Gdy tuż przed rozpoczęciem pracy w Rakowie zapytaliśmy Łukasza Tomczyka, czy nie obawia się wejścia do szatni po Marku Papszunie, zapewniał, że to niewiadoma, która go nie martwi.

— Mam przygotowane wejście, ale wydaje mi się, że to jest trochę mityczna kwestia. Wchodzisz, prezentujesz drużynie swoje rzeczy i działasz, ale tak naprawdę dopiero codzienność oraz bieżące relacje, funkcjonowanie, zadania, wymagania i zasady powodują, jak cię na końcu odbiorą. Mam swój sposób pracy i uważam, że po okresie adaptacji nastąpi rozkręcanie się dzień po dniu, które spowoduje, że będzie mi się z tymi zawodnikami po prostu dobrze współpracowało — powiedział Tomczyk.

37-letni szkoleniowiec, choć jest Częstochowianinem i przed laty pracował w Akademii Rakowa, dla zawodników z obecnej kadry był osobą anonimową. Z dawnych czasów pamiętali go jedynie bramkarze Kacper Trelowski i Jakub Mądrzyk, przy czym ten drugi zimą odszedł do GKS-u Tychy. W zimowym oknie transferowym Tomczyk nie dostał szansy na ściągnięcie do szatni „swoich ludzi”, ale wydawało się, że zdobywanie posłuchu w drużynie idzie mu sprawnie.

Mogły o tym świadczyć choćby słowa Frana Tudora wypowiedziane po przegranym finale Pucharu Polski przed kamerą TVP Sport, gdy zapewniał o swoim mocnym wsparciu dla trenera. Choć z drugiej strony takie zdanie dawało do myślenia. Bo skoro kapitan drużyny sam z siebie mówi o potrzebie wsparcia, to z czegoś ta troska musi wynikać…

Drążenie przyczyn dymisji Tomczyka wywołał sam klub, informując w komunikacie, że porażka z Górnikiem na PGE Narodowym nie była jedynym powodem drastycznej decyzji.

Za mało doświadczenia w sztabie Rakowa

Zarządzanie szatnią to przede wszystkim zarządzanie składem. Gdy jedni grają, inni siłą rzeczy są pomijani. Do tych drugich należał mający od lat mocną pozycję w drużynie Zoran Arsenić. To prawda, że po półrocznym leczeniu kontuzji prezentował się na boisku słabo, ale przecież wcale nie lepiej spisywał się Paweł Dawidowicz. I to pomimo tego, że 30-letni obrońca często doznawał urazów.

Permanentne kontuzje to jeden z największych problemów, z jakimi borykał się Tomczyk. Tyle że jesienią u Papszuna było ich równie dużo, a momentami nawet więcej. Zawodnicy byli eksploatowani bardzo intensywnie, finał z Górnikiem był 49. meczem Rakowa w tym sezonie.

Radzenie sobie w takich sytuacjach wymaga doświadczenia. Ekipa Tomczyka miała go bardzo mało. Pierwszym asystentem został 27-letni Łukasz Ocimek, do którego dołączył 36-letni Dawid Szulczek, były trener Warty Poznań i Ruchu Chorzów. Ta trójka ze średnią wieku wynoszącą 33 lata, stanowiła najmłodszy sztab w Ekstraklasie.

Łukasz Tomczyk po raz ostatni poprowadził Raków w finale Pucharu Polski

Łukasz Tomczyk po raz ostatni poprowadził Raków w finale Pucharu PolskiIGOR JAKUBOWSKI/ARENA AKCJI/NEWSPIX.PL / newspix.pl

Co więcej, wraz z Papszunem do Legii odszedł Michał Garnys, 43-latek, który odpowiadał za motorykę zawodników Rakowa od 2019 roku i znacząco przyczynił się do ich sukcesów. Od początku sezonu 2024/25 zarządzał zintegrowanym sztabem medycznym, rehabilitacyjnym oraz przygotowaniem motorycznym z funkcją Head of Performance. By wypełnić lukę w sztabie, Tomczyk zabrał ze sobą z Polonii Bytom 28-letniego Łukasza Juchnika, tak jak i on Częstochowianina, wywodzącego się z Akademii Rakowa.

Trudno bez dostępu do danych oceniać skutki tej roszady. Gdy wiosną wzmocniono sztab kolejną osobą, Tomczyk zapewniał, że nie jest to skutek problemów z przygotowaniem fizycznym drużyny. I dorzucił, że w sprintach zawodnicy mają nawet lepsze osiągi, niż jesienią.

Faktem jest, że i za kadencji Papszuna, choć w decydujących momentach forma graczy była na najwyższym poziomie, bywały krótkie okresy, gdy piłkarze na boisku nie błyszczeli („są jacyś tacy ospali” — dziwił się trener w kuluarach). Gdy po jednym z kryzysów zespół zaczął nagminnie tracić ligowe punkty, pojawiły się nawet głosy o możliwym zwolnieniu 51-letni szkoleniowca, co później, w trakcie batalii o warunki odejścia do Legii, Papszun wypomniał właścicielowi klubu.

(Nie)cierpliwość właściciela Rakowa

Utarło się przekonanie, że Michał Świerczewski nie z tych, co to pochopnie dymisjonują trenerów. To przeświadczenie było jednak oparte na niewłaściwych przesłankach. Mało kto wie, że jeszcze w okresie, gdy Papszun pracował w II lidze, od zwolnienia z pracy dzielił go zaledwie jeden mecz — gdyby go przegrał, historia Rakowa potoczyła by się zupełnie inaczej. Wtedy szkoleniowiec przetrwał, a później nie dał już żadnych powodów, by go zwalniać.

Gdy odszedł w 2023 roku, właściciel Rakowa stracił cierpliwość do jego następcy Dawida Szwargi już po pierwszym sezonie, w którym drużyna zajęła 7. miejsce. Świerczewski miał wówczas szczęście, że Papszun po rocznym urlopie wciąż był do wzięcia. Skończyło się kolejnym srebrnym medalem mistrzostw Polski, a następnie awansem do fazy ligowej Ligi Konferencji.

Przyjmując taki punkt widzenia, bezceremonialne zwolnienie Tomczyka, który na wszystkich trzech frontach radził sobie z dużym trudem, nie wygląda aż tak szokująco.

Michał Świerczewski w loży VIP podczas finału STS Pucharu Polski na PGE Narodowym w Warszawie

Michał Świerczewski w loży VIP podczas finału STS Pucharu Polski na PGE Narodowym w WarszawiePIOTR KUCZA/FOTOPYK/NEWSPIX.PL / NEWSPIX.PL / newspix.pl

Działanie właściciela ewidentnie zostało obliczone na spowodowanie wstrząsu w szatni. Efekt „nowej miotły” bywa krótkotrwały, ale tym razem może wystarczyć, gdyż w terminarzu pozostały tylko cztery mecze.

Medaliki mają realne szanse na dogonienie drugiego w tabeli Górnika, a nawet jeśli to się nie uda, mogą odzyskać część z tego, co w sobotę na jego rzecz utraciły. Jeśli bowiem to Zabrzanie zdobędą tytuł wicemistrza, latem rozpoczną batalię o Ligę Mistrzów, a prawo występu w 3. rundzie kwalifikacji Ligi Europy, które zapewnili sobie zdobyciem Pucharu Polski, przekażą kolejnej drużynie z Ekstraklasy.

Stawka jest więc ogromna, a w przypadku osiągnięcia celu, ojców sukcesu w Częstochowie będzie aż trzech. Kropkę nad i ma postawić Dawid Kroczek.

Młodszy od Tomczyka o pół roku Łodzianin walczy o przyszłość Medalików, ale też o własną, bo na razie jego umowa obowiązuje tylko do końca sezonu, a w tle są pogłoski o zainteresowaniu Rakowa innymi szkoleniowcami.

Dawid Kroczek: Cel mnie nie paraliżuje

Dziś można się zastanawiać, dlaczego Świerczewski od razu nie sięgnął po Kroczka, skoro były trener Cracovii, odmawiając kontynuowania pracy u boku Papszuna w Legii, jasno dawał do zrozumienia, że interesuje go tylko pozycja trenera numer 1. Zimą pozostał w Rakowie, tyle że przeniósł się do działu skautingu. Dla zarządu był swego rodzaju polisą ubezpieczeniową, gdyż jako jedyny w klubie dysponował ważną licencją UEFA Pro (Tomczyk dopiero w lutym rozpoczął kurs).

— W niedzielę zadzwonił Michał Świerczewski i zapytał, czy poprowadzę drużynę w czterech ostatnich spotkaniach. Nie było się nad czym zastanawiać — opowiada Kroczek, który w marcu odrzucił ofertę z Arki, a teraz cieszy się, że dokonał właściwego wyboru. — Pozostałem w strukturach Rakowa, więc cały czas wiedziałem, co się dzieje w zespole, mimo że nie uczestniczyłem w procesie treningowym — dodaje.

Kroczek zadebiutuje w meczu z Koroną, prowadzoną przez Jacka Zielińskiego, trenera, którego w kwietniu 2024 roku zastąpił w Cracovii. Miał się wprawdzie zająć reaktywacją drużyny rezerw, ale ówczesny prezes Pasów Mateusz Dróżdż, w obliczu problemów ze zdobywaniem punktów w Ekstraklasie, zdecydował się dać szansę debiutantowi. I się na nim nie zawiódł, choć po następnym sezonie, w którym wywalczył 6. miejsce, nie przedłużył z nim umowy.

Dawid Kroczek (z prawej) i jego następca w Cracovii Luka Elsner przed październikowym meczem Pasów z Rakowem

Dawid Kroczek (z prawej) i jego następca w Cracovii Luka Elsner przed październikowym meczem Pasów z RakowemMARCIN GOLBA NEWSPIX.PL/NEWSPIX.PL / newspix.pl

Kroczek zrobił w Krakowie wrażenie, gdy w trzech meczach z Rakowem wywalczył aż 7 punktów. Tym osiągnięciem zwrócił na siebie uwagę decydentów z Częstochowy, choć pierwszą ofertę od Papszuna miał już wcześniej. Dołączył do niego latem ubiegłego roku, a teraz wraca do szatni, którą opuścił pięć miesięcy temu. Jego sztab stanowią te same osoby, które pracowały z Tomczykiem.

Na temat przyczyn odwołania swego poprzednika nie chce się wypowiadać.

— Byłoby to nieetyczne z racji tego, że się znamy z Łukaszem od wielu lat, mamy ze sobą dobry kontakt i ostatnio też rozmawialiśmy o tym, co ma tutaj miejsce. Mogę natomiast powiedzieć, że presja w Rakowie na wygrywanie jest duża. Rozmowa z właścicielem klubu była prosta. Musimy realizować cele, czyli wygrywać mecze i być jak najwyżej w tabeli. Jestem tego w pełni świadomy i gotowy na takie działania. W żaden sposób mnie to nie paraliżuje. Jestem na tyle doświadczonym trenerem, że wiem jak sobie z tym poradzić — zapewnia Kroczek.

Remedium nowego trenera Medalików na słabości drużyny mają być zmiany personalne w składzie oraz modyfikacja sposobu gry zarówno w obronie, jak i w ataku.