To nie było spektakularne lato, jeśli chodzi o transfery polskich piłkarzy. Nawet na transfer Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire trochę narzekaliśmy, że nie był on tak wielki, jak wszyscy byśmy chcieli. Ale wreszcie, pod koniec letniego okna, wybuchła bomba – Kamil Grabara o krok od Juventusu Turyn. I jest coś naprawdę dużego.

W Danii Grabara był gwiazdą nie tylko FC Kopenhagi, ale całej ligi. Był pierwszy do genialnych interwencji i pierwszy, by powiedzieć coś, co wkurzy kibiców rywala. Pamiętam, że w Lidze Mistrzów w meczu z Manchesterem City fruwał między słupkami tak spektakularnie, że sam Pep Guardiola chwalił go na pomeczowej konferencji prasowej. A przypomnijmy najważniejsze: FC Kopenhaga przegrała ten mecz aż 0:5!

Wolfsburg, kolejny przystanek Grabary w karierze, to był krok do przodu, bo chodziło już o grę w jednej z pięciu najmocniejszych lig Europy. I choć Wolfsburg spadł do 2. Bundesligi, Grabara bronił świetnie.

Teraz czas na jeszcze większe wyzwanie. Zastanawialiśmy się, gdzie trafi polski bramkarz. Wiedzieliśmy tylko, że mierzy naprawdę wysoko.

Pamiętacie zapewne, jak podczas ostatniego zgrupowania reprezentacji Polski Grabara, zapytany przez młodego kibica, czy idzie do Hull City, odpowiedział: „Chyba mnie za mało cenisz”.

Te słowa zostały uznane za aroganckie, bo jak można kpić z potencjalnego transferu do samej Premier League? Grabara, jak to Grabara, zaśmiał się wtedy z kibiców i dziennikarzy. Później z kolei to fani mogli się śmiać czy nawet szydzić, bo czas do zamknięcia okna transferowego upływał nieubłaganie, a Polak tkwił w niebycie w Wolfsburgu.

I co? Znowu wyszło na jego. On się dziś śmieje. Można powiedzieć jeszcze lepiej: „zagrał szefa”, nawiązując do słów, którymi zwrócił się kiedyś do Tomasza Hajty, i stało się to, co między wierszami zapowiadał: zagra w europejskim gigancie. Czy będzie tam gwiazdą? Nie mam co do tego wątpliwości.

Z jednej strony sportowo powinien, prędzej czy później, wygrać rywalizację z Vicario, którego znam z Tottenhamu i uważam za dość przeciętnego bramkarza. Z drugiej – będzie na pewno barwną postacią w Serie A i często cytowaną.

Grabara może być albo uwielbiany, albo nienawidzony. Nie ma nic pomiędzy. Niektórzy czekają na jego upadek, żeby wszystko, co mówi, obróciło się przeciwko niemu.

Taki po prostu jest Kamil Grabara. Może trochę bezczelny, może ciut arogancki, ale przede wszystkim pewny siebie i świetny pod względem sportowym. Podobnie zresztą jak Wojciech Szczęsny. Widocznie Juventus takich lubi.