Prawdziwe dziennikarstwo. Niezależna redakcja. ZA DARMO.
Spotkania Rubio z włoskimi władzami i przedstawicielami Watykanu pokazują jednak, że obie strony próbują uniknąć otwartego konfliktu. W tle pozostają wojna w Ukrainie, sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz rosnące znaczenie Morza Śródziemnego w strategii USA.
Plac św. Piotra, Palazzo Chigi i amerykańska dyplomacja. Rzym znów stał się centrum politycznej gry między Europą a Waszyngtonem. Problem w tym, że relacje Giorgii Meloni z administracją Donalda Trumpa nie są już tak dobre jak jeszcze kilka miesięcy temu.
Chcą zburzyć galerię i postawić osiedle. „Ja się nie zgadzam”
Właśnie dlatego Marco Rubio pojawił się w Rzymie i Watykanie. Oficjalnie chodziło o bezpieczeństwo i Bliski Wschód. Nieoficjalnie – o próbę zatrzymania politycznego chłodu między USA a włoską premier.
Meloni o wycofaniu części sił USA z Europy. „Nie zgadzam się”
Włoskie media nie miały wątpliwości. Sekretarz stanu USA przyjechał do Rzymu z dwoma delikatnymi zadaniami: opanować publiczny spór Trumpa z Watykanem i złagodzić napięcia z premier Włoch.
Jej krytyka pod adresem Donalda Trumpa po jego atakach na papieża Leona XIV była – jak na europejskich przywódców – wyjątkowo ostra. Jak na samą Meloni wręcz bezprecedensowa. Dodatkowo Rzym zaczął dystansować się od bezwarunkowego wspierania izraelskiej polityki wobec Iranu i Gazy.
Wszystko zaczęło się 13 kwietnia, gdy Trump zaatakował papieża Leona XIV. Prezydent USA stwierdził, że papież „nie wykonuje dobrej roboty” i „najwyraźniej lubi przestępczość”. Zarzucał mu zbyt łagodne podejście do migracji i polityki społecznej. Posunął się nawet do stwierdzenia, że Leon XIV został wybrany głównie dlatego, że jest Amerykaninem, a bez jego prezydentury „nie byłby dziś w Watykanie”.
Meloni znieważona w rosyjskiej TV. Jest reakcja Włoch
Kilka godzin później Trump opublikował w Truth Social grafikę stylizowaną na obraz religijny, przedstawiającą go jako postać przypominającą Chrystusa. We Włoszech wywołało to polityczną burzę.
„Myślałem, że Meloni jest odważna”. Trump uderza w Rzym
Mediolański „Corriere della Sera” ujawnił później kulisy narastającego konfliktu. W wywiadzie dla dziennika Trump otwarcie zaatakował włoską premier.
– Nie mogę sobie tego wyobrazić. Jestem zszokowany Meloni; myślałem, że jest odważna. Myliłem się – powiedział.
Chwilę później zaostrzył ton jeszcze bardziej:
„To niedopuszczalne… ona nie chce nam pomóc w NATO, nie chce nam pomóc w pozbyciu się irańskiej broni jądrowej. Jest zupełnie inna, niż myślałem”.
Trump zagroził nawet wycofaniem części amerykańskich wojsk z Włoch. Podobne ostrzeżenia kierował wcześniej wobec Hiszpanii i Niemiec.
Rzym sprzeciwiał się bezpośredniemu zaangażowaniu w konflikt z Iranem. Włoskie władze odmówiły zgody na wykorzystanie sycylijskiej bazy Sigonella do operacji bojowych związanych z wojną. Minister obrony Guido Crosetto ostrzegał, że eskalacja może doprowadzić do katastrofy geopolitycznej i osłabić globalną pozycję USA.
Meloni znalazła się w trudnej sytuacji. Nie mogła całkowicie zerwać z Trumpem, ale nie mogła też ignorować nastrojów we Włoszech. Tym bardziej że Watykan znajduje się w samym sercu Rzymu, a sama premier od lat przedstawia się jako „matka, Włoszka i katoliczka”.
Lorenzo Castellani, historyk polityki z Uniwersytetu Luiss Guido Carli w Rzymie, uważa, że ataki Trumpa na papieża zmusiły Meloni do politycznego dystansu.
– Po raz pierwszy od drugiej wojny światowej polityka zagraniczna stała się centralnym punktem zainteresowania włoskiej opinii publicznej – powiedział.
„Ta zmiana rozpoczęła się już wraz z wojną w Ukrainie, ale obecny kryzys oznacza zdecydowaną eskalację. To konflikt o bezpośrednich konsekwencjach geopolitycznych i gospodarczych dla Włoch i całej Europy”.
Według Castellaniego Meloni nie może już oddzielać polityki zagranicznej od krajowej.
– Jeszcze niedawno zajmowała stanowiska sprzeczne z opinią części własnego elektoratu. Dziś zarówno po prawej, jak i po lewej stronie sceny politycznej dominuje krytyka Trumpa. Te same nastroje podziela nawet 80–90 proc. społeczeństwa – mówił.
Katolicy Trumpa zaczynają się wahać
Dla administracji Trumpa problemem nie jest wyłącznie sam Watykan, ale także reakcja amerykańskich katolików. Jeszcze kilka lat temu wielu konserwatywnych wiernych widziało w Trumpie polityka broniącego tradycyjnych wartości, walczącego z liberalną rewolucją obyczajową i wspierającego środowiska religijne. Dziś sytuacja zaczyna się komplikować.
Wybór Leona XIV — pierwszego papieża Amerykanina — wywołał w USA autentyczną falę dumy. Nawet część konserwatywnych mediów, dotąd bardzo krytycznych wobec Watykanu za pontyfikatu Franciszka, zaczęła mówić o „historycznym momencie dla amerykańskiego katolicyzmu”. W kościołach i mediach społecznościowych pojawiło się poczucie, że katolicy w USA po raz pierwszy naprawdę znaleźli się w centrum światowego Kościoła.
Musieli zmienić nazwisko. Inaczej Rubio nie wjechałby do Chin
I właśnie dlatego frontalny konflikt Trumpa z papieżem okazał się dla wielu republikańskich wyborców niewygodny.
– W Stanach można krytykować polityków, nawet własnych. Ale atakowanie papieża to dla wielu katolików zupełnie inna granica – zauważają komentatorzy włoskiej prasy.
Szczególnie że Leon XIV od początku pontyfikatu bardzo ostrożnie budował pozycję człowieka dialogu i jedności. W przeciwieństwie do Franciszka unikał otwartej wojny kulturowej z amerykańską prawicą, próbując łagodzić napięcia między konserwatywnym a bardziej liberalnym skrzydłem Kościoła w USA.
To paradoksalnie jeszcze bardziej utrudniło sytuację Trumpowi. Krytyka papieża nie została odebrana jako polityczny spór z „postępowym Watykanem”, ale przez część wiernych jako atak na autorytet, z którego Amerykanie są dziś zwyczajnie dumni.
Według włoskich komentatorów właśnie dlatego Rubio przyjechał do Rzymu także z misją uspokojenia relacji z Kościołem. Biały Dom dobrze rozumie, że konflikt z Watykanem może mieć znaczenie nie tylko dyplomatyczne, ale również wyborcze – szczególnie wśród katolickiego elektoratu w stanach takich jak Pensylwania, Wisconsin czy Floryda.
Watykan kontra Biały Dom
Wizyta Rubio miała więc znaczenie znacznie większe niż zwykła dyplomatyczna kurtuazja. Chodziło również o relacje między Waszyngtonem a Watykanem, które od miesięcy są wyjątkowo napięte.
Papież Leon XIV wielokrotnie apelował o zakończenie wojny z Iranem i krytykował groźby płynące z Waszyngtonu.
– Dzisiaj pojawiło się zagrożenie wobec całego narodu irańskiego i jest to naprawdę niedopuszczalne – mówił papież.
Wcześniej apelował o znalezienie „drogi wyjścia” z konfliktu i ostrzegał, że Bóg „nie wysłuchuje modlitw przywódców, którzy wszczynają wojny”.
Jaki jest cel wojny z Iranem? Rubio: otwarcie cieśniny Ormuz
Wkrótce po tym, jak papież Leon XIV wygłosił w styczniu przemówienie, w którym mówił o świecie „coraz bardziej podważającym powojenny porządek międzynarodowy”, w administracji Trumpa miało dojść do wyjątkowo nerwowej reakcji. Jak ujawnił konserwatywny włoski dziennikarz Mattia Ferraresi, Elbridge Colby – wpływowy podsekretarz ds. polityki w Pentagonie – wezwał do siedziby amerykańskiego resortu obrony kardynała Christophe’a Pierre’a, nuncjusza apostolskiego w USA.
„To spotkanie mogło być bezprecedensowe w historii relacji między Waszyngtonem a Watykanem. Nie ma publicznych dowodów na to, by przedstawiciel Stolicy Apostolskiej był wcześniej wzywany do Pentagonu” – pisał Ferraresi.
Według jego źródeł amerykańscy urzędnicy mieli potraktować papieskie przemówienie jako polityczny atak na administrację Trumpa. Szczególne oburzenie wywołał fragment interpretowany jako krytyka nowej wersji doktryny Monroe’a — forsowanej przez Trumpa wizji amerykańskiej dominacji na półkuli zachodniej.
Ferraresi opisał też moment, który w Watykanie miał zostać odebrany niemal jak dyplomatyczna groźba.