Jeszcze dziesięć lat temu Arabia Saudyjska była w sporcie niewiele znaczącym graczem. Nie organizowała niemal żadnych wydarzeń międzynarodowych, nie miała żadnych gwiazd. Jak wyglądała ofensywa tego państwa w ostatniej dekadzie i dlaczego teraz wycofują się z niektórych inwestycji?
Po to ściągają Lewandowskiego. „Ważne są mocne nazwiska”
Wszystko zmieniło się po tym, jak książę koronny Muhammad bin Salman dekadę temu w praktyce przejął władzę w kraju. Miał on ambitny plan społeczno-gospodarczej przebudowy, związany z jego częściową liberalizacją i otwarciem na świat. Powstały pierwsze od kilkudziesięciu lat kina, wiele praw zyskały kobiety.
ZOBACZ WIDEO: Koniec wielkiej aberracji. Wisła Kraków wraca tam, gdzie jej miejsce
Wtedy też pojawił się pomysł, by poprzez sport promować nowoczesny wizerunek. Stąd masowe inwestycje w futbol, organizacja wyścigów F1 i ważnych turniejów w tenisie kobiecym. Ukoronowaniem tych starań jest mundial w piłce nożnej w 2034 roku, który odbędzie się właśnie u Saudyjczyków.
Jaką rolę w tym imperium pełni Saudi Pro League? Kraj chce, by jego piłkarska liga była najlepsza i najsilniejsza w regionie. A przynajmniej najbardziej medialna. Dlatego do klubów sprowadzono gwiazdy: Cristiano Ronaldo, Neymara, a teraz miałby to być Robert Lewandowski.
Saudom zależy także na rozwoju przemysłu turystycznego, by – wzorem Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a zwłaszcza Dubaju – uniezależnić swoje dochody od ropy. Mocna liga piłkarska ma ściągać do kraju turystów z całego świata, którzy przyjadą oglądać swoich idoli.
– Dlatego ważne są mocne nazwiska i piłkarskie marki – mówi nam Michał Banasiak, współzałożyciel Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej. – To daje rozgłos, sprawia, że o lidze saudyjskiej piszą media i zaglądają tam kibice. Z europejskiego punktu widzenia nadal są to egzotyczne rozgrywki, ale dla dużej części Azji czy Afryki Północnej liga saudyjska stała się produktem premium i najlepszą ligą w regionie – dodaje.
Lewandowski ma być ważną częścią tej układanki jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy na świecie. Starania o Polaka to po prostu przedłużenie strategii, którą saudyjskie kluby stosują od kilku lat. Czy ściągnięcie napastnika, wciąż mającego status światowej gwiazdy, ma na celu promocję Arabii Saudyjskiej w naszym kraju?
– Przyjście Roberta Lewandowskiego wpisywałoby się w model budowy wizerunku na zawodnikach światowego formatu. Kwestia narodowości jest tutaj trzeciorzędna, choć oczywiście można by grać nią w polsko-saudyjskich relacjach – tłumaczy nasz rozmówca.
Przy transferach wielkich sportowców do Arabii często pojawiają się zarzuty, że te kraje wykorzystują sport w celach sportswashingu, czyli wyprania wizerunku właśnie poprzez sport, a Ronaldo, Neymar i Lewandowski są trybikami, mającymi ocieplać wizerunek zbrodniczego reżimu. W kraju tylko w zeszłym roku przeprowadzono ponad 350 egzekucji, łamane są także podstawowe prawa człowieka, jak wolność słowa. Ale czy sportswashing jest jedynym celem Saudyjczyków?
– Mam wrażenie, że sportswashing stał się w ostatnich latach wygodnym hasłem, mającym w łatwy sposób tłumaczyć wydawanie przez niektóre państwa ogromnych pieniędzy na sport. I oczywiście, mechanizm sportswashingu istnieje, natomiast nie każdy ruch Kataru czy Arabii w sporcie należy w ten sposób traktować – mówi Banasiak.
Wzorem Premier League
Przypomnijmy, że w 2023 roku saudyjski fundusz inwestycji Public Investemenet Fund (PIF) przejął większościowe udziały w czterech największych klubach: Al-Ittihad, Al-Nassr, Al-Hilal i Al-Ahli. PIF przelewał setki milionów dolarów, by stworzyć z nich potęgi rozpoznawane na całym świecie. De facto więc kluby, które walczą o Lewandowskiego (Al-Hilal FC i Al-Ittihad FC) do niedawno miały tego samego właściciela. W Europie taki model byłby nie do pomyślenia.
Wprawdzie teraz Saudyjczycy trochę próbują dywersyfikować swój model biznesowy. Al-Hilal, który pierwszy zgłosił się po Roberta Lewandowskiego, zmienia właściciela. Został nim jeden z najbogatszych saudyjskich książąt – Al-Walid, który jest najbogatszym Saudyjczykiem (jego majątek sięga 20 miliardów dolarów) (więcej o nim przeczytasz TUTAJ).
Banasiak zaznacza, że Saudyjczycy wzorem Premier League, chcieliby, aby w ich kluby inwestowały zagraniczne podmioty.
Wojna w Iranie zaszkodzi Saudyjczykom? Z tego już się wycofali
Wydaje się, że El Dorado w krajach Zatoki Perskiej się skończyło, przynajmniej na tę chwilę. Wszystko przez wojnę USA i Izraela z Iranem, w której mocno ucierpiały państwa Zatoki, ostrzeliwane przez długi czas. Jaki to ma wpływ na sport?
O ile inwestycje w futbol mają się dobrze, to Saudyjczycy po raz pierwszy w historii zacisnęli pasa. W tym roku PIF wycofa się ze sponsorowania ligi LIV Golf, która miała kompletnie zrewolucjonizować dyscyplinę i być konkurencją dla mającego wieloletnią tradycję PGA Tour. Zdaniem naszego rozmówcy to nie wojna z Iranem i związany z nią kryzys są powodem zaciskania pasa w sporcie.
– Saudyjczycy nigdy nie podchodzili do finansowania sportu na zasadzie fanaberii, z której teraz się wycofują. Fala inwestycji i wydatków rzeczywiście była szeroka i teraz trwa selekcja, na co warto postawić, a na co niekoniecznie. Nie powiedziałbym, że na coś „zabraknie” pieniędzy – po prostu ich strumień zostanie świadomie przekierowany. Zresztą, jeszcze przed rozpoczęciem wojny okazało się, że na razie do skutku nie dojdą esportowe igrzyska we współpracy z MKOl-em i zaplanowane na 2029 rok zimowe igrzyska azjatyckie w Trojenie – podkreśla Michał Banasiak.
Czy więc istnieje ryzyko, że jeśli wojna w Iranie się przedłuży, to państwa Zatoki będą miały problem z organizacją imprez sportowych i ściąganiem takich gwiazd jak Lewandowski?
– Kraje Zatoki latami budowały swój wizerunek na fundamencie bezpieczeństwa. W 2022 roku tuż przed startem Grand Prix F1 w Dżuddzie nieopodal toru spadły rakiety wystrzelone przez jemeńskich Hutich, a mimo to wyścig udało się przeprowadzić. Teraz Saudyjczycy też chcą za wszelką cenę pokazać, że są bezpieczną oazą w niestabilnym regionie – tłumaczy nasz rozmówca.
– Dlatego liga saudyjska nie przekładała meczów. Ale nie wszystko jest w ich rękach, bo tym razem F1 odwołała kwietniowy wyścig w Arabii. Wojna się przeciąga, a jej psychologiczno-wizerunkowe skutki mogą rezonować jeszcze długo po zakończeniu działań zbrojnych w regionie. Saudyjczycy cały czas próbują je minimalizować – podkreśla Banasiak.
Takie ograniczenia wydatków nie będą jednak obejmować piłki nożnej, która jest perłą w koronie saudyjskiego sportowego imperium jako najbardziej medialny sport na świecie. Lewandowski i inni piłkarze mogą spać spokojnie.
Lewandowska i Georgina. Czy są potrzebne Saudyjczykom?
W kontekście sprowadzania wielkich piłkarskich gwiazd mało mówi się o partnerkach piłkarzy. Jednak one dla Saudyjczyków też mają ogromne znaczenie, zwłaszcza wizerunkowe. Chodzi o liberalizację i przełamanie obrazu kraju, który dyskryminuje kobiety. I choć wciąż daleko jest w tej kwestii od europejskiego standardu, to skok na przestrzeni dekady jest dość duży. A WAGs to promują.
– Partnerki Cristiano Ronaldo i Roberta Lewandowskiego mają silne marki własne, co jest dużą wartością. Georgina regularnie uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych, modowych czy biznesowych w Arabii Saudyjskiej. Promuje tamtejsze marki i wrzuca zdjęcia z różnych zakątków kraju. Na jej profilach takie posty i relacje mieszają się z postami i relacjami dotyczącymi innych państw i zachodnich marek, co daje poczucie ich równorzędności. Jest to więc element ocieplania wizerunku, natomiast działa też w drugą stronę. Saudyjki śledzące profile zachodnich celebrytek widzą, że styl życia kobiet może wyglądać zupełnie inaczej niż ich w kulturze – opowiada Banasiak.
Warto zaznaczyć, że faktycznie większa dostępność do zachodniej popkultury sprawia, że młode kobiety w tym kraju chcą żyć inaczej niż ich matki i babki. Idą za tym też zmiany prawne. Saudyjki od niedawna mają prawo do rozwodu, mogą samodzielnie żyć bez męskiego opiekuna. Wprowadzono zakaz małżeństw osób poniżej 18. roku życia. Mogą także prowadzić biznesy. Jeszcze 10 lat temu takie zmiany byłyby nie do pomyślenia.
– Prawnie Saudyjki mają w kwestii prowadzenia biznesów takie same prawa jak Saudyjczycy. Ta zmiana została wprowadzona niedawno. Pozostaje jeszcze kultura. Zwłaszcza poza Rijadem konserwatywna część społeczeństwa niechętnie podchodzi do wielu reform. Ten prawno-kulturowy rozdźwięk widać choćby w saudyjskiej lidze piłki kobiet. Ona funkcjonuje, ma profesjonalną oprawę, jest transmitowana w telewizji, ale będąc na meczu Saudi Women’s Premier League usłyszałem, że na grające w piłkę kobiety wciąż wiele osób patrzy krzywo. I że dlatego kluby muszą posiłkować się zagranicznymi zawodniczkami. Ale i to się zmienia, bo patrząc na kadry saudyjskich klubów widzę, że w niektórych z nich grają już niemal wyłącznie saudyjskie piłkarki – podsumowuje Michał Banasiak.
Arkadiusz Dudziak, dziennikarz WP SportoweFakty