Na dwie kolejki przed końcem sezonu Widzew Łódź wciąż balansuje na krawędzi i ma obecnie zaledwie jedno oczko przewagi nad strefą spadkową PKO Bank Polski Ekstraklasy. Nadzieje na uratowanie fatalnego sezonu przyniosła wygrana z Lechią Gdańsk, która pozwoliła wydostać się spod kreski. Wszelkie złe emocje wokół klubu tonuje właściciel Robert Dobrzycki. O sytuacji w łódzkim klubie przed piątkowym meczem w Kielcach (początek o godz. 20.30) rozmawiali eksperci w programie „Przegląd Ligowy”.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Łukasz Olkowicz i jego goście zastanawiali się, jaka jest prawdziwa twarz zespołu zbudowanego za gigantyczne pieniądze: ta z ostatniego wygranego meczu z Lechią, czy z przegranych spotkań, m.in. z Legią Warszawa? Zespół Aleksandara Vukovicia był w nich zupełnie bezradny.

Od ściany do ściany. Brutalna rzeczywistość dotknęła Widzew

— Sytuacja, w jakiej znalazł się Widzew, sugeruje, że nie znamy prawdziwej twarzy tej drużyny. Często słyszymy od trenerów, że gra o utrzymanie nie jest widowiskowa. To gra skalkulowana na wynik, często prosta i siermiężna. Nie musi się podobać. Taką grę często widzieliśmy w przypadku Widzewa i byłem zaskoczony po meczu z Lechią. Zastanawiałem się, czy to Lechia była tak słaba, czy Widzew aż tak dobrze dysponowany? — wspominał Radosław Majdan.

Widzew wygrał to spotkanie 3:1 i zwłaszcza do przerwy potrafił swą grą porwać trybuny. Na takie spotkanie kibice przy al. Piłsudskiego czekali od dawna.

— Myślę, że finalnie Widzewowi jest bliżej do dobrej drużyny niż takiej, która w przeciągu 90 minut oddaje jeden strzał na bramkę rywali — mówi Majdan i podkreśla, jak widmo degradacji wpłynęło na atmosferę panującą wokół klubu.

— Wszyscy byli tym faktem zaskoczeni. Nikt się tego nie spodziewał. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest teraz zachowanie spokoju. Widzieliśmy komunikat od Roberta Dobrzyckiego. Teraz ważne jest, by okazać zaufanie trenerowi. Sam właściciel musi emanować pewnością siebie, bo to też udziela się kibicom, którzy są wtedy skłonni dać kolejną szansę — dodaje były zawodnik m.in. Pogoni Szczecin i Wisły Kraków, odwołując się do komunikatu opublikowanego przez właściciela klubu.

Jego zdaniem ostatnie doświadczenia będą również cennym materiałem do analizy dla samego właściciela, kto z zawodników i trenerów był w stanie udźwignąć gigantyczną presję w kluczowym momencie sezonu. Sam Dobrzycki dał zresztą jasno do zrozumienia, że po zakończeniu sezonu dojdzie do sporych roszad.

— Jak zawsze w takich ekstremalnych sytuacjach kilka osób w klubie umyło ręce i zrzuciło odpowiedzialność przed trybunami na kogoś innego. Urosło też sporo legend wokół klubu, że pojawiło się za dużo podpowiadaczy i zbyt dużo płacą. Do tego nieudane transfery. Ważne jest to co powiedział Robert Dobrzycki, że na weryfikację przyjdzie czas po sezonie i teraz nie pierzemy brudów — dodawał Radosław Majdan w programie „Przegląd Ligowy”.

Łodzianie w piątkowy wieczór mogą zrobić milowy krok w stronę utrzymania w ligowej elicie. Widzew o godz. 20.30 zagra w Kielcach z Koroną, która na finiszu sezonu również poważnie uwikłała się w walkę o zachowanie ligowego bytu.