliskowschodnim spadła, spadła nie dlatego że spadło zainteresowanie kruszcem, ale spadła bo złoto jest cennym walorem i różne kraje sprzedawały złoto, żeby regulować rachunki, które znalazły się w złym stanie. Bank Turcji ogłosił oficjalnie, że sprzedał 70 ton złota. To oczywiście obniżyło cenę — wskazał Adam Glapiński.

„Ceny złota wrócą do wyższych poziomów”

— W dodatku krążyły jakieś pogłoski, nie przez NBP kolportowane, ale przez nieodpowiedzialnych, o polityce nie chcę mówić, no to „dziennikarzy” powiem, że jakoby NBP zamierza sprzedać wszystkie rezerwy złota. No to też przyczyniło się do obniżki cen złota światowych. Ceny złota niewątpliwie wrócą do bardzo wysokich, jeśli nie o wiele wyższych niż poprzednio poziomów — uważa prezes NBP.

Czytaj też: Zaskakujące ruchy na rynku złota. Analitycy nie mają wątpliwości

— Złoto ma ten walor, że jest dobrem rzadkim, płynnym. Sprzedaje się złoto, które leży fizycznie w Londynie — dodał.

NBP ma 595 ton złota

Jak podał prezes, według stanu na koniec kwietnia NBP ma 595 ton złota i bank cały czas złoto kupuje, wykorzystując niższe ceny. Poprzednio bank informował o 582 tonach.

Prezes przytoczył przykład Francji, która sprzedała złoto i wykorzystała środki na wydatki zbrojeniowe, oraz wskazał, że podobny sposób księgowania złota jak polski obowiązuje w USA.

— Co my zrobimy z tą nadwyżką, jeśli politycy nie dojdą do porozumienia? Możemy odbudować zużytą rezerwę na kurs walutowy, możemy wzmocnić kapitał banku, możemy też nic nie zrobić i realizować dalej cel zakupu złota do 700 ton, co jest zabezpieczeniem Polski na wypadek kryzysu poważnego — oznajmił Adam Glapiński.

Inflacja zgodna z celem NBP

Wskaźnik CPI 3,2 proc. jest wciąż zgodny z celem NBP, którego górna poprzeczka to jest 3,5 proc. Ale inflacja wzrosła o początku roku. Wyższa inflacja to oczywiście głównie skutek wzrostu cen paliw. Drogie paliwa to z kolei konsekwencja konfliktu na Bliskim Wschodzie, tym ograniczenia transportu surowców energetycznych przez cieśninę Ormuz — powiedział prezes NBP.

Wskazuje, że trwa cały czas spekulacja na paliwach i przez jakiś czas będzie to podwyższało inflację. Uznał jednak ten szok za słabszy niż poprzednim razem, podobnie wzrost cen gazu jest niższy niż w latach 2021-2022. Uznał, że węgiel stabilizuje nasze ceny energii.

Podkreślił też, że nie ma problemów z dostawami innych towarów niż paliwa, co było obserwowane w poprzednim kryzysie. Zaznaczył, że kurs złotego się utrzymał.

Wskazał, że w całej gospodarce, poza m.in. cenami biletów lotniczych nie widać tendencji obserwowanych przy poprzednim kryzysie, czyli przyśpieszonej dynamiki popytu, jak po pandemii, po napływie imigrantów i silnej ekspansji fiskalnej.

Inflacja w ryzach

— Dane miesięczne z gospodarki sugerują, że dynamika PKB 1 kw. 26 r. mogła nawet spowolnić względem końca ub.r. To źle z punktu widzenia wzrostu gospodarczego, ale dobrze z punktu widzenia inflacji — powiedział.

— Sytuacja na rynku pracy jest mniej napięta — podkreślił prezes. — Wzrosty wynagrodzeń przedsiębiorstw w 1 kw. spowolnił do najniższego poziomu od pięciu lat, a zatrudnienie sektorze przemysłowym obniża się — podał wskazując, że choć to złe informacje dla zwalnianych ludzi, to są jednocześnie dobre informacje dla makroekonomii i inflacji.

Czytaj też: Prawdziwe wynagrodzenie zwykłego Polaka. Jak to się ma do średniej krajowej?

— Po trzecie stopy procentowe w Polsce i na świecie są znacząco wyższe niż u progu poprzedniego kryzysu energetycznego. Mieliśmy wtedy 0,5 proc., teraz mamy przyzwoicie relatywnie stopy procentowe. Nie sprzyjają, żeby inflacja odbiła w górę — ocenił.

Dodał, że NBP nie bagatelizuje wpływu szoków podażowych i bank będzie obserwować sytuację.

— Z punktu widzenia polityki pieniężnej istotne jest, na ile wzrost cen paliw przełoży się na wzrost cen innych dóbr i usług. […] To zależy w dużej mierze od aktywności gospodarczej i wynagrodzeń. Presji znaczącej nie widzimy — podkreślił Adam Glapiński.

Wskazał przykłady porównywalnych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie inflacja wzrosła mocniej niż w Polsce, w tym w Bułgarii, gdzie doszła do 6 proc.

Stopy uzasadnione

— Biorąc pod uwagę niepewność dalszego przebiegu konfliktu [na Bliskim Wschodzie] oraz jego skutków dla polskiej gospodarki, w tym inflacji przede wszystkim, uzasadnione jest utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie — podał prezes NBP.

— Rada prosiła, żeby podkreślić, że nie zawaha się, jeśli będzie potrzeba podjęcia szybkich działań, w tym zmiany wysokości stóp procentowych, gdyby inflacja kształtowała się negatywnie — dodał.

Uznał, że perspektywa obniżki stóp jest na razie mało prawdopodobna, bo odbudowa zniszczeń wojennych zajmie około roku, a przez to ceny nie wrócą prędko do niskich poziomów. Jednocześnie odpowiedział „tak” na pytanie, czy prawdopodobieństwo podwyżek stóp wzrosło od poprzedniego posiedzenia Rady.