Mecz Polska – Włochy w półfinale mistrzostw Europy kobiet 2026
Źródło wideo: Getty Images
>>> TAK RELACJONOWALIŚMY MECZ POLSKA – WŁOCHY W EUROSPORT.PL <<<
Turniej, który od początku toczy się dla Polek w Stambule, nie zaczął się dla nich najlepiej. Nasze zawodniczki męczyły się z outsiderkami grupy Węgierkami i Łotyszkami. Potem z każdym kolejnym występem widać było zmianę. Im trudniejszy był rywal, tym nasze zawodniczki prezentowały większe skupienie i to przynosiło świetne rezultaty.
W końcu po czwartkowym zwycięstwie nad Holenderkami udało się przełamać klątwę ćwierćfinału w mistrzowskich imprezach, która pod wodzą Lavariniego rozpoczęła się w ćwierćfinale mundialu 2022 roku w Gliwicach. Potem ta sytuacja powtórzyła się podczas czempionatu Europy, igrzysk olimpijskich i znów mistrzostw globu.
Musiały zmienić myślenie
Oczywiście w międzyczasie Polki trzy razy z rzędu w latach 2023-2025 zdobywały brązowe medale Ligi Narodów, ale te zmagania mają nieco mniejszą wagę. Włoski selekcjoner naszego zespołu nie mógł się doczekać gry w najlepszej czwórce takiego turnieju jak tegoroczny.
Rywal w walce o finał okazał się chyba najtrudniejszy z możliwych. W ostatnich latach Polki przegrywały z Włoszkami w ważnych imprezach wyraźnie. Można było odnieść wrażenie, że Biało-Czerwone już wychodząc na parkiet czuły, że nie dadzą rady zwyciężyć.
Właśnie przed takim myśleniem przestrzegała kapitanka Magdalena Stysiak i sam Lavarini. Wiadomo było, że to Włoszki „muszą” wygrać, a Polki mogą. Niespełna półtorej godziny przed początkiem tego spotkania pokaz niesamowitej siatkówki dały Turczynki. One w około 90 minut nie dały najmniejszych szans Serbkom.
Tamten mecz oglądał komplet, a więc ponad 12 tysięcy osób. Na kolejny półfinał soboty w Sinan Erdem Dome została mniej więcej 1/3 fanów. W tym gronie od początku słychać było kilkudziesięciu kibiców Biało-Czerwonych.

Piasecka w meczu z Włoszkami
Foto: Getty Images
Nerwowość Polek
Pierwsze minuty nie były udane dla niepokonanych do soboty Polek. Widać było, że nasze zawodniczki są mocno zdenerwowane. Szczególnie udzieliło się to Julicie Piaseckiej (3:8). Lavarini zachował jednak spokój, a po przerwie na żądanie było dużo lepiej. Nasze siatkarki odrabiały straty. Większość piłek serwowanych przez Włoszki trafiała do Piaseckiej, która z każdą kolejną minutą prezentowała się lepiej. Akcje kończyły Stysiak i Monika Lampkowska. Po akcji tej drugiej było tylko 17:15 dla Włoszek. Na nic więcej aktualnie mistrzynie świata nie pozwoliły.
Szybko, głównie za sprawą dobrze dysponowanej Paoli Egonu, odbudowały przewagę. Grały pewnie i skutecznie. Inaczej niż nasza drużyna. W pierwszej partii Polki skończyły zaledwie 34 procent akcji w ofensywie, przy 48 procentach przeciwniczek. Na dodatek ekipa prowadzona przez Julio Velasco świetnie odczytywała pomysły rozgrywającej Katarzyny Wenerskiej i zdobyła aż siedem punktów po blokach. Nikomu, kto choć trochę zna się na siatkówce, nie trzeba tłumaczyć, że tyle bloków w secie to naprawdę dobre osiągnięcie. Po 24 minutach Włoszki wygrały 25:19.
Szybko odskakiwały
Drugi set rozpoczął się podobnie. Było 8:4 dla Włoszek, ale po kilku minutach remis 10:10. Dobrze serwowała wracająca do topowej formy Magdalena Jurczyk. Gdy wydawało się, że Polki zaraz obejmą prowadzenie, rywalki szybko wybiły im to z głowy.
Słabo grała Stysiak, która w pierwszym secie skończyła tylko 31 procent ataków. W drugim było jeszcze gorzej. W końcu przy stanie 12:15 i następnym bloku na niej, Lavarini sięgnął do Julię Szczurowską.
Za chwilę zrobiło się 19:12 dla Włoszek. Drugi set z rzędu w momencie, gdy wydawało się, że Polki są blisko rywalek i mogą coś zrobić, to mistrzynie świata szybko włączały szósty bieg i odskakiwały na bezpieczny dystans (16:21). Skończyło się tak samo, jak pół godziny wcześniej, 25:19. Włoszki jeszcze podniosły skuteczność w ataku do 50 procent. W naszej skipi tylko Lampkowska i Martyna Czyrniańska, która w drugiej partii zastąpiła Piasecką, grały na dobrym poziomie w ofensywie.
Po 52 minutach było zatem 2:0. Ten mecz niestety bardzo przypominał zeszłoroczne – w ćwierćfinale mistrzostw świata i wcześniejsze w półfinale Ligi Narodów w Łodzi oraz na tym samym etapie w sezonie 2024.

Włoszki bardzo pewnie wygrały dwa pierwsze sety
Foto: Getty Images
Wspaniałe wejście rezerwowych
Po dwóch setach nastąpiła zmiana stron i także sporo roszad w składzie. W szóstce zobaczyliśmy nie tylko Szczurowską oraz Czyrniańską, ale też Paulinę Damaske. I to od razu Polkom pomogło. Wygrywały 1:0 i to było ich pierwsze prowadzenie w spotkaniu. Potem po asie Mai Koput było 6:2. Na parkiecie widać było energię, której brakowało wcześniej. Zdecydowanie lepiej wyglądało też przyjęcie. Biało-Czerwone prowadziły 18:13. Po asie Damaske i cudownym ataku z trudnej piłki Szczurowskiej było 21:17. W obronie cuda wyprawiała libero Justyna Łysiak.

Szczurowska znów dała świetną zmianę
Foto: Getty Images
Fani Biało-Czerwonych w Stambule znów się ożywili. Na trybunach słychać było: „Polska, Polska, Polska”. W doping dla naszego zespołu włączyli się nawet Turcy. Dzięki temu zrobiło się naprawdę głośno. Miejscowi fani wyraźnie sprzyjali naszej drużynie. Przy wyniku 24:19 Biało-Czerwone miały pięć piłek setowych. Trzecią okazję wykorzystała Szczurowska.
25-latka na tureckiej ziemi czuje się świetnie, bo od 2024 roku gra w miejscowych klubach. W nowym sezonie będzie występowała w ekipie Kuzeyboru. Ostatnio reprezentowała barwy stambulskiego Besiktasu, a wcześniej Eker Nilufer Belediyespor.
Atomowe ataki pokazywała również w czwartej odsłonie. Polki walczyły dzielnie do stanu 6:7. Niedługo potem było już jednak 16:9 dla rywalek. Doświadczone Włoszki nie dały sobie odebrać tej przewagi. Ostatecznie wygrały aż 25:16 i odniosły ósme zwycięstwo z rzędu w tym turnieju.

Mecz Polska – Włochy w półfinale mistrzostw Europy kobiet 2026
Źródło wideo: Getty Images
W niedzielnym finale o godzinie 18 zmierzą się zatem z Turczynkami. Polki trzy godziny wcześniej spotkają się w starciu o brąz z Serbkami.
Polska – Włochy 1:3 (19:25, 19:25, 25:21, 16:25)WYNIKI I TERMINARZ WSZYSTKICH MECZÓW MISTRZOSTW EUROPY SIATKAREK 2026 >>>CZYTAJ WIĘCEJ O SIATKÓWCE >>>
Ze Stambułu Krzysztof Srogosz, eurosport.pl