
Wymarzony wyjazd Klaudii przerwała ciężka choroba. Materiał „Faktów” TVN
Źródło wideo: „Fakty” TVN
Źródło zdj. gł.: Archiwum prywatne
Jesteśmy pełni nadziei, że najgorsze już za nami – napisała w środę mama Klaudii Uciechowskiej, która tydzień temu została przewieziona z Chin do Polski rządowym samolotem. Dziewczyna zmaga się z powikłaniami potworniaka jajnika i przebywa w śpiączce.
„Nasza córeczka jest już w szpitalu w Polsce! Nadal jednak nie wiemy, jak będą wyglądały najbliższe tygodnie. W tym momencie mamy problem z otrzymaniem dokumentacji z Pekinu, więc lekarze w Polsce rozpoczęli szczegółową diagnostykę od początku!” – napisała 10 czerwca Joanna Uciechowska na portalu siepomaga.pl.
Dziewczyna, która od kilku tygodni pozostaje w śpiączce, zmaga się z powikłaniami po operacji późno rozpoznanego potworniaka jajnika – m.in. z ciężkim zapaleniem płuc. Przebywa w 4. Wojskowym Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu.
Dramat Klaudii zaczął się kilka tygodni temu
Historię studentki z Wałbrzycha opisała w tvn24.pl Zuzanna Kuffel. 23-latka po raz pierwszy wyjechała do Pekinu dwa lata temu. Realizowała trzeci rok studiów licencjackich z filologii chińskiej. Ubiegłego lata wróciła do Wrocławia, żeby obronić pracę dyplomową. Gdy dostała się na anglojęzyczne studia dziennikarskie w Chinach, spełniła swoje marzenie i wróciła do Azji.
6 kwietnia o godzinie czwartej w nocy rodzice studentki dostali telefon z uczelni. – Poprzedniego dnia o godzinie 13 polskiego czasu, czyli 19 chińskiego, rozmawiałam z córką przez telefon. Dobrze się czuła, nie było żadnych oznak, że coś się dzieje – mówiła w rozmowie z tvn24.pl Joanna Uciechowska. Jak się później dowiedziała, Klaudia źle się poczuła i zemdlała, a potem dostała ataku psychotycznego. Umieszczono ją na oddziale psychiatrycznym w Pekinie, a potem, gdy jej stan się pogorszył, przeniesiono Klaudię do innego szpitala i dopiero tam rozpoczęto diagnostykę.
Wstępnie rozpoznano autoimmunologiczne zapalenie mózgu, wywołane przez potworniaka jajnika. To na ogół niezłośliwy i stosunkowo często występujący guz.
Zmianę usunięto operacyjnie. Niestety, doszło do powikłań – u młodej pacjentki rozwinęło się ostre, rozlane zapalenie otrzewnej, a także niedrożność jelita i perforacja dwunastnicy. Z powodu niewydolności oddechowej Klaudię podłączono do respiratora.
„Jesteśmy pełni nadziei”
Jak informuje Joanna Uciechowska, u Klaudii wykonano badanie tomografem, rezonans, USG serca i niezbędne posiewy, „bo córka wróciła z Azji z bakteriami”. „Na szczęście jej organizm jest już w pewnym sensie uodporniony, ponieważ była w Chinach od dwóch lat. My jednak, odwiedzając ją, musimy zachować wszelkie niezbędne zasady reżimu sanitarnego, żeby nie zaszkodzić ani jej, ani sobie” – relacjonuje pani Joanna.
Lekarze wciąż czekają na dokumentacje medyczną z Chin, m.in. po to, by mieć porównanie wyników badań przeprowadzonych w Pekinie. Jak informuje we wpisie mama pacjentki, Klaudia nadal jest podłączona do respiratora i przebywa w śpiączce farmakologicznej. Ma osobną, pojedynczą salę, w której muszą być zachowane zasady szczególnej ostrożności.
„Jesteśmy pełni nadziei, że najgorsze już za nami. Cieszymy się, że córka jest już w Polsce, że możemy ją odwiedzać, mówić do niej i nie musimy już znosić bariery językowej. Ostatnie tygodnie były dla nas istnym koszmarem – nasze dziecko było tysiące kilometrów od nas, a my nie mogliśmy nawet porozmawiać z lekarzami i dowiedzieć się, co się z nią dzieje!” – podkreśliła mama dziewczyny. Zapewnia, że teraz wraz z mężem są spokojniejsi i wierzą, że stan córki będzie z dnia na dzień coraz lepszy.
„Wiemy jednak, że leczenie i rehabilitacja mogą potrwać nawet dwa lata i to tak naprawdę dopiero początek. Ale nigdy się nie poddamy. Będziemy walczyć i zrobimy wszystko, żeby odzyskać córeczkę” – zapewnia, dziękując wszystkim za wsparcie i prosząc o dalszą pomoc.
Trwają badania i konsultacje
– Klaudia w dalszym ciągu jest diagnozowana – przekazał nam w środę Jan Kutny, rzecznik wrocławskiego szpitala, w którym leczona jest 24-latka. Zapewnił też, że wdrażane jest stosowne leczenie.
Joanna Uciechowska jest pełna wiary w polskich specjalistów. – Już w tej chwili wszystko jest w ich rękach. To oni podejmą decyzję, jak ma wyglądać leczenie, jaki będzie jego przebieg i jak długo będzie trwało. A Klaudia już musi tylko walczyć. Myśmy zrobili wszystko, żeby była w domu – mówiła tuż po przylocie z Chin.