Szef prezydenckiego biura polityki międzynarodowej Marcin Przydacz dopiero następnego dnia informował, że Nawrocki był na tym wydarzeniu. Bankiet trwał podobno dwie godziny, a „głównym rozmówcą” Nawrockiego miał być Trump, a obok niego także m.in. J.D. Vance i inni politycy z administracji prezydenta USA. Wszystko, co ludzie Nawrockiego wiedzą o przebiegu jego rozmowy z Trumpem, wiedzą od niego. A on mógł zdać im relację dopiero w nocy po bankiecie i gali walk.
To, że doszło do takiej — drugiej, już nie aż tak krótkiej jak kurtuazyjne pożegnanie w czasie gali — rozmowy z Trumpem to powód, dla którego Pałac teraz triumfuje. Drwiny, że prezydent poleciał za ocean na darmo i przestrogi, by nie dał się wciągnąć do klatki, zderzają się z przekazem, że był na bankiecie z prezydentem USA najważniejszymi ludźmi jego administracji oraz wielkimi biznesmenami.
Sam Przydacz na oczywiste pytanie, dlaczego z takim poślizgiem poinformował o rozmowie z Trumpem na bankiecie, odparł: — Jeśli będzie potrzeba, my będziemy zawsze na bieżąco informować o tym, co się dzieje. Jest w USA godz. 11, mocno przed południem, pierwszy możliwy czas, kiedy z państwem się spotykam.
Ludzie prezydenta — w szczególności Przydacz — celowo wchodzili w spięcia a to z niektórymi dziennikarzami (na konferencji ściął się z Markiem Wałkuskim — korespondentem Polskiego Radia w Waszyngtonie), a to wyzłośliwiali się wobec polityków rządowych. Pytany o uszczypliwości ze strony szefa MSZ Radosława Sikorskiego, szef prezydenckiego biura polityki międzynarodowej rzucił: — To wyraz jakiejś frustracji po stronie pana ministra Sikorskiego. Rozumiem, że ma jakiś ból wewnętrzny w sobie, już nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły anatomiczne, ale myślę, że ma w sobie ból wynikający z tego faktu, że nie on znajduje się tutaj w Białym Domu, tylko znajduje się prezydent i dba o polskie interesy.
Szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker kilka godzin po tym, jak pojawiła się informacja o drugiej, dłuższej rozmowie Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem, napisał triumfalnie na X: „Dziś, wśród komentatorów, dziennikarzy i pracowników mediów komentujących wizytę Prezydenta Karola Nawrockiego w USA, wyraźnie widać, kto jest kim. Łatwo odróżnić ludzi zainteresowanych faktami od tych, którzy przede wszystkim bronią własnych środowisk, politycznych sympatii lub medialnych narracji. I być może właśnie dlatego reakcje na tę wizytę mówią więcej o komentujących niż o samym wydarzeniu”.
Przed wizytą Nawrockego w USA Sikorski żartował: — Trzymam kciuki, aby prezydent Nawrocki wszedł co najmniej do półfinału.
Z kolei premier Donald Tusk apelował: — Z gorącym apelem zwracam się do pana prezydenta, żeby nie dał się tam zaciągnąć do klatki. Wiemy, że lubi boks, ale lepiej nie ryzykować.
Pałac traktuje rząd, a w szczególności MON jako „podwykonawcę” tego, co Nawrocki słyszy od Trumpa. Chcąc ugruntować narrację o wizycie Nawrockiego w USA jako o owocnej, prezydent ma wezwać na dywanik Władysława Kosiniaka-Kamysza, aby go „zadaniować” (to określenie użyte przez Przydacza na konferencji).
W kraju już trwa wyścig o to, kto będzie ojcem stałej a nie rotacyjnej obecności amerykańskich wojsk w Polsce. Minister obrony narodowej wyszedł z propozycją uchwały rządu.
— Jeśli myślimy na serio o stałej bazie, to musimy zacząć przygotowywać Polskę do tego — mówił z kolei premier Tusk przed posiedzeniem rządu.