
Był już XXI wiek. W telewizji transmisja z Igrzysk Olimpijskich 2000 r. w australijskim Sydney. Nagle serwisy informacyjne oraz raczkujące dopiero portale internetowe obiegła ciekawa wiadomość. Niewysoki (163 cm wzrostu) Polak zdobył brąz olimpijski w gimnastyce sportowej. Pierwszy medal dla Polski w tej dyscyplinie od ponad 40 lat!
Każdy skakał, nie każdy przeskoczył
tak, ale tylko okazjonalnie
21%
nie, ale teraz uprawiam
7%
nie i do dziś nie ćwiczę
21%
Gustowny rozbieg, skok, salto i ciach… Coś było niezwykłego w tym skoku. Jak to fachowo opisywano, pan Leszek wykonał „podwójne salto w pozycji łamanej”. Jednocześnie na tym samym wdechu dodawano uporczywie: „przez konia, przez konia!”. Oczywiście chodzi o znany nam wszystkim przyrząd do ćwiczeń w salach gimnastycznych, fachowo nazywany „stołem gimnastycznym”.
Pamiętam, że szczególnie w szkole podstawowej każdy miał okazję zmierzyć się z tym przyrządem. Wymagany był właśnie „przeskok przez konia”, niekiedy zwanego też kozłem. Niestety ja nie dałem rady. Werdykt wuefisty: „Dobrzyński – pała i z powrotem do szeregu”. Nie dałem rady poprawić.
Więcej w serwisie Ogłoszenia
(71)
Salto z tapczanu i mądry górnik

Po słynnym skoku naszego sportowca w 2000 r. dziennikarze w serwisach dopytywali się, kim jest ten młody, sympatyczny człowiek. I wtedy zaczęto odmieniać przez wszystkie przypadki Gdańsk i naszą uznaną sportową uczelnię, na której się wtedy już kształcił.
Leszek Blanik urodził się w 1977 r. w Wodzisławiu Śląskim. Dość późno, bo dopiero w wieku ok. 10 lat zaczął trenować gimnastykę sportową. Za namową ojca, ówczesnego górnika. Według jego opowieści, tata „przyłapał go podczas wykonywania salt z tapczanu”. Zamiast zakazywać, po prostu zaprowadził go do najbliższego klubu sportowego.
Były chwile zwątpienia
Gimnastyka to trudny sport, wymagający wielu poświęceń oraz wytrwałości. Także bardzo niebezpieczny. Nasz bohater początkowo trenował w Klubie Górniczym w Radlinie (miejscowość niedaleko jego miejsca urodzenia). Wspominał przy tym, że to były biedne czasy. Sala była źle ogrzewana. Na środku stał piec, a na nim zimą kocioł z wrzącą wodą, aby utrzymać w pomieszczeniu dodatnią temperaturę.
W wieku 14 lat był bliski porzucenia sportu, jednak dzięki swojemu trenerowi znalazł siłę do dalszych wyczerpujących treningów.
Już na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku osiągał pierwsze sukcesy w sporcie. W sumie ośmiokrotnie zdobywał tytuł Mistrza Polski w wieloboju gimnastycznym. Wielokrotnie zdobywał także medale brązowe, srebrne czy złote podczas Mistrzostw Europy czy też Świata. Po ukończeniu szkoły średniej udało mu się dostać na studia do gdańskiej szkoły wyższej – Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu. Tam kontynuował czynne uprawianie sportu w ramach przyuczelnianego Akademickiego Związku Sportowego.
Tradycje AZS są w Gdańsku o wiele starsze. Sięgają jeszcze czasów polskich sportowców z Wolnego Miasta Gdańska, a w skali ogólnopolskiej czasów Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”.

Po wojnie pierwsze medale olimpijskie w gimnastyce nasi sportowcy zdobyli w 1952 r. (Jerzy Jokiel) i następnie w 1956 r. (drużyna naszych pań).
Rozbieg do skoku zaczynał na korytarzu
Leszek Blanik wspominał, że aby ćwiczyć swój późniejszy popisowy skok, musiał pokonać w Gdańsku różne trudności. Ówczesna sala była dla niego za krótka. Aby się dobrze rozpędzić, zaczynał bieg z korytarza przed nią. Następnie wpadał do sali i wykonywał ćwiczenie. Oczywiście zawsze jakiś kolega go asekurował, aby nie wpadł na przypadkową osobę, akurat wychodzącą przez drzwi sali. Studia ukończył w 2003 r. Jest dyplomowanym nauczycielem wychowania fizycznego. Kolejny medal olimpijski zdobył podczas igrzysk w Pekinie. Spełnił marzenie każdego sportowca. Sięgnął po złoto!

Jak sam mawiał, „wykonywanie potrójnych salt na wysokości sześciu metrów nie jest normalne”.
Od sportowca do trenera i prezesa

W 2010 r. zakończył karierę sportową. Jak wyjaśnił, po prostu wypalił się, był już zmęczony. Dodatkowo podczas pożegnalnej gali odniósł kontuzję ścięgna Achillesa, co spowodowało, że nie może już skakać jak dawniej. Rozpoczął karierę trenerską. Został także posłem na Sejm RP, jednak po jednej kadencji nie kontynuował romansu z polityką. Jego skok – to słynne „podwójne salto w pozycji łamanej” – nazywa się obecnie „blanik”. Nosi także numer 332 na liście ćwiczeń Międzynarodowej Federacji Gimnastycznej.
W 2021 r. został prezesem Polskiego Związku Gimnastycznego.

Zapytany o swoje sny, odpowiada bez zawahania: „Ciągle śnią mi się skoki”.
Dzięki jego staraniom, w Gdańsku przy AWFiS powstała solidna, duża i długa (!) hala gimnastyczna. Mijamy ją jadąc lub idąc ul. Czyżewskiego. Jest szansa, że kolejne pokolenia naszych sportowców – gimnastyków (i przyszłych olimpijczyków) trenują w odpowiednim miejscu.

A co słychać w Klubie Górniczym Radlin? Tam, gdzie zaczęła się przygoda Leszka Blanika z gimnastyką? Trenują dalej. A tata Leszka Blanika, Ludwik Blanik, emerytowany górnik, nadzoruje tam treningi młodych, którzy chcą być jak „Blanik”.
Ranking.trojmiasto.pl –
Najlepsze kluby sportowe w Trójmieście
Gdańsk, Gdynia, Sopot