Sobota w Rydze należała do polskich żużlowców. Co najważniejsze, turniej wygrał Bartosz Zmarzlik, zbliżając się do siódmego w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata. Bardzo dobrze spisali się także pozostali nasi reprezentanci. Czwarty w finale zameldował się Kacper Woryna, a piątą lokatę zajął Patryk Dudek.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— Przed startem brałbym to w ciemno i bardzo się cieszę, że tak pojechałem. Wszystko fajnie grało, lecz w finale trzecie pole nie dawało zbyt dużej nadziei, ale starałem się i walczyłem do końca. Z drugiej strony, gdyby nie te pola startowe, to w finale też bym nie był, więc gdzieś ta równowaga żużlowa się zachowała. Mimo wszystko dziś bez pucharku, ale jestem zadowolony — przyznał po zawodach Woryna.

Polak w fazie zasadniczej uzbierał 11 punktów, trzykrotnie meldując się na pierwszym miejscu. Woryna otarł się o bezpośredni awans do finału, lecz ostatecznie musiał wziąć udział w wyścigu ostatniej szansy. Wybierał pole jako pierwszy, więc nie zastanawiając się ani chwili, wybrał kask czerwony. W finale nie było już tak prosto, bo z racji najniższego miejsca pozostał mu tylko kask biały.

— W finale poszliśmy va banque z ustawieniami, bo z pierwszego to się dzisiaj fajnie wygrywało, ale trzecie było najgorsze. Był to straszny szrot, naprawdę, względem innych pól i trzeba było pójść va banque — wyjaśnił 29-latek.

Nietypowa presja na barkach Woryny. Postawił sprawę jasno odnośnie fali hejtu

Woryna co prawda zapewnił sobie przyszłoroczne starty w cyklu dzięki Grand Prix Challenge, to na swoich barkach ma nietypową presję. — Właśnie publicznie o tym nie mówiłem, ale w kuluarach, np. w parku maszyn, no to dużo ludzi się mnie pyta, czy ten Challenge w jakiś sposób odciążył mnie psychicznie. Absolutnie, walczę, walczę dla nas, dla ludzi, dla kibiców, aby Chris Harris się pojawił w cyklu i robię, co w mojej mocy — podkreślił z uśmiechem na twarzy.

Tego uśmiechu przed zawodami w Rydze było nieco mniej. Polak w Grand Prix notował nieco słabsze występy, niż na samym starcie sezonu, a dodatkowo spadła na niego fala nie tylko krytyki, ale przede wszystkim hejtu. Chodziło o niebezpieczne sytuacje z udziałem Woryny, które kończyły się kilkoma groźnymi upadkami.

Głos w mediach społecznościowych zabrał nawet Dariusz Sajdak, główny mechanik Patryka Dudka. — Ja Kacperkowi źle nie życzę, ale śmierdzi gipsem strasznie… Leon Madsen, Kai, Domin mieli dużo szczęścia podobnie jak Kacperek. Jeździć widowiskowo a jeździć „po trupach” to dwie różne rzeczy — napisał Sajdak po turnieju w Łodzi.

Sam zainteresowany postawił sprawę jasno. — Nie chcę tego komentować. Na przykład w Łodzi nie słyszałem gwizdów, tylko brawa. Osobiście do mnie to nie dociera, więc nie chcę tego komentować, nie zawracam sobie tym głowy — skwitował Polak.