
Mijając okolicę Chwarzna widzimy tajemniczy lasek. Choć niepozorny, to skrywa on całkiem ciekawą wojenną historię, której ślady można odnaleźć do dziś.
Po co zbudowano bunkry w lesie koło Marszewa?
W chwarznieńskim lasku znajdziemy baterię armat przeciwlotniczych, choć nie tylko. Już na samym początku musimy przecisnąć się przez dość gęste krzaki, szczególnie latem bywa to problematyczne. Jednak zimą, gdy widoczność jest o wiele większa, natrafiamy przy samym wejściu do lasku na ciekawy obiekt.
Do dzisiaj leży tam niejedna łuska od armaty przeciwlotniczej. Kawałek dalej znajdziemy wykopy ziemne, jakby po wysadzeniu jakichś elementów.
Jeszcze dalej znajdują się zaś całkiem nieźle zachowane stanowiska ogniowe.
Po zajęciu Gdyni w 1939 r. Niemcy dość szybko zaczęli planować, a następnie budować pierścień obrony przeciwlotniczej dookoła miasta. Szczególnie w celu ochrony portu wojennego i stoczni. Wykorzystali do tego częściowo polskie stanowiska na Oksywiu czy na Grabówku.Okupanci postawili swoją baterię
Jednak w lesie na Chwarznie zbudowali całkiem nowe stanowiska dla artylerii. Były to co najmniej trzy podstawy do armat przeciwlotniczych morskich oraz schron dalmierza. Co do kalibru armat, mogły to być armaty 10,5 cm lub 12,8 cm. Dodatkowo – jako ubezpieczenie baterii – także mniejsze działka.
Załoga zapewne mieszkała w barakach położonych przy baterii lub pobliskim majątku, którego ślady i niektóre obiekty zachowały się do dzisiaj przy skrzyżowaniu ulicy Chwarznieńskiej z Obwodnicą Trójmiasta.
Bateria nosiła nazwę „Voltzendorf”, należała do 219. jednostki przeciwlotniczej niemieckiej marynarki wojennej.

Armaty przeciwlotnicze tych typów mogły być także używane do ostrzeliwania celów lądowych.
W lesie do dzisiaj znajdziemy ślady po okopach, rowach łącznikowych, okablowaniu łącznościowym czy elektrycznym stanowisk armat. Co ciekawe, dokładnie przez środek baterii obecnie przebiega oświetlony chodnik od ul. Amona do ul. Sokoła.

W 1945 r., w okolicy baterii znajdowała się zorganizowana stała linia obrony. Konspiracyjni harcerze polscy zapewne i o tej okolicy przekazali informację Armii Czerwonej.
Ostatnie chwile dowódcy
W tym rejonie nie doszło do bezpośrednich walk lądowych, Rosjanie atakowali przede wszystkim okolice Wielkiego Kacka (od góry Donas począwszy). Bateria wspierała jednak niemieckie wojska lądowe ostrzałem z armat. Została odcięta od reszty wojsk. O jej ostatnich chwilach znajdziemy informację w kontekście wysokiego niemieckiego odznaczenia jej dowódcy, nadanego pośmiertnie.
Katalog.trojmiasto.pl –
Muzea w Trójmieście
Dodatek Wehrmachtbericht (z dnia 23 marca 1945 r.) opisywał akcję, w której Kapitänleutnant Maes zdobył Krzyż Rycerski.
– W ciężkich walkach obronnych wokół Gotenhafen odcięci żołnierze Marine-Flak-Batterie „Völtzendorf” utrzymywali swoją taktycznie ważną pozycję przeciwko wrogowi z niezłomną wytrwałością. Dopiero po oddaniu ostatnich strzałów i zniszczeniu dział zdołali przebić się z powrotem do niemieckich linii. Podczas ucieczki Batterie-Chef, Kapitänleutnant der Marineartillerie Maes, znalazł śmierć bohatera – czytamy w dokumencie.
Ślady baterii na planach z kolejnych lat
Ciekawostką pozostaje jednak obecność radzieckich zwiadowców w okolicy. Zginąć ich miało niemal 20. Po wojnie ich ciała zostały ekshumowane. Informacje o swoim krewnym, który zginął w okolicy, przekazał kilka lat temu jego wnuk. Do postu dołączył ciekawy plan pobliskiego majątku, sporządzony przez swojego dziadka.

W 1956 r. stan zachowania niektórych stanowisk widoczny był na fragmencie planu
okolicy.

Na przełomie lat 70. i 80. rozpoczęła się zabudowa okolicy. Prawdopodobnie wtedy, podczas budowy domów przy ul. Amona, został zburzony całkiem spory schron dowodzenia baterii, obecnie nieodnaleziony przeze mnie w terenie.
Katalog.trojmiasto.pl –
Pomniki i miejsca pamięci w Trójmieście
Mieszkańcy dalszej okolicy wspominali, iż zaraz po wojnie widoczne w nim były m.in. stelaże od łóżek polowych, resztki jakiegoś dużego urządzenia (dalmierz?) i inne porzucone elementy wyposażenia żołnierzy. Kwestią otwartą pozostaje to, czy faktycznie schron został zburzony, czy też zasypany.

Na terenie baterii nawet do dzisiaj warto zachować ostrożność. Kilka lat temu na wiosnę ziemia znowu odkryła swoje tajemnice. Tym razem także bardzo niebezpieczne, wymagające w przypadku pierwszego znaleziska natychmiastowej interwencji patrolu saperskiego.