Marek Wawrzynowski, Przegląd Sportowy Onet: Widziałem, że awansowi do Ekstraklasy Wisły towarzyszyły duże emocje, nie potrafił ukryć pan wzruszenia. A przecież od miesięcy wszyscy wiedzieli, że ten awans nastąpi.

Jarosław Królewski: Z jednej strony tak, ale teoria to jedno, a jednak samo doświadczenie tego awansu, przeżycie tego, to jest inna historia. Cztery lata poza Ekstraklasą zrobiły swoje, wiemy, jak to bywało w poprzednich latach, byliśmy już blisko i coś się psuło na ostatniej prostej. Z jednej strony więc wszyscy czekali na awans jako na coś oczywistego, z drugiej strony, znając naszą najnowszą historię, byłem w stanie sobie wyobrazić parę meczów bez wygranej do końca rundy. Stąd taka, a nie inna reakcja.

Cztery lata przerwy od Ekstraklasy to dla was wszystkich też cztery lata nauki. I jaka jest ta najcenniejsza lekcja, która zdecydowała, że świętujecie awans tu i teraz.

Myślę, że to był mecz barażowy z Miedzią Legnica. Myśmy wtedy byli dużo lepsi, ale przegraliśmy. Mecz kuriozum, gdzie obijaliśmy słupki, poprzeczki nie byliśmy w stanie tego wygrać. Potem nastąpiła śmierć naszego potencjalnego inwestora. Po prostu upadliśmy i podnieśliśmy się, wróciliśmy znacznie silniejsi, bardziej zdeterminowani, postanowiliśmy raz jeszcze, że postawimy wszystko na nogi, że zaczniemy od nowa. Był to bardzo trudny moment, bo Angel Rodado i inni zawodnicy mieli prawo do chwili zwątpienia. Zresztą nie tylko oni, ale też partnerzy, sponsorzy. Najważniejsze było, że zadziałaliśmy szybko i zdecydowanie, podpisaliśmy umowę z Angelem, doszedł do nas Peter Moore [udziałowiec].

Angel Rodado

Angel RodadoGRZEGORZ WAJDA / Getty Images

Rodado podpisał umowę do 2030 r., czy można powiedzieć, że został skazany na dożywocie w Wiśle?

Nie wiem tego, ale na 99,9 proc. będzie grał w naszych barwach pierwszy sezon w Ekstraklasie, a potem różne rzeczy mogą się zdarzyć.

Wydaje się, że w 1. lidze był raczej poza zasięgiem dla innych graczy, zastanawiam się, czy w Ekstraklasie, gdzie wszystko toczy czy znacznie szybciej, też będzie błyszczał.

Prawda jest taka, że Angel jest znacznie lepszy technicznie od Karola Czubaka i skuteczniejszy od Rafała Adamskiego, przeciwko którym grał w 1. lidze. Do tego strzela bramki z dużą regularnością, więc nikt mu nie zarzuci, że miał jeden dobry sezon. Jestem naprawdę dobrej myśli, jeśli chodzi o Angela w Ekstraklasie.

A co z transferami? Awans oznacza inne wymogi.

Trudno mówić o ofensywie, ale planujemy około siedmiu transferów, koncentrujemy się na jakości, uzupełnieniu składu, zwiększeniu rywalizacji natomiast jesteśmy zadowoleni z tego rdzenia, który jest bardzo silny. Nazwisk nie zdradzę.

Łukasz Zjawiński z Polonii Warszawa?

Nie mamy na ten temat pogłębionej dyskusji.

Oskar Kwiatkowski z Polonii Bytom?

Jest temat, potwierdzam. Ale proszę pamiętać, że nie jest tak, że mamy tylko jednego zawodnika na pozycję, jest ich sporo, a na końcu uda się zrealizować część z nich. Tak jak w lejku sprzedażowym trzeba mieć 100 prospektów, żeby wyszło kilka. I tak samo jest tutaj. Kluczową rzeczą dla nas jest wiara w budowanie składu przez konfigurację zawodników. Nie wierzę w to, że klub powinien szukać dobrych zawodników w oderwaniu od detalicznej konfiguracji, a potem starać się sklecić z nich zespół. Na to zawsze potrzeba czasu, a tego czasu często nie ma. Tak jak było w książce i filmie „Moneyball”, zawodnicy mieli różne braki, ale razem byli w stanie stworzyć idealnie działający zespół.

W skrócie jak mawiał sir Alf Ramsey: „Nie zawsze najlepsi zawodnicy tworzą najlepszą drużynę”?

Dokładnie tak i widzimy to obecnie w Widzewie Łódź czy Pogoni Szczecin. Oni mają naprawdę dobrych zawodników, ale potrzebują czasu, żeby to poskładać. To jest największa lekcja, patrzenie na skład przez konfigurację. Zawodnicy muszą się dopełniać.

Zachwycaliśmy się w pewnym momencie, że mieliście młodych Polaków, wychowanków. Teraz w ostatnich meczach było ledwie trzech Polaków.

To są normalne cykle, młodzi zawodnicy mają zwyżki i zniżki formy, do tego Maciek Kuziemka miał kontuzje i wypadł z treningu, problemy mieli Kutwa czy Krzyżanowski, więc nie jest tak, że nie grali z powodu zmiany strategii. Teraz, jeśli chodzi o te nowe transfery, też mniej więcej połowa z nich to będą zawodnicy polscy. Natomiast warto mieć też świadomość tego, jak działa rynek. Jeśli młody polski piłkarz prosto kopnie piłkę, jego agent za chwilę domaga się horrendalnych kwot na kontrakcie, nierzadko psując tego zawodnika.

A jak wygląda wasz budżet płacowy?

Myślę, że to będzie środek tabeli. Do tej czołówki nie będziemy aspirować. W 1. lidze mieliśmy budżet na płace w wysokości 1,2 mln zł netto miesięcznie, teraz myśleliśmy o budżecie w granicach 1,6 mln, może 1,8 mln, zależy od sytuacji, jak nam pójdzie sprzedaż karnetów, biletów. To się może zmienić. Myślę, że to będzie ok. 10. miejsca w lidze pod kątem płac.

Ale wy liczycie w tabeli na więcej?

Zanim odpowiem, dodam jeszcze, że w prognozie mamy 61,6 mln przychodu, więc cały budżet klubu, nie tylko związany z pierwszym zespołem, będzie pewnie w pierwszej ósemce. Jeśli zaś chodzi o tabelę, to będziemy się starali, żeby Wisła odnalazła się w nowej rzeczywistości. Będziemy chcieli, żeby grała dobrą piłkę, efektowną, ale jak będzie naprawdę, nie wiemy, to dla nas zagadka. Jesteśmy dobrze nastawieni.

A co z wejściem Wojciecha Kwietnia, według mediów miał kupić 25 proc. akcji za 15 mln.

Do końca sezonu nic w tej sprawie się nie wydarzy. Na pewno nie jest tak, że my musimy to zrobić, nie stoimy pod ścianą. Wisła musi znaleźć partnera, który się z nami zsynchronizuje, jeśli chodzi o ideę i każdy będzie zadowolony ze swojej roli.

A potencjalnie jak pan widzi Wisłę?

Na pewno jest to klub, który powinien grać w Lidze Konferencji, a w przyszłości o coś więcej, włącznie z Ligą Mistrzów.

Znowu „podpalił” pan internet wrzucając wpis o Śląsku i o walkowerze, który został przyznany drużynie z Wrocławia. Czy w obliczu awansu ten mecz ma jakiekolwiek znaczenie, żeby jeszcze tym żyć?

Dla mnie ma znaczenie metaforyczne, ideowe. Mogliśmy się spodziewać takiego rozstrzygnięcia. Sprawa jest jednak absurdalna i gdyby to rozstrzygał sąd powszechny, to nie byłoby dyskusji. Natomiast tu jest inaczej. Będziemy walczyć na wielu różnych poziomach, bo ta sytuacja psuje środowisko. Chodzi o wartości.

Napisał pan w swoim wpisie, że sprawa może mieć poważne konsekwencje. Czyli jakie?

Prezes Polskiego Związki Piłki Nożnej, Cezary Kulesza, udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że prezes Śląska Wrocław przyznał, że jest naciskany przez kibiców w sprawie meczu z Wisłą. Naszych fanów nie wpuszczono na mecz, zaś my tydzień po tym wywiadzie podjęliśmy decyzję, że nie jedziemy na mecz. Jeśli prezes przyznaje, że jest szantażowany, a karę dostaje inny klub, to jest to sytuacja kuriozalna.

A mówimy o klubie miejskim i muszę przyznać, że to jest skandal.

Dokładnie, jak powiedziałem Peterowi Mooreowi co się wydarzyło, to on w to nie uwierzył. Nie dopuścił do myśli, że taka sytuacja w ogóle jest możliwa.