Na dodatek pasował jej sposób gry przeciwnika. — Chcieliśmy pokazać naszą tożsamość, grając od tyłu, budując akcję — powiedział trener gości Tomasz Kaczmarek. Radomiak był więc wygodnym rywalem, bo zamiast się bronić, zostawił Legii sporo miejsca, a ta to wykorzystała.
Marek Papszun odbudował ważnych piłkarzy
Niemniej widać, że Marek Papszun konsekwentnie po swojemu zmienia drużynę. Trener Legii zaczął to już wiosną, gdy ze strefy spadkowej prawie wprowadził ją do europejskich pucharów, a latem zmiany te są jeszcze bardziej widoczne.
Przede wszystkim odbudował Rubena Vinagre, co piątkowy mecz znów potwierdził. 27-letni lewy wahadłowy miał trzy kluczowe podania, w tym asystę. Portugalczyk ponownie gra, jak na początku swojego pobytu. Jego postawa skłoniła klub, by wydać 2,5 mln euro i zagwarantować mu bardzo wysoki kontrakt, wtedy chyba najwyższy w Ekstraklasie (ok. 100 tys. euro miesięcznie). Potem mocno obniżył loty, doznał też kontuzji, a teraz kolejny raz pokazał, ile może dać drużynie.
Z kolei Bartosz Kapustka zdobył dwie bramki, tyle, ile przez cały zeszły sezon. Ostatni raz dwa gole strzelił niemal dwa lata temu. Miał też trzy kluczowe podania, wygrał 57 proc. pojedynków. Do siatki trafił Rafał Augustyniak, który też rządził w obronie. Udany debiut miał Michal Sevcik, nie tylko z powodu bramki.
I tylko Mileta Rajović nie miał — jak zwykle — powodów do radości. Gdy pojawił się na boisku w miejsce Łukasza Zjawińskiego, to został wygwizdany. Fani mają wyraźnie dość tego nieskutecznego napastnika i wcale tego nie kryją.
Mecz przyjaźni na trybunach
Kibicowsko był to najbardziej niezwykły mecz w tym sezonie. Fanów obu klubów od dawna łączą dobre relacje i na trybunach siedzą razem. Tak też było tym razem. Sektor dla gości był po prostu przedłużeniem sektora rodzinnego, siedziały tam dzieci z opiekunami. To jedyny taki mecz w tym sezonie Ekstraklasy przy Łazienkowskiej.
Fani cały czas wspierali głównie Legię, ale też Radomiaka. Prawie bez wulgaryzmów, raz tylko zaśpiewali coś o lokalnym rywalu Polonii. Lepsze wyniki sprawiły, że ultrasi chwilowo (?) przestali nawet obrażać właściciela klubu Dariusza Mioduskiego. Znów jednak wywiesili transparent „Pudel won”, nawiązujący w niewybredny sposób do fryzury szefa klubu, która przypomina im tę rasę psa.
Fani oddawali też hołd powstańcom warszawskim. Na meczu na zaproszenie klubu zjawiło się dziewięciu bohaterów z 1944 r.
Byli wśród 26 tys. 473 widzów. Widać, że frekwencja na Legii na dobre wróciła do poziomu z okresu lepszej gry drużyny.
Dawna atmosfera przy Łazienkowskiej wraca jednak powoli. Po meczu piłkarze podeszli pod Żyletę, jak zwykle robili w poprzednich sezonach po zwycięstwach, a czego unikali w zeszłym sezonie. Stali jednak jakieś 25 m od bramki, a nie jak dawniej w polu karnym.
W tym gronie zabrakło Rajovicia, który w tym czasie najpierw poszedł w kierunku ławki rezerwowych, a potem do szatni.
Widać, że dalej nie jest tak jak kiedyś, gdy po wygranych piłkarze śpiewali razem z piłkarzami. No i fani nie skandowali „tylko mistrzostwo, Legio, tylko mistrzostwo”, jak to zwykle w takich sytuacjach bywało. Ostatni sezon zmusił ich do zrewidowania oczekiwań, ale jeśli Legia dalej tak będzie grać, to niedługo pewnie pojawią się takie ambicje.