Prawdziwe dziennikarstwo. Niezależna redakcja. ZA DARMO.
Ministerstwo Zdrowia, broniąc się przed zarzutami opozycji o „dążenie do likwidacji 30 proc. szpitali”, w kwietniu poinformowało, że w 2025 roku w całej Polsce zlikwidowano tylko 356 oddziałów szpitalnych. To mniej niż w roku 2024 (394 oddziały), a także u schyłku rządów PiS: 2023 (471 oddziałów) i wcześniej w 2022 r. (aż 684 oddziały szpitalne).
Ale zamykane oddziały to nie wszystko, bo szpitale również zawieszają na jakiś czas ich pracę. Czasami wynika to z prowadzonych w szpitalach remontów, ale częściej z braku rąk do pracy – wynika z danych urzędów wojewódzkich. Tak jest np. w szpitalach z województwa śląskiego. Wirtualna Polska dotarła do danych na temat wniosków o zawieszenie działalności oddziałów szpitalnych z tego regionu złożonych do wojewody śląskiego w tym roku. Na liście jest siedem szpitali.
Tak mieszka Fabijański. Zobacz, jak urządził pokój dla synka
Porodówka w Pszczynie ma problem. Ale walczy
Od początku roku co chwilę opinią publiczną wstrząsają informacje o kolejnych zamykanych oddziałach porodowych. Przyczyną najczęściej jest zmniejszająca się liczba rodzących się w Polsce dzieci. Inaczej jest w przypadku Szpitala Joannitas w Pszczynie. Tutaj dyrekcja zgłosiła wojewodzie, że z końcem kwietnia oddział ginekologiczno-położniczy oraz oddział neonatologiczny wstrzymają pracę z powodu braku lekarzy. WP sprawdziła sytuację na początku maja, ale okazało się, że dzieci wciąż się tu rodzą.
„W dniu złożenia wniosku, 31 marca, istniało zagrożenie zawieszenia działalności oddziału od 1 maja z powodu braku na rynku pracy lekarzy specjalistów: ginekologów-położników. Pomimo złożonego wniosku, oddział w maju działa w sposób nieprzerwany” – przekazała WP Barbara Zejma-Oracz, dyrektor ds. organizacyjno-prawnych szpitala w Pszczynie.
To jednak nie koniec, bo kolejny wniosek na wstrzymanie pracy oddziału, ale od 1 czerwca, już także został złożony. Wszystko dlatego, że nie ma pewności, czy lekarze, którzy dziś tu pracują, będą dostępni również za miesiąc. Ta sytuacja, ale również to, że o sprawie robi się głośno, wywołują obawy w szpitalu. Z rozmów wśród pracowników placówki słychać, jaki piorunujący efekt miał ubiegłoroczny pomysł jednego z lokalnych radnych, aby pszczyńską porodówkę zamknąć. Mimo że była to luźna koncepcja niepoparta żadnymi analizami ani realnymi planami, od razu spadła liczba porodów. Zaniepokojeni byli też sami lekarze.
Dziś szpital w Pszczynie zapewnia, że robi wszystko, żeby porodówka przetrwała. I nie chodzi tylko o lekarzy specjalistów. Aktywność oddziału widać choćby po prowadzonej stronie w mediach społecznościowych, gdzie każdego miesiąca publikowana jest m.in. lista imion urodzonych tu dzieci. W pierwszym kwartale tego roku urodziło się ich 120.
„Mając na uwadze bezpieczeństwo pacjentek powiatu pszczyńskiego i okolic, intensywnie poszukujemy lekarzy specjalistów, jesteśmy otwarci na różne formy współpracy i staramy się rozwijać oddział: organizujemy dni otwarte dla przyszłych rodziców, prowadzimy własną Szkołę Rodzenia, drobnymi krokami staramy się zmieniać przestrzeń oddziału, zdobywamy nowe urządzenia medyczne i niemedyczne, staramy się zwiększać komfort porodu, wsłuchując się w oczekiwania pacjentek na tyle, na ile pozwala ich bezpieczeństwo zdrowotne, tak aby poród stanowił dla nich piękne doświadczenie” – przekonuje w komentarzu dla WP dyrektor Barbara Zejma-Oracz.
Z Myszkowa jeżdżą rodzić do Zawiercia
Z nieco innych powodów już od grudnia ub. roku jest zawieszone działanie porodówki w Myszkowie. Kobiety przestały tu rodzić ze względu na remont sąsiedniego oddziału kardiologii. Wskazany wojewodzie termin zawieszenia pracy oddziału kończy się 30 czerwca. Czy od lipca kobiety z Myszkowa znowu będą mogły rodzić tu dzieci?
– Do końca czerwca na pewno nie ma porodówki, bo jest zawieszona na potrzeby remontu kardiologii. Co będzie później? Oddział jest w strukturze ZOZ i powinien wrócić, ale jeszcze nie wiem, co się wydarzy w lipcu czy sierpniu – przyznaje w rozmowie z WP zastępca dyrektora ds. medycznych szpitala w Myszkowie Andrzej Sosnowski.
Od czasu zawieszenia oddziału kobiety mogą rodzić w położonym o 15 km dalej Zawierciu. Dyrektor Sosnowski jest położnikiem i, jak sam przyznaje, „budował i otwierał” porodówkę w Myszkowie. Ale we wspomnianym Zawierciu również ma dyżury.
– Od początku zawieszenia porodówki w Myszkowie żadna pacjentka nie urodziła w samochodzie, w taksówce czy gdzieś po drodze. Te pacjentki rodzące w Zawierciu są naprawdę zadowolone. Kwestia porodów w znieczuleniu, porodów do wody stała się bardzo modna. Ten oddział w Zawierciu się rozwija – przekonuje Andrzej Sosnowski.
Pytany o to, czy szpital doświadcza również problemów z kadrą lekarską, przyznaje, że w ubiegłym roku miał go ordynator chirurgii ogólnej, który musiał wnioskować o zawieszenie pracy oddziału. Z kolei położne z Myszkowa po zawieszeniu porodówki przeniosły się do Zawiercia.
– W tej chwili mamy pracowników. Jak będzie w przyszłości, nie mam pojęcia – zastrzega Sosnowski.
Już podaje termin zamknięcia szpitala w Lesku. „To nie są czcze groźby”
Internistów nie ma. „Nie mamy żadnych zgłoszeń”
Problemy kadrowe powtarzają się regularnie i to w całej Polsce, w przypadku oddziałów wewnętrznych. Tak właśnie jest w Miejskim Szpitalu Zespolonym w Częstochowie, który z powodu braku lekarzy zawiesił do 30 czerwca działanie interny w jednej ze swoich lokalizacji.
– Pacjenci, którzy byli na przyjęcia planowe w ramach jednostki przy ul. Mickiewicza, zostali przepisani do pozostałych jednostek. W miarę możliwości realizujemy te świadczenia. Oczywiście jest to trudna sytuacja i robimy wszystko, aby ten oddział po trzech miesiącach ponownie uruchomić. Ale jest problem z dostępnością lekarzy internistów – przyznaje w rozmowie z WP Beata Szafraniec, dyrektor Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie.
Jej zdaniem, część lekarzy internistów znajduje zatrudnienie w poradniach specjalistycznych i POZ. Czy szpitale oferują im zbyt mało?
– Nie będę operowała stawkami, ale nie są to małe stawki – zastrzega dyr. częstochowskiego szpitala. – To na pewno nie jest bez znaczenia, ale to nie jest główny powód problemów kadrowych. Główny powód jest taki, że młodych lekarzy, którzy chcieliby realizować internę, jest mało. To nie jest popularna specjalizacja. Teraz wszyscy chcą iść na dermatologię, dużo osób idzie na urologię, kardiologię, neurochirurgię. Natomiast na internę i chirurgię ogólną niewiele. Szpitale mają dużo miejsc specjalizacyjnych wolnych, ale żaden rezydent nie chce do nich przyjść – wskazuje Beata Szafraniec.
Z brakiem internistów boryka się też Okręgowy Szpital Kolejowy w Katowicach. Tutaj jednak wiadomo, że oddział wewnętrzny, zawieszony do końca maja, już nie wróci. Jak przyznaje rzecznik placówki, oddział już właściwie został zamknięty.
– Teraz jesteśmy w procesie całkowitego wygaszania tego oddziału. Data zakończenia działalności została wyznaczona z dniem 30 kwietnia – informuje WP Marcin Janota, rzecznik Okręgowego Szpitala Kolejowego w Katowicach.
Wniosek o wpis do księgi rejestrowej został złożony do wojewody. Przyczyną zawieszenia oddziału jest brak kadry medycznej chętnej do pracy.
– Od kilku miesięcy mamy ogłoszenie na swojej stronie o tym, że szukamy chętnych do pracy na tym oddziale i nie mamy żadnych zgłoszeń – mówi Marcin Janota.
Z czego wynika brak chętnych internistów do pracy? Czy Okręgowy Szpital Kolejowy w Katowicach oferuje lekarzom zbyt małe stawki?
– Nie użyłbym słowa za małe. Ale jest takie przekonanie, że lekarze interniści należą do grupy medycznej deficytowej na rynku pracy – jest ich po prostu za mało, by system mógł funkcjonować poprawnie – przyznaje Marcin Janota.
Sytuacja się powtarza. Każdego roku problemy kadrowe
Dla porównania, w 2024 roku wniosków o zawieszenie działalności oddziałów szpitalnych w województwie śląskim przez cały rok było 40. Jako przyczynę zaprzestania działalności leczniczej w 34 wnioskach wskazano brak kadry lekarskiej, w 5 wnioskach remont, w 1 przypadku zmianę lokalizacji oddziału. W 2025 roku takich wniosków było 38. W 31 wnioskach wskazano brak kadry lekarskiej, w dwóch wnioskach spadek liczby porodów, w jednym wniosku dezynfekcję oddziału, w dwóch wnioskach remont, a w dwóch innych trudną sytuację finansową.
[1/7] Wnioski o zawieszenie oddziałów szpitalnych w 2024 r. Źródło zdjęć: ŚUW |