Ruch Chorzów rzutem na taśmę odnosi pierwsze zwycięstwo w sezonie 2026/27. W piątkowym meczu tych drużyn działo się bardzo dużo, kibice obejrzeli mnóstwo sytuacji i aż nie chce się wierzyć, że na pierwszego (i jedynego) gola czekaliśmy aż do siódmej doliczonej minuty. Wtedy dośrodkowanie rozpaczy wykonał Szymon Szymański, a precyzyjną główką z pięciu metrów popisał się Max Pawłowski.
Spotkanie było dość specyficzne, bo teoretycznie z gry bardziej mogła podobać się gra gości, ale dużo więcej wykreowali sobie „Niebiescy”.
Tyle tylko, że fantastycznie w bramce Lechii prezentował się Szymon Weirauch. Kozacki występ. To dzięki niemu biało-zieloni pozostawali w tym spotkaniu z czystym kontem. Na koniec jednak i on nie mógł nic zrobić przy strzale Pawłowskiego.
Nieco wcześniej Lechia mogła nawet pokusić się o zwycięstwo, jednak Jakub Adkonis strzelił w poprzeczkę.
ZOBACZ WIDEO: Fredi Bobic: Dzwoni do mnie znajomy: przeczytaj „New York Timesa”! Piszą o Ekstraklasie!
Z gry – jak wspomnieliśmy – bardziej mogła podobać się Lechia, tam było dużo kombinacyjnych akcji, podań na jeden kontakt, ale jeśli spojrzymy w statystyki – 0 celnych strzałów w pierwszej połowie. Jakub Wrąbel niby był w bramce, ale trzeba powiedzieć wprost: miał najbardziej niepotrzebną rolę w drużynie. Nie musiał nic robić. Dopiero po przerwie został rozgrzany – doskonałej sytuacji nie wykorzystał m.in. Igor Bambecki.
Ruch był zdecydowanie rzadziej przy piłce, natomiast przynajmniej dochodził do konkretnych sytuacji. Blisko był Daniel Szczepan (minimalnie niecelny strzał głową i uderzenie w słupek). Leśniak-Paduch siał postrach przy stałych fragmentach, a w samej końcówce pierwszej połowy do niemal pustej bramki nie trafił Szymon Szymański, starający się dobijać strzał kolegi z drużyny. Do tego mieliśmy parę akcji, gdy zwyczajnie zabrakło lepszego podania w pole karne lub innej decyzji.
Po przerwie też sporo się działo. Gdyby tylko lepszy dzień miał Szwedzik. Albo po prostu trafił na bramkarza w gorszej dyspozycji.
W ogóle w drugiej połowie piłkarze Ruchu doprowadzali do furii swoich kibiców. Niewiele im wychodziło i pewnie gdyby nie gol Pawłowskiego, to reakcja byłaby inna niż chóralne śpiewy przez kilka minut po ostatnim gwizdku sędziego.
Ruch Chorzów – Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)
1:0 Max Pawłowski 90+7′
Składy:
Ruch: Jakub Wrąbel – Filip Wójcik, Nikodem Leśniak-Paduch, Andrej Lukić, Abraham del Moral – Kacper Laskowski (84′ Krystian Rostek), Mateusz Rosół (78′ Jakub Kristan), Shuma Nagamatsu (66′ Seweryn Cieślak), Szymon Szymański, Patryk Szwedzik – Daniel Szczepan (78′ Max Pawłowski).
Lechia: Szymon Weirauch – Samuel Kopasek (38′ Artur Szach), Wojciech Madej, Antoni Ziółkowski, Danyło Małow – Camilo Mena, Tomasz Neugebauer, Tomasz Wójtowicz, Jakub Adkonis, Igor Bambecki (90+1′ Martin Szczerbiński) – Michał Głogowski (75′ Bakary Sonko).
Żółte kartki: Leśniak-Paduch, Szymański (Ruch) oraz Głogowski (Lechia).
Sędzia: Mariusz Myszka (Stalowa Wola).