Prawdziwe dziennikarstwo. Niezależna redakcja. ZA DARMO.
- Mamy rekord świata w tempie działania Komisji Europejskiej, po niecałym roku jako pierwsi zawieramy umowę dotyczącą SAFE, mimo przeszkód w Polsce – podkreśla w rozmowie z money.pl Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.
- Pełnomocniczka rządu ds. SAFE zapewnia nas, że MON i MSWiA mają plan, jak skierować dodatkowe pieniądze do służb mundurowych, wykluczonych z programu przez weto prezydenta. – Te rozwiązania są już gotowe – zapewnia.
- Sobkowiak-Czarnecka odpowiada też na zarzuty opozycji o brak ratyfikacji umowy. – Nie obawiam się Trybunału Stanu ani żadnej innej odpowiedzialności. Tę ratyfikację przeprowadził już rząd Mateusza Morawieckiego – mówi.
Tomasz Setta, dziennikarz money.pl: Dziś uroczyste podpisanie umów ws. SAFE. Droga do tego momentu przypominała w Polsce bieg z przeszkodami. To, pani zdaniem, finał tych zmagań, czy raczej początek nowego wyścigu z czasem?
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocnik rządu ds. Instrumentu na rzecz Zwiększania Bezpieczeństwa Europy: To jest przede wszystkim finał naszych starań o pieniądze. Mamy wyjątkowy moment w historii Unii Europejskiej – nie tylko dlatego, że UE po raz pierwszy inwestuje tak duże środki w obronność. To jest również rekord świata, jeśli chodzi o prędkość działania Komisji Europejskiej – nie minął jeszcze rok od wejścia w życie rozporządzenia ws. SAFE, a my podpisujemy już umowy, za którymi idą realne pieniądze. I Polska robi to jako pierwsza.
Wspominał pan o przeszkodach: nasz plan był najbardziej obszerny, zaproponowaliśmy ponad sto projektów, podczas gdy inne kraje od kilkunastu do kilkudziesięciu. Po drugie, mieliśmy polityczny tor przeszkód, pojawiło się weto pana prezydenta do ustawy o SAFE. To zmieniło bieg całej sprawy i fakt, że Polska jako pierwsza stawia się na mecie, to w tym kontekście niebywały sukces.
Przed nami otwarcie linii kredytowej na 43,7 mld euro. Kolejny kluczowy termin to koniec maja. Do tego czasu musimy podpisać wszystkie umowy, które planujemy zawrzeć samodzielnie, na zasadzie „jeden kraj – jeden producent”.
W naszym przypadku na podpisanie czeka około 40 umów. Od 31 maja wchodzimy w okienko „common” – będziemy finalizować to, z czym od kilku miesięcy jeżdżę po Europie, czyli wspólne zakupy z innymi państwami członkowskimi. I żeby było jasne: każdy kraj płaci za siebie, każdy kupuje sprzęt na własne potrzeby, ale wszyscy musimy spotkać się u jednego producenta. My chcemy, żeby to był polski producent
– mówi Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE
Jest jeszcze jeden termin, czyli zakończenie programu SAFE w 2030 roku, ale tu wysiłek przechodzi już na stronę firm. To pewna sztafeta – do momentu podpisania umów zadaniem rządu było zdobycie funduszy. Teraz do gry wchodzi Agencja Uzbrojenia, która wybiera wykonawców. Ona podpisuje kontrakty, a później ciężar spoczywa już na producentach, czyli przede wszystkim na polskich firmach zbrojeniowych.
Adam Glapiński: trzeba wprowadzić w Polsce pobór
Do końca maja mamy już niewiele czasu. Uda się do tego momentu sfinalizować te wspomniane 40 umów? I co, jeśli nie zdążymy? Czy wtedy mniej pieniędzy trafi do polskiego przemysłu obronnego?
Nie mam dziś z Agencji Uzbrojenia żadnych sygnałów o tego typu zagrożeniach, a rozmawiamy codziennie. To nie jest też tak, że aż do dzisiaj wszyscy czekali z założonymi rękami i dopiero po uroczystościach ruszymy do negocjacji. Te rozmowy się toczą, na pewno nie zaczynamy tego procesu teraz.
Są jeszcze dwa bezpieczniki: gdybyśmy czegoś „nie dowieźli” do 30 maja, to mamy kontrakty i część partnerów, którzy są zainteresowani zakupami w Polsce. W tej sytuacji zysk dla polskiego przemysłu będzie nawet większy, bo zamówienia będą opłacane także z wykorzystaniem pieniędzy pochodzących z mechanizmu SAFE w innych państwach. Mamy też prawo do tego, by na każdym etapie – aż do 2030 roku – zmienić naszą listę produktową.
To było dla mnie bardzo ważne w trakcie negocjacji, by Polska miała tutaj elastyczność. Technologia pola walki zmienia się tak szybko, że trudno dziś przewidzieć, co w 2029 roku będzie hitem na rynku zakupowym. Z tych powodów nie mam obaw, czy uda się nam wydać wszystkie pieniądze. Nie boję się też o wydatkowanie tych pieniędzy z głową, bo za to odpowiada wojsko.
Co jest najważniejszym celem SAFE: wzmocnienie polskiej armii pod kątem sprzętowym czy długoterminowe wzmocnienie całego europejskiego przemysłu obronnego – tak, by w razie ewentualnego konfliktu działał jak najbardziej efektywnie?
Myślę, że oba są tak samo ważne. Naszym krótkoterminowym celem jest doposażenie polskiej armii. Średniookresowo zależy nam na dużych inwestycjach w polski przemysł zbrojeniowy, a długookresowo na poważnym podejściu do współpracy wewnątrz Unii Europejskiej w kwestii zakupów i rozwoju wspólnych przedsięwzięć.
Ostatnio byliśmy z wizytą w Grecji. To świetny przykład kraju, który od lat wydaje ogromne pieniądze na zbrojenia, ale jego przemysł nie jest konkurencyjny wobec naszego, tylko kompatybilny z naszym, i myślę, że w przyszłości to zaowocuje. Zależy nam też na zwiększeniu polskiej produkcji na eksport. Jeśli to się uda, to już będzie gigantyczna zmiana i zasługa SAFE.
Poważny problem Putina. Ukraina wypala głębokie zaplecze Rosji. 7 mld dol. strat
Mechanizm SAFE powstał z polskiej inicjatywy. Braliśmy też aktywny udział w projektowaniu jego zasad. Czy dzisiaj – z perspektywy czasu – zaproponowałaby pani inne rozwiązania, chociażby wydłużenie tego terminu, który upływa z końcem maja?
Oczywiście, dobrze by było mieć więcej czasu. Pytanie tylko, czy możemy sobie na to pozwolić, mając jednocześnie wroga tuż za naszą granicą? Gdyby była taka możliwość, to myślę, że przesunęłabym ten termin z 30 maja na później. Resztę rozwiązań ocenimy ex post.
Pamiętajmy, że SAFE uruchomił kilka nowych impulsów na rynku zbrojeniowym. W ramach tego mechanizmu musimy kupować produkty, które w 65 proc. mają komponent europejski, a własność intelektualna i własność firm również muszą być w Europie. To spowodowało duże zamieszanie w branży, szczególnie po stronie amerykańskiej.
Myślę, że dzięki temu SAFE docelowo przyspieszy wspólne projekty na zasadzie wymiany technologii z bardziej zaawansowanymi firmami. I to nieprawda, że SAFE był wymierzony przeciwko Stanom Zjednoczonym, tak jak nie jest prawdą, że USA są przeciwko temu mechanizmowi. Dzisiaj Stany przyznają, że Europa musi się zbroić i wzmacniać swój przemysł obronny, a amerykańskie przedsiębiorstwa pytają: w jaki sposób możemy się stać „europejscy”? To kolejne okno możliwości do rozwijania współpracy.
Żałuję, że polska dyskusja o SAFE została przykryta populistycznymi hasłami. Część polityków mówiła o 'niemieckim bucie’, 'szantażu Brukseli’, przez co wiele osób zapomniało, że to mechanizm czysto finansowy. Zamiast pożyczać jako Polska na wyższy procent, zakładamy kapelusz Komisji Europejskiej i zaciągamy dług po niższych kosztach. Osiągamy gigantyczną korzyść z tego, że jesteśmy częścią Unii Europejskiej.
Mówiliśmy już o wecie prezydenta. Ta decyzja spowodowała, że pieniądze z mechanizmu SAFE nie będą mogły trafić bezpośrednio do służb mundurowych. Czy udało się rozwiązać ten problem?
My już dzień po tej decyzji zobowiązaliśmy się jako rząd, że znajdziemy te pieniądze. To rozwiązanie prawne jest już gotowe. Myślę, że o szczegółach będą informować właściwi ministrowie: obrony i spraw wewnętrznych.
Prezydent chce referendum. Ekspert: dostajemy „OZE-sroze” bis
Myśli pani już o programie SAFE 2.0?
Rozmowa na ten temat toczy się w Brukseli od dawna. Ale zanim dojdziemy do SAFE 2.0, musimy w Unii Europejskiej przygotować nową perspektywę finansową, czyli nowy unijny budżet. Chodzi głównie o to, by zakupy obronne finansować także z grantów, a nie tylko z pożyczek.
Pamiętajmy, że rolą SAFE było utworzenie pomostu pomiędzy obecnymi a przyszłymi wieloletnimi ramami finansowymi. Putin nie będzie przecież czekał do 2028 roku, aż uzgodnimy nowy budżet. W związku z tym stworzyliśmy narzędzie, które pozwoliło nam wypełnić tę lukę.
Mimo wszystko dużo się mówi o SAFE 2.0, bo taki program może faktycznie doprowadzić do ścisłej współpracy przemysłu obronnego w Europie. Oczywiście, słyszę pełne idealizmu hasła, że każdy kraj będzie miał swoją specjalizację i docelowo wszyscy będziemy potem operować na tym samym sprzęcie.
Ja bym nie była taką optymistką, bo na rynku zbrojeniowym najcenniejsze wbrew pozorom nie są pieniądze, tylko własność technologii. A to jest coś, czego każde państwo członkowskie bardzo mocno pilnuje. Dlatego przypominam, że SAFE wprowadza bardzo dużą zmianę w dzieleniu się nowymi technologiami także z krajami spoza UE. Do unijnego mechanizmu przystąpiła np. Kanada, która zapłaciła za to duże pieniądze, i myślę, że na tym kraju się nie skończy.
Wspólny dług UE na obronność. Minister przedstawił stanowisko Polski
Czy podpisanie umów oznacza koniec misji pełnomocniczki ds. SAFE?
Z drugiej strony wyobrażam sobie, że po zawarciu porozumienia z Komisją Europejską trzeba będzie teraz dopilnować pierwszych wypłat.
Z Komisją będziemy się rozliczać dwa razy w roku – w październiku i w kwietniu – więc pracy z pewnością nie zabraknie. Pierwsza wypłata czeka nas już za chwilę, otrzymamy wtedy 15 proc. zaliczki.
Później procedura wygląda tak, że wysyłamy do Brukseli nasze sprawozdanie z realizacji projektów zbrojeniowych i na tej podstawie wyliczamy kwotę, którą przekaże nam później Komisja. I tu pragnę podkreślić jedną rzecz: my jeszcze nie wzięliśmy żadnej pożyczki, otwieramy linię kredytową.
W szczególności zwracam się do tych, którzy twierdzą, że nie wiemy, co bierzemy i na jaki procent. Dopiero przy wypłacie pierwszej transzy dojdzie do faktycznego zaciągnięcia pożyczki i wtedy będziemy też dokładnie znać oprocentowanie.
Jednocześnie trudno mi sobie wyobrazić, by Komisja Europejska – z lepszym ratingiem od Polski – miała gorsze warunki od nas. A jeśli te warunki będą gorsze, to jestem pewna, że minister Domański będzie wiedział, co robić.
Nie obawia się pani – ani ministrowie Kosiniak-Kamysz i Domański – Trybunału Stanu albo innego rodzaju odpowiedzialności za podpisanie SAFE, bo przed tym przestrzega obecna opozycja?
Absolutnie nie, bo opozycja nie ma racji. Jeśli ktoś uważa, że tego typu umowy powinny być ratyfikowane, to pierwsze pytanie w tej sprawie powinien skierować do ministra Błaszczaka (szef MON w rządzie PiS – red.), który zaciągał pożyczki w Korei Południowej i w Stanach Zjednoczonych, czyli w krajach, które nie są nawet częścią Unii Europejskiej. Z tego, co pamiętam, nikt tych umów nikomu nie pokazywał i niczego nie ratyfikował.
Po drugie, ratyfikacja takiej formy zaciągania pożyczek miała już miejsce – za rządów premiera Mateusza Morawieckiego. Doszło do tego w trakcie ratyfikacji rozporządzenia o zasobach własnych, która była wtedy potrzebna do realizacji Krajowego Planu Odbudowy.
SAFE to w dziedzinie zasobów własnych kolejny krok, w ramach którego państwa członkowskie zgodziły się na zaciąganie przez Komisję Europejską zobowiązań finansowych w ich imieniu.
Po trzecie, przypominam, że Polska jeszcze niczego nie pożyczyła. Otwieramy na początek linię kredytową. Żadne zobowiązanie jeszcze nie powstało. W związku z tym moja odpowiedź na to pytanie to trzy razy „nie”.
Widzę, że są podejmowane różne próby, które mają nas przekonać do zmiany zdania lub zastraszyć. Ale zawsze przypominam sobie wtedy, że pierwszym elementem wojny hybrydowej jest dezinformacja, która w dyskusji o SAFE została obnażona i wykazana czarno na białym.
Rozmawiał Tomasz Setta, dziennikarz money.pl