Jeszcze kilka lat temu Eurowizja kojarzyła się głównie z brokatem, plastikowym popem i występami, które po tygodniu znikały z pamięci. Tegoroczny finał pokazuje jednak coś znacznie ciekawszego: konkurs znowu stał się totalnie nieprzewidywalnym popkulturowym potworem, w którym obok ckliwych ballad mieszczą się polityczne afery, płonące skrzypce i włoskie disco przypominające muzykę z wesela. Kto jednak wygra i stanie na podium?

Miliony śledziły jej występ. Reszta półfinału do zapomnienia?

Największym kandydatem do zwycięstwa pozostaje Finlandia i trudno się temu dziwić. „Liekinheitin” Lindy Lampenius i Pete’a Parkkonena wygląda tak, jakby ktoś wrzucił do blendera klasyczne skrzypce, stadionowy pop i eurowizyjną przesadę, a potem podkręcił wszystko miotaczem ognia. Dosłownie.

To właśnie Finlandia od kilku tygodni prowadzi w notowaniach bukmacherów i coraz więcej wskazuje na to, że to oni mogą zgarnąć kryształowy mikrofon. Ich występ ma wszystko, co Eurowizja kocha najbardziej: dramatyzm, wielkie emocje, widowiskowość i momenty, które wyglądają jak finał filmu akcji klasy premium.

Linda Lampenius x Pete Parkkonen – Liekinheitin | Finland 🇫🇮 | First Semi-Final | Eurovision 2026

Dodatkowego smaczku całej historii dodaje sama Linda Lampenius. Skrzypaczka była gigantyczną gwiazdą lat 90., pojawiała się nawet na okładce „Playboya”, gdzie nazwano ją „bombą Brahmsa”. Później jej karierę niemal zniszczył głośny proces z kanadyjskim milionerem Peterem Nygardem, którego publicznie oskarżała o niewłaściwe zachowania wobec kobiet. Dzisiaj Nygard siedzi w więzieniu za napaści seksualne, a Lampenius wraca na scenę jako główna faworytka Eurowizji. „.

To Eurowizja już trwa? Nie widać, nie słychać, nie czuć [OPINIA]

To Eurowizja już trwa? Nie widać, nie słychać, nie czuć [OPINIA]

Tuż za Finlandią czai się Australia z Deltą Goodrem, która postanowiła zrobić dokładnie to, co Eurowizja kocha najbardziej. Przesadzić absolutnie ze wszystkim. Jej „Eclipse” jest wielką, pompatyczną balladą, w której nie ma miejsca na subtelność. Są za to fajerwerki, wiatraki, cekiny, dym, złoty fortepian i modulacja tak potężna, jakby ktoś próbował wysadzić stadion od środka.

Delta Goodrem – Eclipse (LIVE) | Australia 🇦🇺 | Second Semi-Final | Eurovision 2026

Goodrem sama przyznała, że pisząc eurowizyjną propozycję, chciała „wszystkiego”. „Chcę ognia, świateł, błysku i siedmiu tysięcy cekinów na sukni” – mówiła przed półfinałem. Efekt? Po występie Australia błyskawicznie wskoczyła do ścisłej czołówki bukmacherów.

Kontrowersji nie brakuje też wokół Rumunii. Alexandra Căpitănescu i jej „Choke Me” wywołała prawdziwą burzę jeszcze na długo przed rozpoczęciem konkursu. Organizacje zajmujące się prawami kobiet oskarżały utwór o promowanie niebezpiecznych zachowań seksualnych. Sama wokalistka tłumaczy jednak, że tekst nie ma nic wspólnego z erotyką, a odnosi się do walki z własnymi lękami i negatywnymi myślami. No cóż, wierzymy jej na słowo.

Noam Bettan – Michelle (LIVE) | Israel 🇮🇱 | First Semi-Final | Eurovision 2026

Najtrudniejsza atmosfera towarzyszy jednak Izraelowi. Noam Bettan i jego „Michelle” pozostają jednymi z faworytów konkursu, ale praktycznie każdy występ odbywa się w cieniu protestów związanych z wojną w Strefie Gazy. Podczas półfinału słychać było buczenie i okrzyki „Stop ludobójstwu”, a kilka państw całkowicie zbojkotowało tegoroczną edycję.

Sam Bettan przyznał później, że próbował skupić się wyłącznie na osobach, które go wspierają. Problem polega na tym, że Eurowizja 2026 coraz częściej przypomina polityczne pole minowe, a nie konkurs piosenki.

Jakoś to będzie. Bo obok przesadzonych stylizacji, brokatu i gigantycznych wiatraków pojawiły się historie o upadkach, zemście, skandalach i wielkich powrotach. A Eurowizja, niezależnie od tego, jak bardzo czasem bywa absurdalna, właśnie w takich momentach działa najlepiej.

Bartosz Sąder, dziennikarz Wirtualnej Polski