Warta wyciągnęła wnioski po krytycznej sytuacji. „Popełniliśmy wszystkie możliwe błędy”

Obecnie możemy powiedzieć, że jesteście niewolnikiem swojego sukcesu. Nie planowaliście wrócić w pierwszym sezonie po spadku, co dało się odczuć po tych wszystkich problemach infrastrukturalnych. Jak Pan widzi ten sezon w kontekście tego, że może się zdarzyć kolejny sukces, który znów wywinduje was do Ekstraklasy i być może przyjdą tutaj jakieś problemy z obiektem? 

Nasz cel nadrzędny to jest poprawa stabilizacji klubu, żebyśmy nie musieli wpadać w takie problemy, w jakie wpadaliśmy w ostatnim czasie z tematami płatności i wspomnianej infrastruktury. Wyleczyłem się na pewno ze składania deklaracji, że w tym roku walczymy o utrzymanie, czy baraże. Jak każdy zespół przed sezonem walczymy o mistrzostwo, najlepszy wynik i najwyższy cel. Kluczowym jest dla mnie budowanie zdrowego zespołu, który fajnie się ogląda i te wyniki przychodzą. Cieszy mnie rezultat z Niecieczą, a jeszcze bardziej to, w jaki sposób został osiągnięty. Nie było tak, że murowaliśmy i wychodziliśmy zza podwójnej gardy. Graliśmy odważny futbol. Dobrze się na tych chłopaków patrzy i fajnie się z nimi pracuje. Niezależnie co, by się zdarzyło jesteśmy Wartą Poznań – musimy dostosować się do każdej sytuacji. Jak to się pojawi, to pewnie znowu będzie to dla nas przeogromne wyzwanie, ale nikt w klubie nie wychodzi z założenia, że Warta nie chce awansować, czy nie chce czegoś osiągnąć. Nie powinno się być w branży sportowej, mówiąc, że nie chce się osiągnąć sukcesu sportowego. To są wyzwania, którym po prostu trzeba sprostać. Nikt z nas nie będzie jednak robić „wariackich numerów”, gdy będziemy w strefie premiowanej awansem po rundzie jesiennej. Nie przewrócimy naszego pomysłu na budowanie składu, nie kupimy pięciu chłopaków – to do niczego nie prowadzi. Zdajemy sobie sprawę, że ta wiosna zawsze jest trudniejsza. Musimy panować nad emocjami niezależnie, co by się działo. 

Widzi Pan jakieś różnice w kontekście budowy „Swojskiej Bandy”, która awansowała do Ekstraklasy, a tą drużyną, która jest teraz? Obecnie oglądamy zespół, który jest tak zbudowany, że nie jesteście zakładnikami pieniędzy. Zawodnicy nie mają na sobie dużej presji, że muszą za wszelką cenę osiągać wyniki, by klub był rentowny. Czy to właśnie charakteryzowało wcześniejszy projekt drużyny?

Nie. W sezonie, w którym robiliśmy awans do Ekstraklasy też byliśmy klubem, który dysponował jednym z najniższych budżetów. Wtedy zespół był zbudowany troszeczkę inaczej, gdy spojrzymy na średnią wieku, ale to też nie był stary zespół. Kluczowi zawodnicy byli głodni, mający coś do udowodnienia. Byli też tacy na krzywej wznoszącej, którzy liczyli, że jeszcze kariera stoi przed nimi otworem. Nie brakowało oczywiście bardziej doświadczonych graczy, jak Bartosz Kieliba czy Łukasz Trałka. Oba zespoły mają ze sobą dużo punktów wspólnych. Jeśli mądrze zbudujesz zespół i on fajnie ze sobą zagra, to wszystko jest możliwe. 

W przypadku tej drużyny, która spadła z Ekstraklasy było pewnie inaczej?

To był zespół, którego budowę można określić stwierdzeniem, że jeśli człowiek uczy się na błędach, to popełniliśmy wszystkie możliwe, z których możemy tylko wyciągać dzisiaj wnioski. Popełniliśmy błędy w sposobie budowania kadry – było w tym trochę strachu i opieraliśmy się na zawodnikach z jakąś pozycją, z rozpoznawalnymi nazwiskami. Pojawił się także błąd w budowaniu sztabu trenerskiego. Wcześniej przez pięć lat mieliśmy trzech trenerów, czyli tyle, ile właśnie w tamtym sezonie. Jeśli klub może popełnić błędy, to wtedy chyba zrobiliśmy bingo od dołu do góry, w poprzek… we wszystkich możliwych kierunkach.

Warta na dobrej drodze do stabilizacji. „Kwestie infrastrukturalne to priorytet”

Teraz ta sytuacja znacząco się poprawiła pod względem sportowym. Wróciliście do korzeni swojego sukcesu, ale i finansowo wygląda to lepiej. Niedawno, pod koniec lipca otrzymaliście dotację ligową, opiewającą na sumę 1,1 miliona złotych czyli trzecią najwyższą kwotę w kontekście środków otrzymywanych od miasta. Dla Pana to było pewne zaskoczenie? Wcześniej nie zdarzyło się, żebyście dostali tak duże dofinansowanie.

To robi wrażenie, ale tak duże dofinansowanie Warty Poznań wynika z faktu, że dotację otrzymują kluby z pierwszej i drugiej ligi na poziomie centralnym. Trzeba przyznać, że w zeszłym roku wzrosły wartości takich dotacji na sport w Poznaniu i to też jest pokłosie tego. Otrzymywałem zapewnienia ze strony radnych i ze strony dyrektora wydziału sportu, że jeśli będzie awans do 1. Ligi to ta kwota będzie wyższa. Wnioskowaliśmy o kwotę 2 mln., natomiast rozumiemy jakie są możliwości. Doceniamy bardzo ten krok i przyznanie tej kwoty. Trzeba jednak przyznać, że realia piłkarskie sprawiają, że nasze wydatki i potrzeby są o wiele większe.

Jak ta kwota z pańskiego punktu widzenia i z pańskich doświadczeń przekłada się na poprawę funkcjonowania Warty Poznań? 

Przede wszystkim pozwala ona zmniejszyć „dziurę budżetową”. Dla nas największym wyzwaniem ciągle pozostaje kwestia infrastrukturalna. Mamy obiekt, na którym przy 800 kibicach nic nie zarabialiśmy, bo zżerały nas koszty utrzymania. Powiedzmy, że przy tej dodatkowej trybunie już jakiś mały plusik się pojawił, ale żebyśmy mogli być klubem samowystarczalnym, potrzebujemy obiektu, który pomieści większe grono kibiców. Z mojej perspektywy te dotacje, wsparcie i akcje promocyjne są istotne, ale przyznam, że te kwestie infrastrukturalne to priorytet. Stworzenie stadionu pozwoli nam stać się klubem „pełną gębą”. Tak to wygląda w dzisiejszej piłce – ona staje się coraz bardziej komercyjna, budżety są coraz większe i też otrzymaliśmy pieniądze z 1. Ligi, ale i tak ciężar zbudowania pierwszego zespołu spoczywa na klubie. To też jest jednak nasza rola, żeby te środki zebrać, ale do tego znów potrzebujemy wspomnianego obiektu. 

Na początku sezonu mówił Pan, że wchodzicie w ten sezon „na zero”. Już wtedy uwzględniał Pan te pieniądze z miasta, czy może raczej one były dla was takim dodatkiem?

Mieliśmy różne prognozy budżetowe na ten sezon, ale mówiąc o tym wejściu w sezon „na zero” chodziło mi o to, że tak zamknęliśmy poprzednie rozgrywki. Nie weszliśmy w nowy sezon z żadnymi nowymi długami. Oczywiście zaczęliśmy już spłacać ratę restrukturyzacyjną, więc w tym nowym budżecie jest to już policzone. Prognozując budżet na nowy sezon, mieliśmy różne założenia w zależności od ligi, w której będziemy grać. Biorąc pod uwagę tę pierwszoligową zakładaliśmy, że kwota z miasta będzie znacznie wyższa niż wcześniejsze 300 tysięcy złotych, bliżej miliona złotych. Zakładaliśmy nawet więcej, ale trzeba się cieszyć tym, co się ma.

Warta Poznań skupia się na pracy. „Zamierzamy walczyć o najwyższe cele”

Sytuacja związana z tak dużym dofinansowaniem ze strony miasta niefortunnie zbiegła się z dość nieoczekiwanym konfliktem na linii Bartłomiej Farjaszewski – Marcin Gołek. Jak mamy rozumieć, nie jesteście stroną, która miałaby się jakkolwiek włączyć do wspomnianego pojedynku?

W tej sprawie padło niestety wiele przykrych słów i nie widzę potrzeby żeby się do tej dyskusji włączać i jeszcze podgrzewać emocje. Wraz z nowymi właścicielami skupiamy się  na przyszłości i na poukładaniu spraw wewnątrz i dookoła klubu. Chcemy, aby sprawy zarówno na boisku jako i poza nim szły w dobrym kierunku. Po pierwsze zamierzamy walczyć sportowo o najwyższe cele przez cały czas, a po drugie infrastrukturalnie mamy dużo pracy do wykonania. Zależy nam na tym, by znowu moc rozgrywać mecze przed własną publicznością przy DD12.

Potwierdźmy zatem, że mecz z Arką Gdynia będzie pierwszym domowym meczem w „Ogródku” w tym sezonie.

Tak. Prace trwają, trawa jest już rozwijana. Przyjechała nowa trybuna oraz kontenery. Zgodnie z ustaleniami z PZPN oraz warunkami przetargu po stronie PIM, wszystkie prace mają zostać ukończone do 15 sierpnia. Zmierzamy w kierunku, aby wszystko było tego dnia gotowe. Podejrzewam, że odbiory stadionu ze względu na to, że 15 sierpnia jest święto, będą miały miejsce w poniedziałek po tym weekendzie. No ale żeby mecz mógł się tu odbyć, to musi przyjechać delegacja z PZPN, a to odbywa się na dwa tygodnie przed meczem. Dlatego też musieliśmy podjąć decyzję o przełożeniu meczu z Chrobrym oraz Miedzią. Tu chcę uspokoić kibiców. Mecz z Arką z naszej perspektywy nie jest zagrożony. Planujemy już w przyszłym tygodniu rozpocząć sprzedaż biletów i karnet.

Przełożenie meczu z Chrobrym było zaskoczeniem, czy raczej zamierzone ze względu na terminy?

Planowaliśmy, że może udać się szybciej, natomiast liczyliśmy się z tym, że ten mecz z Chrobrym i możliwe też, że ten z Miedzią, będą przełożone. W scenariuszach, które mieliśmy rozpisane, był taki, w którym to się może wydarzyć.

Dostał Pan zapewnienie ze strony miasta, że nawet po tej medialnej wymianie ciosów stosunki klubu z miastem pozostaną nienaruszone?

Myślę że takie rozmowy i zapewnienia nie są konieczne. Skupiamy się na robocie, którą mamy do wykonania. Jestem aktualnie w stałym kontakcie z przedstawicielami PIM-u w związku z realizacją inwestycji i bardzo się cieszę, że wiceprezes zaangażował się w ostatnich tygodniach w to, żebyśmy mogli „dowieźć” cały projekt w jak najszybszym terminie na czas. Za to bardzo dziękuję i z tego się cieszę, że faktycznie skupiliśmy się na pracy, by zrobić to, co możemy zrobić, a nie na dyskusjach: „co tu może być?”.

Na przestrzeni lat dostrzega Pan obecnie pewne różnice na plus w kontekście tego, jak przebiega współpraca „miasto-Warta”? Widzi Pan równomierne rozłożenie tej kooperacji między wami, a radnymi czy prezydentem lub jego zastępcami? W rozmowie dla WTK została poruszona kwestia tego, że wasze działania sprowadzają się raczej do funkcjonowania z osobami z Rady Miasta, a niekoniecznie z osobami z najwyższego szczebla.

Odbyło się już spotkanie nowych właścicieli Warty Poznań z panem prezydentem Gołkiem. To pozytywny sygnał. Ważne są fakty, a faktem jest zaangażowanie ze strony PIM-u w kontekście remontu murawy. Natomiast sam nastrój wokół Warty ze strony miasta wydaje się lepszy niż wcześniej. Oczywiście mówi się, że po owocach ich ocenicie, ale w ostatnich tygodniach widzę duży nacisk położony na kwestię tej murawy, więc cieszę się, że pracujemy ramię w ramię.

Stadion Warty Poznań: marzenia czy realny cel?

Dzięki ocieplającym się relacjom z władzami miasta i tej zacieśniającej się współpracy, dostrzega Pan pewne zmiany w kontekście realiów budowy stadionu Warty Poznań w najbliższej przyszłości? Do tej pory wydawało się pozornie, że jest to bardziej kwestia marzeń, a nie celów. Czy obecnie kibice mogą liczyć na większe zintensyfikowanie działań dotyczące powstania stadionu, jak np. częstsze rozmowy z władzami miasta na ten temat?

Od roku rozpisujemy sobie taką mapę działań, by sprawdzić krok po kroku, co musi się wydarzyć, by tak się stało. Wydaje mi się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Tak jak mówiłem kilkukrotnie na konferencjach prasowych, mamy problemy proceduralne czy też formalne związane z projektowaniem tego obiektu. Staramy się tę kwestię rozwiązać we współpracy z miastem i te kroki zostaną podjęte. Wierzę, że tak jesteśmy umówieni we wrześniu byśmy mogli procedować pewne zmiany. Tak więc sądzę, że zmierzamy w dobrym kierunku. Oczywiście nie jest to perspektywa roku dwóch, ale myślę, że bardziej za 5-6 lat powstanie tu fajny obiekt.

Sprawa nowo wybudowanych boisk piłkarskich przestestowała wasze wzajemne relacje? Na tyle, na ile słyszeliśmy niektóre wypowiedzi prezydenta Gołka, to można wywnioskować, że Miasto Poznań rości sobie prawo do gospodarowania boiskami w związku z tym, że włożyła w ich budowe środki finansowe. Tymczasem wy jako Warta Poznań chcecie przenieść tutaj wszystkie swoje sekcje i sprawić, by różne drużyny regularnie na nich trenowały. To też wasz teren ze względu na to, że ich funkcjonalność stała się możliwość dzięki waszemu „know-how”. Są jakieś tarcia między wami z tego powodu?

Z naszej perspektywy na dzień dzisiejszy korzystamy z tych boisk w stu procentach. Wykorzystujemy je na tyle, na ile mogą być wykorzystywane. Ciężko na ten moment byłoby wpuścić na nie kogoś innego. POSiR jak i samo Miasto doskonale to rozumieją, więc w tym zakresie nie musimy się o nic kłócić, czy nasze drużyny mogą tam grać. Ta współpraca wygląda wzorowo, a nawet wygraliśmy mały przetarg przez co opiekujemy się jako klub tą murawą na boisku treningowym, a nie POSiR. Chcielibyśmy, żeby te boiska zostały nam przekazane docelowo w dzierżawę długoterminową po to, żebyśmy mogli dokonywać tam trwałych nakładów, które będą odpowiadać naszym potrzebom, a jednocześnie zwiększać wartość i funkcjonalność tego obiektu. Do tego tematu będziemy teraz wracać z nowymi właścicielami. Obecna umowa na najem jest do końca tego roku.  

Jak bardzo klubowi pomaga obecność Krzysztofa Wawrzyniaka odnośnie rychłego wybudowania stadionu „pełną gębą”? Jak póki co ocenia Pan współpracę z nowym współwłaścicielem?

Z Krzysztofem już od samego początku obiecywaliśmy sobie i umówiliśmy się, że wszystkie działania związane ze zmianą akcjonariatu powinny się wydarzyć na początku sezonu, ale na jego pełne zaangażowanie przyjdzie czas jesienią. Najważniejszym wydarzeniem w jego biznesie jest BitterSweet, który się dziś rozpoczyna i on cały swój zespół, całe swoje zaangażowanie kieruje na to wydarzenie. Oczywiście w kilku sytuacjach, które tego wymagały Krzysztof był dostępny i pomagał. Jesteśmy umówieni na to, że jego zaangażowanie i wejście do współpracy operacyjnej pojawi się właśnie po festiwalu, czyli pewnie w okolicach września. Wiem, że w sobotę przy okazji tej imprezy fani Warty Poznań znajdą coś dla siebie. To będzie taki pierwszy publiczny sygnał, że mamy współpracę. 

Rozmawiali: Michał Korek i Jakub Kowalski