shutterstock_2486119525

Uwaga na kleszcze. Rośnie liczba przypadków boreliozy

Źródło wideo: Tomasz Wesołowski/Fakty po Południu TVN24

Źródło zdj. gł.: Shutterstock

Sezon na kleszcze dopiero się rozpędza, a lekarze już widzą wyraźny wzrost zachorowań i ostrzegają przed powikłaniami. Problem nie dotyczy tylko lasów i wakacyjnych wyjazdów, ale także miast. Jakie objawy mogą świadczyć, że choroba zaczęła atakować układ nerwowy?

Kluczowe fakty:

Lekarze alarmują, że w ciągu miesiąca przybyło około trzech tysięcy nowych przypadków zachorowań na boreliozę. To wzrost o ponad 65 procent. Czy każdy kleszcz przenosi bakterie i od czego to zależy?Eksperci podkreślają, że do zakażenia może dojść nie tylko w lesie, a objawem nie jest tylko rumień. Na co zwracać uwagę i jak postępować?Szczepionka chroni przed kleszczowym zapaleniem mózgu (KZM), ale nie przed boreliozą. Co jest podstawą profilaktyki?Więcej artykułów o tematyce zdrowotnej znajdziesz tutaj. 

Najnowsze dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego pokazują, że sezon kleszczowy szybko przekłada się na statystyki zachorowań. Do końca kwietnia 2026 roku odnotowano w Polsce ponad 4,5 tys. przypadków boreliozy z Lyme. Pod koniec maja było ich już prawie 7,5 tys. Oznacza to, że w ciągu miesiąca przybyło prawie trzy tysiące nowych zachorowań. To wzrost o 65,2 procent.

I choć kleszcze od lat kojarzą się głównie z lasem, coraz częściej przypomina się, że kontakt z nimi możliwy jest także w parku, ogrodzie, na działce, nad wodą czy na miejskiej łące.

Borelioza nie zawsze zaczyna się od rumienia

Borelioza z Lyme to wieloukładowa choroba zakaźna, wywoływana przez bakterie, krętki z rodzaju Borrelia. Człowiek może zakazić się po ukąszeniu zakażonego kleszcza. Nie każdy pajęczak przenosi bakterie, ale ryzyko rośnie wraz z czasem jego żerowania. Do zakażenia zwykle dochodzi po 24-48 godzinach od wkłucia się kleszcza, dlatego tak ważne jest, by po powrocie z terenów zielonych dokładnie obejrzeć skórę i szybko usunąć pajęczaka.

Najbardziej charakterystycznym objawem boreliozy jest rumień wędrujący. Pojawia się u około 40-50 procent zakażonych. To zaczerwienienie, które stopniowo się powiększa, czasem jaśnieje w środku i może przypominać tarczę. Nie zawsze jednak wygląda książkowo, a u części chorych nie występuje wcale. Po zakażeniu mogą pojawić się także objawy przypominające infekcję: gorączka, bóle głowy, bóle mięśni, osłabienie czy sztywność karku. To jeden z powodów, dla których borelioza bywa na początku bagatelizowana albo mylona z przeziębieniem.

Zagrożenie dla układu nerwowego

Boreliozę można leczyć antybiotykami, ale kluczowe znaczenie ma czas rozpoznania. Nieleczona choroba może przejść w kolejne fazy i prowadzić do powikłań obejmujących stawy, serce oraz układ nerwowy. Jednym z poważniejszych powikłań jest neuroborelioza, czyli zajęcie układu nerwowego przez bakterie. Może objawiać się między innymi zaburzeniami poznawczymi, stanami depresyjnymi i lękowymi, a także zapaleniem opon mózgowych czy porażeniem nerwów czaszkowych.

Dlatego po ukąszeniu kleszcza trzeba obserwować nie tylko skórę, ale też samopoczucie. Do lekarza należy zgłosić się zwłaszcza wtedy, gdy pojawi się rumień, gorączka, silne osłabienie, bóle stawów, sztywność karku albo nietypowe objawy neurologiczne takie jak np. opadanie kącika ust, zaburzenia czucia, światłowstręt.

Kleszcz w mieście to nie wyjątek

Naukowcy opisali dotychczas około 900 gatunków kleszczy – w Polsce na stałe występuje 19 z nich. W całym kraju obecny jest kleszcz pospolity, a na wschód od Wisły coraz częściej spotyka się kleszcza łąkowego, uznawanego za gatunek bardziej ciepłolubny. Przypomnijmy – kleszcze lubią miejsca zacienione, ciepłe i wilgotne: lasy, okolice zbiorników wodnych, parki, zarośla i wysokie trawy. Nie występują jednak równomiernie. Gromadzą się tam, gdzie łatwiej o żywiciela, czyli zwierzę lub człowieka.

Z badań przeprowadzonych w 2018 roku przez polsko-słowacką grupę naukowców wynikało, że na leśnych ścieżkach, z których korzystają dzikie zwierzęta, kleszczy może być nawet siedem razy więcej niż w zaroślach. To ważna wskazówka: ryzyko nie zależy wyłącznie od tego, czy jesteśmy „w dziczy”, ale także od tego, którędy chodzą zwierzęta i ludzie.

Kleszcze bardzo często spotyka się również w miastach. Z badania opublikowanego w 2020 roku w „Scientific Reports” wynika, że w polskich miastach odsetek kleszczy zakażonych patogenami był bardzo różny i, w zależności od badania, wynosił od 1,6 do 28,7 procent. W Europie są też miejsca, gdzie zakażonych było niemal 50 procent badanych pajęczaków.

Nie chodzi o panikę, tylko o rozsądek

Eksperci przestrzegają, by strach przed kleszczami nie zamienił się w lęk przed przyrodą. Kontakt z zielenią jest ważny dla zdrowia, a unikanie parków, lasów czy łąk nie jest rozwiązaniem. – Ludzie obecnie boją się przyrody – boją się trawy, bo w trawie mają czaić się kleszcze; boją się oczek wodnych, bo będą komary; boją się starych drzew, bo spadnie na kogoś gałąź albo spadną liście i będzie nieporządek. Mamy do czynienia ze światopoglądem człowieka wygodnego, który wszystko musi mieć uporządkowane, proste i sterylne. Dlatego coraz bardziej niszczymy przyrodę wokół nas i tracimy bioróżnorodność – mówi botanik prof. Łukasz Łuczaj z Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Naukowcy zwracają uwagę, że informacje o kleszczach warto czerpać przede wszystkim ze źródeł naukowych. Strach przed pajęczakami bywa wzmacniany przez przekazy marketingowe, zwłaszcza producentów preparatów odstraszających. Tymczasem najlepsza strategia to nie rezygnacja z przyrody, ale proste zasady ochrony.

Jasne ubranie, repelent i kontrola skóry po spacerze

Przed wyjściem do lasu, parku, na działkę czy nad wodę warto założyć odzież z długimi rękawami i nogawkami. Najlepiej, by była jasna, bo wtedy łatwiej zauważyć wędrującego po materiale kleszcza. Dobrze sprawdzają się też kryte buty oraz repelenty, czyli preparaty odstraszające kleszcze.

Po powrocie trzeba dokładnie obejrzeć skórę – kleszcze najchętniej wybierają miejsca ciepłe i wilgotne: pachwiny, zgięcia kolan, okolice pach, miejsca za uszami, linię włosów i skórę głowy.

Jeśli kleszcz zdążył się wkłuć, należy usunąć go jak najszybciej. Nie wolno smarować go tłuszczem, alkoholem, sokiem z cebuli ani żadną inną substancją. Może to zwiększyć ryzyko, że pajęczak zwróci treść pokarmową do rany.

Kleszcza trzeba chwycić jak najbliżej skóry, najlepiej pęsetą albo specjalnym przyrządem dostępnym w aptece, i wyciągnąć zdecydowanym ruchem prostopadle do miejsca wkłucia. Nie należy go wykręcać, bo można urwać część aparatu gębowego. Po usunięciu rankę trzeba zdezynfekować i sprawdzić, czy pasożyt został usunięty w całości. Jeśli w skórze widoczne są czarne punkciki, warto skorzystać z pomocy lekarza.

Szczepionka chroni przed KZM, ale nie przed boreliozą

Kleszcze przenoszą nie tylko boreliozę. Mogą być także źródłem wirusa kleszczowego zapalenia mózgu, czyli KZM. Ta choroba występuje rzadziej, ale z medycznego punktu widzenia może być groźniejsza, bo w przeciwieństwie do boreliozy nie ma leczenia przyczynowego – leczy się jedynie objawy.

Przed KZM najskuteczniej chroni szczepienie. Główny Inspektorat Sanitarny przypominał, że podstawowy schemat obejmuje trzy dawki szczepionki, a dla utrzymania odporności zalecane są dawki przypominające co 3-5 lat. Ochrona po pełnym szczepieniu jest bardzo wysoka i sięga około 99 procent.

To jednak ważne rozróżnienie: szczepionka chroni przed kleszczowym zapaleniem mózgu, ale nie chroni przed boreliozą. W przypadku boreliozy podstawą profilaktyki pozostają: unikanie ukąszeń, szybkie usunięcie kleszcza i obserwacja organizmu.

W 2024 roku lekarze podstawowej opieki zdrowotnej udzielili pomocy ponad 98 tysiącom pacjentów z chorobami odkleszczowymi. Wśród nich 62 tysiące osób miało boreliozę. Najnowsze dane PZH pokazują, że także w tym sezonie liczby szybko rosną. Dlatego po spacerze w parku, pracy w ogrodzie czy weekendzie na działce nie należy panikować, ale za każdym razem dokładnie obejrzeć skórę.