„Kontrowersyjny muzyk wśród kilkulatków?” – właśnie to pytanie zadali nam mieszkańcy Gdańska, którzy odwiedzili wesołe miasteczko na Chełmie, w naszym Raporcie. Podobizna Popka, czyli przedstawiciela świata freak fightów, w bezpośrednim sąsiedztwie atrakcji dla najmłodszych dzieci wzbudziła oburzenie. Choć dla wielu to tylko „kolejna znana twarz z internetu”, jest to bezrefleksyjne powielanie wizerunków opartych na estetyce przemocy w miejscach zabawy.
Kontrowersyjna „ozdoba” atrakcji dla maluchów
nie widzę w tym nic niestosownego
27%
mam mieszane uczucia, zależy od sposobu przedstawienia tej postaci
2%
raczej nie popieram, to nie jest odpowiedni kontekst dla takiego wizerunku
14%
zdecydowanie nie popieram
57%
Objazdowe wesołe miasteczko, które rozstawiło się na boisku OSiR w dzielnicy Chełm i będzie czynne do 18 września, wywołało niepokój naszych czytelników. Między bajkowymi postaciami i grafikami z popularnych gier pojawiła się też pokryta skaryfikacją twarz… Popka.
Popek, właściwie Paweł Ryszard Mikołajuw, to raper zespołu Gang Albanii, określany pseudonimem „Popek Monster”, znany przede wszystkim z prowokacyjnego wizerunku i ekscentrycznego zachowania. Rozpoznawalny dzięki tatuażom na twarzy i gałkach ocznych oraz skaryfikacjom wielokrotnie trafiał na pierwsze strony serwisów informacyjnych – nie tylko za muzykę, lecz także problemy z prawem i zachowania szeroko komentowane pod względem etycznym.
Jego wizerunek na ścianie wesołego miasteczka poruszył naszych czytelników. „Na Chełmie. Kontrowersyjny muzyk, teraz freak fighter, serio? 🙂 Wśród kilkulatków?” – pyta jeden z internautów w naszym raporcie, za co bardzo dziękujemy.
Być może ktoś zamówił projekt, a grafik sięgnął po to, co akurat kołacze się w internetowym obiegu jako „znana twarz” i nikt po drodze, ani zamawiający, ani akceptujący, nie zadali sobie trudu, żeby sprawdzić, kim właściwie jest człowiek, którego podobizną właśnie zdobi ścianę przy karuzeli dla kilkulatków.
Mózg nie pyta, kim jest ten człowiek, ale zapamiętuje
A jednak pewne pytania zadawać warto i nie chodzi tu o moralizowanie, lecz o minimalną świadomość tego, jak działa ludzki mózg i odpowiedzialność za to, co się pojawia na widoku. Chociażby w psychologii poznawczej spotkamy twierdzenia, że zapamiętujemy obrazy nie w oderwaniu od kontekstu, lecz razem z emocją, która im towarzyszyła.
Więc podchodząc do tematu w kontekście dzieci bawiących się na karuzeli, jedzących watę cukrową, to nie zapamiętują twarzy z pobliskiej ściany jako kontrowersyjnego freak fightera ze skaryfikacjami, a pozytywny obraz czegoś „swojskiego”. Mechanizm łączy bodziec z emocją i odkłada to połączenie głęboko w pamięci.
Dlatego właśnie obecność w przestrzeni publicznej – szczególnie tej kierowanej do dzieci – nie jest obojętna kulturowo. To nie jest kwestia gustu ani wrażliwości rodziców. A tego, że ekspozycja działa, niezależnie od tego, czy ktokolwiek sobie z tego zdaje sprawę. Wielkie marki wiedzą o tym doskonale i płacą fortuny za to, żeby ich logo pojawiało się dokładnie tam, gdzie ludzie przeżywają coś pozytywnego.

Freak fighter na karuzeli
Problem nie polega na tym, że Popek jest „zły” jako człowiek, lecz na tym, że jego marka jest zbudowana na estetyce przemocy, hedonizmu tekstów Gangu Albanii, czyli wartościach, które mają swoje miejsce w kulturze dorosłych, ale niekoniecznie powinny ozdabiać plac zabaw dla kilkulatków.
„Freak fighting” i jego reprezentanci to widowisko skrojone pod dorosłego widza, który świadomie wybiera ten rodzaj rozrywki. Kiedy jednak twarz jego uczestnika trafia na ścianę parku rozrywki dla dzieci, ta świadoma zgoda znika, a decyzję podejmuje za dzieci ktoś, kto po prostu nie pomyślał, czym tak naprawdę jest ten wizerunek i co koduje w ich głowach.
Popek w obiegu nastolatków nie budzi już żadnych emocji i to właśnie powinno niepokoić dorosłych. Może i faktycznie nie funkcjonuje jako idol, autorytet, ale jako element codziennego krajobrazu. Gang Albanii w słuchawkach nastolatka to już nie jest sygnał ostrzegawczy, a po prostu część playlisty.
I tu zaczyna się pytanie, które rzadko pada: jak do tego doszło i kto przez ostatnią dekadę przykręcał tę śrubę normalizacji o jeden obrót za dużo, mówiąc sobie, że to przecież niegroźne, że to tylko YouTube i tylko piosenka? Wesołe miasteczko na Chełmie jest idealnym tego przykładem. Pokazuje dokładnie to, co jako społeczeństwo zdążyliśmy już zaakceptować.