Przed rokiem Brady Kurtz przegrał walkę o złoto z Bartoszem Zmarzlikiem o zaledwie jeden punkt. Wówczas Australijczyk rozpoczął pogoń za Polakiem w drugiej części sezonu, a na trzy turnieje przed końcem tracił do Zmarzlika aż dziewięć oczek.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

W tym sezonie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Po sobotnich zawodach w Łodzi indywidualny wicemistrz świata zrównał się ze Zmarzlikiem punktami w klasyfikacji generalnej cyklu i odebrał Polakowi plastron lidera Speedway Grand Prix. To stawia go w zdecydowanie lepszej pozycji w walce o tytuł niż w 2025 roku.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

— Teraz jestem w znacznie lepszej sytuacji. W zeszłym roku było już za późno, żeby odrobić stratę punktową w klasyfikacji generalnej. Teraz mam szansę na wyciągnięcie ręki i muszę tylko wykonać swoje zadanie w ostatnich kilku rundach — powiedział nam po zawodach Brady Kurtz.

Początek sobotniego turnieju nie ułożył się po myśli Australijczyka. Po dwóch seriach startów Kurtz miał na koncie tylko trzy punkty i wydawało się, że stracił szanse na bezpośredni awans do finału. Trzy kolejne wyścigi to jednak trzy zwycięstwa, które ostatecznie wystarczyły, by zameldować się w najważniejszej gonitwie wieczoru bezpośrednio z rundy zasadniczej.

— Nie powiedziałbym, że to był mój najlepszy dzień. Z biegiem czasu radziłem sobie coraz lepiej, a właśnie do tego zazwyczaj dążę. W udanych dla mnie rundach Grand Prix często zdarza mi się słabo zacząć i rozkręcać się w trakcie zawodów. W ostatnich kilku rundach tego brakowało, więc dobrze było do tego wrócić. Oczywiście wolałbym idealnie rozegrać finał i wygrać, ale i tak jestem zadowolony z tego wyniku — przyznał Kurtz.

Liczył na coś więcej

W wyścigu finałowym Kurtz wygrał start, ale odjechał za szeroko i na przeciwległej prostej został przyblokowany przez Michaela Jepsena Jensena. Ostatecznie zajął trzecie miejsce i wykorzystał słabszy dzień Zmarzlika. Polak męczył się przez całe zawody i ostatecznie zakończył je na szóstej lokacie. Kurtz nie ukrywa, że liczył jednak na coś więcej.

— Naprawdę zależało mi dzisiaj na zwycięstwie. Zwłaszcza że Bartka zabrakło w finale. Kluczowe było zdobycie jak największej liczby punktów. Oczywiście cieszę się z trzeciego miejsca, bo to cenne punkty do klasyfikacji mistrzostw, choć wygrana byłaby idealnym scenariuszem — powiedział.

— To jest dla mnie trudny rok pod kątem finałów. Mam wrażenie, że w zeszłym sezonie – gdy wygrywałem kolejne rundy – wszystko po prostu układało się po mojej myśli. W tym roku finały nie układają się tak, jakbym tego chciał, ale najważniejsze to ciągle tutaj wracać i walczyć. Mam nadzieję, że uda mi się to osiągnąć w Rydze — zakończył Kurtz.