Jakub Kozaczyk, szef PSŻ-u, po niedawnym naszym wywiadzie z Michałem Drymajło, byłym prezesem rzeszowskiego klubu, w mediach społecznościowych ostro opisał to, co jego zdaniem dzieje się w Rzeszowie. Później wpis został usunięty, więc nie będziemy go cytować. Inny prezes, po przeczytaniu jednego z naszych artykułów, prosił o niewrzucanie jego klubu do jednego worka ze Stalą, bo prowadzą zgoła odmienną politykę transferową.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoŻużel. Transfery. Stal Rzeszów kusiła Bartosza Smektałę

Zawodnicy, negocjując stawki w innych klubach, tłumaczyli swoją postawę lukratywnymi propozycjami z Rzeszowa. Ofertę miał otrzymać choćby Bartosz Smektała, chociaż on akurat był wierny obecnemu pracodawcy i nie podbijał stawek. Jak udało nam się ustalić, wychowanek Unii Leszno w PSŻ-cie Poznań nie ma większych pieniędzy niż 500 tysięcy złotych za podpis i 5 tysięcy złotych za punkt. Właśnie na tyle opiewać miała pierwsza propozycja Stali.

Smektała, mimo większych pieniędzy niż zarobki w Poznaniu, powiedział „nie”. Władz Stali miało to nie zniechęcić i po chwili Polak miał usłyszeć jeszcze dwie oferty — 600 i 6 oraz 700 i 7. Zdania nie zmienił i kilka tygodni temu potwierdzono, że przedłużył umowę z PSŻ-em. Na zdecydowanie niższych warunkach od stawek proponowanych z Podkarpacia.

28-latek na początku rozgrywek spisywał się słabo, ale tak od siódmej do dwunastej kolejki się rozkręcił. Właśnie wtedy miał być kuszony. Ostatnio jednak znów jedzie słabiej i w porównaniu z poprzednim sezonem zaliczył spory regres. Odrzucenie ofert Stali potwierdziło, że Smektała rzeczywiście chce być bliżej domu i rodziny. Tak argumentował transfer do Poznania przed sezonem 2025. Skok na kasę go nie interesował, zwłaszcza że z taką dyspozycją, szybko może nie dostać porównywalnej propozycji.