Myret Zaki jest uznaną szwajcarską dziennikarką, autorką kilku książek, w tym m.in. „Koniec dolara — jak dolar stał się największą spekulacyjną bańką w historii”

Czy świat jest nadal skłonny podporządkować się sankcjom USA? Od odpowiedzi na to pytanie zależy przyszłość amerykańskiej dominacji. Pekin właśnie dał nam wskazówkę.

Chiński rząd poinformował cały świat, że zignoruje amerykańskie sankcje wobec pięciu chińskich rafinerii, które są oskarżane o kupowanie irańskiej ropy. W oświadczeniu, które obiegło świat, Pekin stwierdził, że środki amerykańskie „nie powinny być ani uznawane, ani wdrażane, ani przestrzegane”, ponieważ „w sposób nieuzasadniony zakazują lub ograniczają działalność chińskich przedsiębiorstw z krajami trzecimi (…) i naruszają prawo międzynarodowe”.

Kryzys w cieśninie Ormuz stał się niezdanym sprawdzianem potęgi Stanów Zjednoczonych. Ma to szereg konsekwencji dla światowego porządku, m.in. chiński demontaż amerykańskiego systemu dolara.

Decyzję o nieprzestrzeganiu amerykańskich obostrzeń Pekin wydał w ubiegłą sobotę, 2 maja. USA tymczasem stopniowo nakładają obostrzenia na podmioty i osoby z Chińskiej Republiki Ludowej.

Chiny są dziś głównym graczem w obchodzeniu amerykańskich sankcji — nie tylko wobec Iranu, ale także innych krajów objętych sankcjami, takich jak Rosja, a wcześniej Wenezuela. Chiny nadal kupują 90 proc. irańskiej ropy.

Już w połowie kwietnia chiński tankowiec Rich Starry, objęty sankcjami USA, wraz z innymi statkami przepłynął cieśninę Ormuz pomimo amerykańskiej blokady. Przepłynięcie tych jednostek zostało uznane za test zdolności USA do egzekwowania blokady.

Aby uzyskać dostęp do Chin i innych odbiorców, Iran stworzył wyrafinowany system. Irańska ropa jest eksportowana przy pomocy floty cieni [zdezelowanych tankowców omijających sankcje]. Ładunki są przekazywane między jednostkami na pełnym morzu. Statki regularnie zmieniają nazwy, bandery i właścicieli, wykorzystują firmy-przykrywki, aby ukryć pochodzenie środków finansowych i ładunków, oraz wyłączają sygnały, aby utrudnić ich śledzenie.

Z tego powodu Teheran jest daleki od załamania gospodarczego i eksportuje prawie tyle samo baryłek, co przed wojną. Dowodzi to niewielkiej skuteczności obostrzeń w cieśninie Ormuz wprowadzonych przez prezydenta USA Donalda Trumpa.

Oprócz Iranu floty cieni są wykorzystywane również przez Rosję i Koreę Północną w celu obejścia sankcji naftowych. Łącznie w omijaniu sankcji ma brać udział nie mniej niż 900 statków, co ujawnia skalę tego procederu. Dla Waszyngtonu atak na ten system wiązałby się z tak wygórowanymi kosztami, że groźby USA w praktyce często okazują się puste.

Sankcje kontrowane przez rywali

Dla analityków bezpośrednie odrzucenie sankcji amerykańskich przez Chiny było sygnałem i punktem zwrotnym w konflikcie w cieśninie Ormuz. Od tego momentu rządowi Trumpa trudno będzie wywalczyć ustępstwa od Iranu i skutecznie przeciwdziałać chińskiemu demontażowi systemu dolara.

Porażka USA w cieśninie Ormuz jest następstwem wcześniejszych wydarzeń. Chiny i Indie już częściowo podważyły sankcje wobec Rosji, wspierając zakup rosyjskiej ropy, który Amerykanie zakazali.

Innymi słowy: istnienie tych nieposłusznych mocarstw uniemożliwia Waszyngtonowi narzucenie światu wiarygodnego, jednostronnego systemu sankcji.

Dziś cieśnina Ormuz staje się cmentarzyskiem amerykańskiej potęgi na świecie. Dotyczy to zwłaszcza faktu, że Stany Zjednoczone stoją również przed poważnymi wyzwaniami militarnymi, co częściowo wyjaśnia powszechne lekceważenie sankcji.

Demokratyczny kongresman Ted Lieu ujął to w ten sposób: „Jeśli Iran — armia drugiej kategorii — może poważnie uszkodzić amerykańskie bazy, oznacza to, że Chiny lub Rosja mogą zniszczyć nasze bazy za granicą.”

Nowa definicja potęgi

W obliczu militarnego impasu USA w Iranie kwestia „najpotężniejszej armii świata” nabiera nowego wymiaru: staje się względna, a mit ustępuje miejsca rzeczywistości. Przewaga technologiczna nie jest już decydującym kryterium, a wręcz może prowadzić do wygórowanych i niemożliwych do utrzymania w dłuższej perspektywie kosztów.

W rezultacie Stany Zjednoczone pozostają z uszkodzonymi bazami wojskowymi i połową zapasów amunicji, nie pokonując Iranu, przeciwnika znacznie słabszego na papierze.

W związku z tym amerykańska wojna z Iranem na nowo definiuje, co oznacza bycie „najpotężniejszą armią świata”. Jeśli siły zbrojne USA nie są przygotowane na nowoczesną wojnę dronową Iranu, jeśli ich zapasy systemów obrony powietrznej i przeciwpancernej topnieją w takim tempie, to warto rozważyć scenariusz uwikłania Stanów Zjednoczonych w walkę na dwóch frontach jednocześnie. Takiej sytuacji USA mogłyby nie podołać, co świadczy o ograniczeniach tego imperium.

Siły zbrojne USA są o krok za Teheranem. Iran już wykorzystuje nową generację dronów stealth oraz dronów do śledzenia ruchomych celów.

Jeszcze większym wyzwaniem są tanie alternatywy dla rakiet przeciwlotniczych Patriot, kosztujących 4 mln dol. (ok. 14,4 mln zł, licząc po obecnym kursie wymiany walut) za sztukę. Służą one do zestrzeliwania dronów wartych 30 tys. dol. (niecałe 108 tys. zł). Stany Zjednoczone pracują nad opracowaniem tańszych systemów przechwytujących, ale mogą one być mniej skuteczne przeciwko szybszym i precyzyjnym irańskim dronom nowej generacji.

Ostatecznie cieśnina Ormuz staje się grabarzem niektórych zachodnich iluzji. Stany Zjednoczone wierzyły, że mają siłę sankcji. Myślały, że mają najpotężniejszą armię na świecie. Potem nieoczekiwanie odkryły swoją wrażliwość na wojnę asymetryczną. To powinna być dla Waszyngtonu cenna lekcja.