Po pierwszych dwóch spotkaniach na mistrzostwach Europy siatkarek Polki spotkały się z falą krytyki za słabe mecze z Węgierkami (3:0) i Łotyszkami (3:1). Szybko zmazały jednak plamę. Zwycięstwa bez straty seta ze Słowenkami i Niemkami dały ekipie prowadzonej przez Stefano Lavariniego plan minimum, czyli drugie miejsce w grupie.

Wszyscy dyskutowali tylko o jednym. Czy warto się poświęcić dla drabinki?

W piątek czekał je mecz z Turczynkami o pierwsze miejsce w grupie. Gospodynie turnieju to aktualne wicemistrzynie świata, przed miesiącem wygrały Ligę Narodów. Są jednymi z głównych faworytek do złota.

ZOBACZ WIDEO: Biało-Czerwone gotowe na ME. Tak wyglądał pierwszy dzień siatkarek w Stambule

Przed meczem kibice i dziennikarze dyskutowali jednak o jednym scenariuszu. Wszyscy zastanawiali się, czy obie drużyny nie zagrają na pół gwizdka. To bowiem paradoksalnie przegrany tego meczu zyskiwał łatwiejszą drogę do finału, czyli uniknięcie Włoszek, które w poprzednich dwóch sezonach zdominowały światową siatkówkę.

Na pewno tego meczu nie chcieli odpuścić tureccy kibice oraz dziennikarze. Aysun Ayhan, legenda kadry Turcji, na antenie lokalnej telewizji tuż przed meczem wezwała, by w ich imieniu młodsze koleżanki wzięły na Polkach odwet za przegraną w finale mistrzostw Europy w 2003 roku. Po porażce w tureckich mediach społecznościowych na siatkarki, a zwłaszcza na trenera Daniele Santarielliego wylała się ogromna fala krytyki, że przegrały tak naprawdę z półrezerwowym składem reprezentacji Polski. To najlepiej pokazuje, że dla gospodarzy turnieju liczy się tylko złoto. I nie uznają w tym półśrodków.

Czy same Turczynki odpuściły ten mecz? Trudno to stwierdzić, choć nasza reprezentantka Paulina Damaske uważa, że tak. Sporo ekspertów z Turcji i Polski jest odmiennego zdania. Nie ma co jednak umniejszać Biało-Czerwonym, choć na pewno z drugiej strony nie można popadać w huraoptymizm. Najważniejsze spotkania dopiero przed nami. Dla naszej kadry taki wynik to jakiś zastrzyk pewności siebie w drodze po pierwszy medal mistrzowskiej imprezy od 2009 roku.

Ciekawa była reakcja Stefano Lavariniego, gdyż znakomicie zarządzał zmianami. Zauważył, że naszej kadrze w pierwszym secie nic nie idzie, posadził na ławce Magdalenę Stysiak i Maję Koput. Wprowadził Annę Obiałę, Paulinę Damaskę i Julię Szczurowską. I te zawodniczki dały ogromną jakość. Na pewno taki występ doda im wiary we własne możliwości, a to cenne przed fazą play-off, w której możemy potrzebować ławki.

Zwycięstwo skomplikowało Polsce drogę. Oto scenariusze

Paradoksalnie to zwycięstwo to nie jest najlepsza wiadomość dla kadry Polski. I to nawet nie w kontekście najbliższych meczów. W 1/8 finału Biało-Czerwone zmierzą się z Portugalkami i tylko kataklizm mógłby nam odebrać awans.

Z kolei w ćwierćfinale dojdzie do meczu, którego i tak się spodziewaliśmy. Biało-Czerwone zmierzą się z Holenderkami lub ewentualnie Słowenkami. To więc wymarzony scenariusz, by w końcu przełamać klątwę ćwierćfinałów mistrzowskich imprez za kadencji Stefano Lavariniego. Oranje to rywal na naszym poziomie, którego rozpędzona zwycięstwem nad Turczynkami nasza kadra powinna pokonać.

To Turczynki mają jednak łatwiejszą drogę do finału. Dzieje się tak dlatego, że unikną Włoszek, które w 2024 i 2025 wygrały wszystkie złote medale światowych imprez. Najpewniej w półfinale zmierzą się z Serbkami, których liderka Tijana Bosković zmaga się z drobnym urazem. To one będą faworytkami tego starcia.

Z kolei, jeśli Polki awansują do półfinału, to czeka na nie naszpikowana gwiazdami kadra Italii. Jeszcze po meczu z Łotwą nasza kadra byłaby skazywana na porażkę. I OK, Włoszki dalej będą zdecydowanymi faworytkami. Ale może to zwycięstwo nad Turcją, nawet być może grającą na pół gwizdka, zbuduje kadrę? Jeśli chcesz jednak zdobywać złoto, to w końcu musisz pokonać każdego. A nasza kadra pokazała, że ma jakość, by zdobywać medale wielkich imprez.

Arkadiusz Dudziak, dziennikarz WP SportoweFakty