Jak relacjonuje „Wyborcza”, około 50-letnia Marta O. poznała przyszłego męża Jana, gdy mężczyzna wynajął od niej mieszkanie w Nowej Hucie. Znajomość zakończyła się ślubem w 2022 roku. Kobieta miała już córkę. – Chciałam sobie ułożyć życie – mówiła kobieta. Jan był emerytem, starszym od Marty o kilkanaście lat. Mężczyzna nadużywał alkoholu.

W małżeństwie dochodziło do konfliktów. Marta postanowiła pozbyć się męża. W 2023 roku razem z córką wywiozły go do Rumunii pod pretekstem wycieczki. Mężczyzna upił się podczas podróży, dlatego kobietom z łatwością przyszło porzucenie Jana. Jednak, jak się okazało, mężczyzna został odnaleziony. Policja rumuńska skontaktowała się z konsulatem. Tym sposobem po kilku miesiącach Jan powrócił do Krakowa.

Marta O. postanowiła pozbyć się męża raz na zawsze. Pewnego dnia upiła go, a potem podawała mu amfetaminę. Następnie zabiła mężczyznę młotkiem, bijąc go po głowie i korpusie, a ciało wywiozła do Oblekonia (woj. świętokrzyskie) i spaliła. Kobieta miała nawet kamuflaż w postaci blond peruki, kiedy wynosiła ciało męża zawinięte w materac. Kilka dni po zabójstwie w mieszkaniu Marty O. przeprowadzono remont. Pomagali córka i jej partner.

Śledczy dotarli do podejrzanej. Jak podaje „Wyborcza”, Marta O. raz przyznawała się do zbrodni, innym razem twierdziła, że nie dopuściła się przestępstwa. W jednym z zeznań stwierdziła, że mąż chciał ją zgwałcić. – Widziałam obłęd w jego oczach – mówiła. Kobieta nie zgłosiła jednak sprawy na policję. – A kto by uwierzył, że mąż chce zgwałcić żonę? – argumentowała przed sądem.

Kobieta przyznała się za to do wywiezienia zwłok i ich popalenia, zaś córka i partner – do zacierania śladów. „Wyborcza” podaje, że ze względu na zachowanie kobiety, Marta O. została przebadana przez biegłych psychiatrów. Uznano, że jest poczytalna. Jej proces toczy się w krakowskim sądzie okręgowym. Kobieta odpowiada za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, spalenie zwłok i zacieranie śladów.