Rząd chce uznać zagraniczne małżeństwa jednopłciowe w drodze transkrypcji, powołując się na wyrok TSUE. Choć premier Donald Tusk podkreśla, że to jedynie techniczny obowiązek, decyzja wywołuje ostry spór polityczny i prawny. Krytycy widzą w niej groźny precedens, zwolennicy – minimalny standard ochrony praw obywateli. Kto ma rację?
Tak dla małżeństw homoseksualnych?
W ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk zaapelował do rządu o wydanie rozporządzenia ws. transkrypcji aktów małżeństw jednopłciowych, na mocy którego związki homoseksualne zawierane za granicą będą prawnie uznawane w Polsce.
– W Polsce są różne poglądy na temat związków jednopłciowych, motywowane tradycją, wyznaniem wiary, doświadczeniami i poglądami politycznymi. W jednej sprawie jednak nie możemy się różnić. To jest kwestia godności człowieka, prawa do szczęścia, prawa do równego traktowania przez państwo – tłumaczył Tusk na posiedzeniu Rady Ministrów.
Premier podjął zatem decyzję wbrew wcześniejszej deklaracji, że Unia Europejska „nie będzie niczego Polsce narzucać”. Transkrypcję aktów małżeństw jednopłciowych nakazuje bowiem orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który w listopadzie ubiegłego roku argumentował, że odmowa uznania małżeństwa „narusza swobodę przemieszczania się i pobytu oraz prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego”.
Transkrypcja to nie legalizacja
Temat transkrypcji został poruszony w programie Stan wyborczy na antenie TVP Info, w którym udział wziął prezes Klubu Jagiellońskiego Paweł Musiałek. Jego zdaniem, Tusk wyraził zgodę na transkrypcję wskutek nacisków progresywnych wyborców koalicji, którzy domagali się od rządu reform w sferze obyczajowej.
– Transkrypcja będzie jedynym „sukcesem” rządu na odcinku sporów aksjologicznych. W innych tematach, czy to liberalizacji aborcji, czy nawet edukacji seksualnej, widzimy opór głównie ze strony PSL-u, który powoduje, że tego typu ustawy nie przejdą przez parlament, a nawet jeśli, to Karol Nawrocki je prawdopodobnie zawetuje. Tu natomiast mówimy o rozporządzeniu, więc nie można go zawetować – podkreślał prezes KJ.
Jednocześnie Musiałek zaznaczył, że obecnie mowa jest jedynie o transkrypcji zagranicznych aktów, a nie legalizacji małżeństw jednopłciowych w Polsce. Nie zgodził się z poglądem, iż w ten sposób związki homoseksualne zostaną wprowadzone do polskiego prawa „tylnymi drzwiami”:
– Te „tylne drzwi” polegają na tym, że my respektujemy decyzje, które zostały podjęte w innych krajach. Moim zdaniem w przypadku tej transkrypcji nie mamy jeszcze do czynienia ze zrównaniem prawa.
Jakie są komunikaty rządu?
Oficjalne komunikaty rządu – formułowane w dużej mierze pod wpływem konserwatywnego skrzydła koalicji rządzącej – kategorycznie odrzucają oskarżenia, jakoby techniczne dostosowanie procedur administracyjnych było próbą zalegalizowania małżeństw jednopłciowych „tylnymi drzwiami”.
Przedstawiciele administracji państwowej, w tym premier Donald Tusk, jednoznacznie deklarują, że zmiana wzorów dokumentów stanowi jedynie wymuszony wyrokami sądów obowiązek rejestracyjny, który w żaden sposób nie narusza polskiego porządku konstytucyjnego. Politycy partii współrządzących, powołując się na nienaruszalność art. 18 Konstytucji RP, twardo stoją na stanowisku, że transkrypcja zagranicznego aktu nie rodzi żadnych skutków w krajowym prawie rodzinnym.
Rządowa argumentacja wprost ucina spekulacje o jakimkolwiek zrównaniu statusu tych związków z tradycyjną instytucją małżeństwa, wskazując na utrzymanie bezwzględnego zakazu adopcji dzieci oraz zablokowanie parom po transkrypcji automatycznego dostępu do krajowych przywilejów podatkowych czy spadkowych. W ten sposób strona rządowa zapewnia, że unijne przepisy migracyjne nie staną się narzędziem do fundamentalnej zmiany polskiego Kodeksu rodzinnego.
Konserwatysta mówi „nie”
W retoryce konserwatywnych krytyków tego rozwiązania krok ten jest postrzegany nie jako techniczna formalność, lecz jako niebezpieczny precedens uderzający w suwerenność i spójność polskiego prawa. Prawnicy z Ordo Iuris podkreślają, że wpisywanie takich związków do krajowych rejestrów jawnie narusza art. 18 Konstytucji RP i stanowi ustrojową kapitulację wobec unijnego aktywizmu sędziowskiego, który pod pretekstem przepisów migracyjnych ingeruje w sferę zastrzeżoną dla państw członkowskich.
Ponadto, zdaniem ekspertów, tworzy to szkodliwą dychotomię: państwo w akcie transkrypcji uznaje relację za „małżeństwo”, by w prawie podatkowym czy spadkowym całkowicie temu zaprzeczyć. Taka systemowa niespójność godzi w powagę instytucji publicznych i destabilizuje tradycyjną, państwotwórczą definicję małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.
Stanowisko to wyrażaliśmy już wielokrotnie na łamach Klubu Jagiellońskiego, argumentując z ideowego punktu widzenia, dlaczego instytucjonalizacja małżeństw osób tej samej płci powinna zostać odrzucona.
W publicystyce KJ polemizuje się z tezą, że należy uznać prawnie związki homoseksualne, aby zakończyć wojny kulturowe. Jest to błędne rozumowanie, ponieważ jeżeli realizacja postulatów określonej, nawet bardzo licznej, grupy społecznej miałaby służyć wyłącznie wygaszeniu konfliktu światopoglądowego, oznaczałoby to konieczność spełniania wszelkich roszczeń zawsze wtedy, gdy poprze je odpowiednio duża część obywateli.
Z perspektywy konserwatywnej myśli państwowej zasadniczy problem związany z legalizacją związków homoseksualnych polega na tym, że z punktu widzenia ich funkcji w ramach dobra wspólnego taka zmiana prawna pozostaje bezcelowa. Powodem, dla którego państwo interesuje się rodziną, jest demografia. Dobrem, które heteroseksualny związek wnosi do dobra wspólnego, jest bowiem potomstwo. Związek homoseksualny z definicji takiego wkładu mieć nie może.
Dlatego też trudno stwierdzić, że uznanie relacji homoseksualnych jest związane z jakimkolwiek publicznie istotnym dobrem. Państwo polskie nie dyskryminuje tych mniejszości, a jednocześnie do tej pory nie nadawało im przywilejów przysługujących małżeństwom heteroseksualnym. I tak powinno pozostać.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

