Do zatrzymania Leszka Kraskowskiego doszło 6 czerwca. Został on doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Piasecznie, gdzie usłyszał zarzuty karne związane z nielegalnym posiadaniem broni oraz kierowaniem gróźb karalnych wobec komendanta powiatowego policji w Piasecznie w związku z pełnieniem przez niego obowiązków służbowych.
Decyzją piaseczyńskiego sądu, na wniosek prokuratora, został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Takie sankcje wobec dziennikarza wywołały lawinę komentarzy w mediach i serwisach społecznościowych.
Sprawę przejęła właśnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Jej rzecznik, prok. Piotr Antoni Skiba, już we wtorek przekazywał m.in., że dziennikarz skierował wspomniane groźby za pośrednictwem poczty elektronicznej.
— Mężczyzna użył wobec komendanta gróźb karalnych za to, że ten nie zajął się osobiście jego sprawą. Napisał, że jedzie z pistoletem takiej i takiej marki, żeby zastrzelić komendanta i będzie próbował zastrzelić wszystkich, którzy będą go powstrzymywać, a na końcu zastrzeli sam siebie — przekazuje w rozmowie z Onetem prok. Piotr Antoni Skiba.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Prokuratura rozważa publikację treści maila
— Jak miała więc na to zareagować policja, prokuratura i sąd, wiedząc, że miesiąc wcześniej, 20 km dalej, w Raszynie, mężczyzna zastrzelił z nielegalnie posiadanej broni byłą żonę? Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy traktować pana redaktora inaczej niż inne osoby. Emocje, które wynikają z tego, co napisał, sprawiają, że czyn, który może być popełniony i jego zachowanie, jest traktowane w oderwaniu od przepisów postępowania karnego — dodaje prok. Skiba.
Śledczy rozważają publikację tego maila w całości. Decyzja w tej sprawie ma zapaść po zapoznaniu się prokuratora z całością materiału dowodowego.
Zarzuty wobec Leszka Kraskowskiego dotyczą także posiadania przez niego broni.
„Posiadał bez wymaganego zezwolenia broń palną w postaci pistoletu gazowego produkcji włoskiej oraz 54 szt. amunicji” — twierdzi prokuratura. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że została ona zabezpieczona w jego samochodzie.
To prawdopodobnie pistolet gazowy Bruni P-4, kaliber 9 mm. Na taką broń rzeczywiście trzeba mieć pozwolenie. Co ciekawe, marka broni podana w mailu wysłanym do komendanta nie jest tożsama z tą, jaką zabezpieczono.
Ktoś miał mu grozić nożem
Z przekazanych przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie informacji wynika, że dziennikarz nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów.
„W zakresie posiadania broni odmówił składania wyjaśnień zaś w zakresie kierowania gróźb karalnych w stosunku do Komendanta Powiatowego Policji w Piasecznie również odmówił składania wyjaśnień i przedstawił własną wersję zdarzenia wskazując, że to nie on jest sprawcą przestępstwa, lecz osoba, która miała mu grozić nożem w innej sprawie” — wskazuje prok. Skiba.
Leszek Krasowski znany jest przede wszystkim z publikacji na temat afery wokół dewelopera Polnord oraz związków tej sprawy z posłem Koalicji Obywatelskiej Romanem Giertychem. W sieci pojawiają się komentarze, że właśnie m.in. za to ktoś miał mu grozić nożem.
W związku z tym, że reakcja policji nie spodobała się dziennikarzowi, miał napisać wspomnianego maila. Na razie śledczy jednak tego nie potwierdzają.
„Przed skierowaniem wniosku o tymczasowe aresztowanie prokuratura uzyskała opinię z zakresu budowy broni i amunicji, na dalszym etapie postępowania planowane jest uzyskanie opinii z zakresu informatyki śledczej oraz opinii sądowo-psychiatrycznej” — zaznacza prokuratura.
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że śledczy sprawdzają jeszcze taką wersję zdarzenia, że ktoś mógł przejąć dostęp do maila dziennikarza i podszyć się pod niego.