Jakiś czas temu Volkswagen zaczął prowadzić z izraelską firmą zbrojeniową Rafael Advanced Defense Systems rozmowy dotyczące produkcji komponentów do systemu Iron Dome oraz grupą Rheinmetall w sprawie adaptacji swoich pojazdów na potrzeby wojskowe, a chęć udziału w sektorze zbrojeniowym zadeklarował także Renault, planując wytwarzanie dronów w swoich zakładach w Le Mans. Teraz podobny ruch zasygnalizował szef koncernu Mercedes-Benz, Ola Källenius, podkreślając, że nie ma złudzeń co do kierunku zmian w Europie:
Świat stał się bardziej nieprzewidywalny i jest absolutnie jasne, że Europa musi zwiększyć swoje zdolności obronne. Jeśli będziemy mogli odegrać w tym pozytywną rolę, jesteśmy gotowi to zrobić
Przemysł szuka nowej tożsamości
Deklaracja ta nie pojawia się zresztą w próżni, bo niemiecki sektor przemysłowy od lat zmaga się ze stagnacją, a wojny w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie przyspieszyły proces jego redefinicji. Coraz więcej firm zaczyna postrzegać produkcję obronną nie jako epizod, lecz jako trwały element strategii – analitycy zaczynają dostrzegać tu wyraźny trend, w którym przemysł ciężki i motoryzacyjny staje się zapleczem nowej architektury bezpieczeństwa Zachodu.
W przypadku Mercedes-Benz wejście do sektora zbrojeniowego nie byłoby całkowitą nowością, bo koncern od lat dostarcza wojskowe warianty modelu G-Class, a jego wydzielony dział pojazdów ciężarowych produkuje sprzęt wykorzystywany przez armie.
Jednak teraz stawką jest coś więcej, a mianowicie bezpośrednie zaangażowanie w produkcję sprzętu wojskowego na większą skalę, gdzie firma mogłaby wykorzystać swoją zdolność do masowej, precyzyjnej produkcji. A to właśnie te kompetencje mogą okazać się kluczowe w czasie, gdy Zachód próbuje odbudować zapasy sprzętu i amunicji, nadwyrężone przez przedłużające się konflikty.
Firmy motoryzacyjne robią jedną rzecz wyjątkowo dobrze – potrafimy budować wysokiej jakości, precyzyjne maszyny w dużych wolumenach
Podobne rozmowy toczą się zresztą również za Atlantykiem, a administracja Donalda Trumpa prowadzi konsultacje z gigantami branży motoryzacyjnej, jak General Motors czy Ford Motor Company, w sprawie wykorzystania ich mocy produkcyjnych do zwiększenia produkcji uzbrojenia.
Mimo otwartości na nowe kierunki, Källenius tonuje oczekiwania, podkreślając, że działalność obronna byłaby jedynie „niewielką częścią biznesu” koncernu. Nie wyklucza jednak, że może to być „rosnąca nisza”, która w przyszłości zacznie mieć realny wpływ na wyniki finansowe.
To istotne zastrzeżenie, bo sytuacja Mercedes-Benz nie jest dziś komfortowa. Spadek zysków, rosnące koszty oraz coraz silniejsza konkurencja ze strony technologicznie zaawansowanych producentów z Chin zmuszają firmę do szukania nowych źródeł przychodów. W tym kontekście przemysł zbrojeniowy przestaje być jedynie politycznym postulatem i zaczyna jawić się jako realna alternatywa.
„Wydarzenia”: Wirtualna przewodniczka oprowadza po muzeum w ŁodziPolsat News
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
