– Jesteśmy wstrząśnięci i załamani. To był człowiek o złotym sercu. Jego uśmiech sprawiał, że wszyscy wokół promienieli. Cała drużyna jest przybita. To był człowiek orkiestra w tym klubie, angażował się w wiele akcji. Był nie tylko spikerem – powiedział w rozmowie z WP SportoweFakty Krzysztof Zieliński. Polak jest menedżerem niemieckiej drużyny Trans MF Landshut Devils.

Zespół z Bawarii w niedzielę rywalizował ze Speedway Kraków. Mecz zakończył się pewnym zwycięstwem gospodarzy 52:38. Spotkanie sędziował polski arbiter, Bartosz Ignaszewski. Do tragedii doszło w trakcie spotkania. Spiker z reguły zasiada w pobliżu sędziego i przekazuje oprócz zapowiedzi wyścigów i wyników poszczególnych biegów, komunikaty od arbitra.

ZOBACZ WIDEO: Żużel. Magazyn PGE Ekstraligi. Goście: Protasiewicz, Kvech i Cegielski

– Rozmawiałem przed chwilą z sędzią Ignaszewskim, przekazując mu te dramatyczne wieści o śmierci Martina. Arbiter też był w szoku, zresztą jak my wszyscy – dodał Krzysztof Zieliński.

Martin Sänger zgłosił problemy po siódmym wyścigu niedzielnego meczu. – Nagle usłyszałem inny głos spikera. Wyczułem, że coś musiało się stać, że Martin nie pełni swojej funkcji – opisuje polski menedżer klubu z Landshut.

Z informacji, które uzyskaliśmy od Krzysztofa Zielińskiego wynika, że spiker nagle źle się poczuł. Wcześniej miał przekazać, że boli go głowa. – Dostał tabletkę, a później nagle gdzieś wyszedł ze swojego stanowiska i upadł. Szybko wzywane były służby medyczne. Zabrała go karetka, gdzie był reanimowany, ale niestety nie udało się go uratować – mówi łamiącym głosem Zieliński.

Mecz toczył się dalej. Do roli spikera wyznaczono rezerwową osobę. Niemiecki zespół wygrał spotkanie ze Speedway Kraków 52:38. Wiadomość o śmierci zasłużonej dla klubu z Landshut osoby nadeszła po zakończeniu meczu.

– Został zabrany do szpitala, a informacja o jego śmierci przyszła dopiero po meczu, około godziny 18. Siedzieliśmy wtedy jeszcze ze sponsorami, rozmawialiśmy jak po każdym meczu. Większość osób już się szykowała do wyjazdu. Miałem się już pakować do drogi powrotnej, gdy prezes dostał telefon o śmierci Martina. Ścięło nas wszystkich z nóg – dodaje polski menedżer.

Krzysztof Zieliński podkreśla, że Martin Sanger był nie tylko spikerem w niemieckim klubie. Jego głos usłyszeć mogliśmy m.in. podczas zawodów Grand Prix w Landshut, które otwierały sezon 2026. – Martin to był niesamowity, oddany klubowi człowiek. Nie tylko pełnił funkcję spikera i prezentera, ale organizował też różne eventy bożonarodzeniowe czy spotkania z kibicami. Fantastyczny człowiek, zawsze uśmiechnięty. Niedawno był z nami w Opolu. Wszyscy jesteśmy przybici, bo choć wygrana cieszyła zaraz po meczu, to jego śmierć wstrząsnęła nami – dodaje.

Martin Sänger miał 54 lata. – Zapamiętam, że podczas prezentacji właśnie przed tym meczem, który był jego ostatnim, po raz pierwszy perfekcyjnie przeczytał moje imię i nazwisko – zakończył Krzysztof Zieliński.