Prezydent Karol Nawrocki zawetował przepisy, które miały wprowadzić pilotażowy program z państwowym eDziennikiem. W tym roku miał on pojawić się w 50 szkołach, a od września 2027 roku już w całej Polsce.

Co z eDziennikiem? Nowacka rzuca poważne oskarżenia


Minister edukacji narodowej Barbara Nowacka przyznała, że podejrzewa prezydenta o najgorsze intencje. – Ministerstwo Edukacji Narodowej wysłało we wtorek zapytanie do służb, prośbę o przyjrzenie się temu, czy nie doszło do lobbingu wokół prezydenta, ale i szerzej wśród innych grup, które bardzo agitowały przeciwko bezpłatnemu, bezpiecznemu państwowemu eDziennikowi – ogłosiła.


Jak swoje weto argumentował prezydent? Nawrocki przyznał, że idea jest dobra, ale obawiał się o ochronę danych wrażliwych dzieci, takich jak nr PESEL, zdjęcia, oceny czy frekwencja. Nie podobały mu się też koszty projektu, czyli 216,47 mln zł w latach 2026-2035.




MEN odpowiadało, że dane dzieci nie powinny należeć do prywatnych firm, tak jak ma to miejsce w tym momencie. Podkreślano też, że koszty rozkładały się na 20 mln zł rocznie. Zwrócono przy tym uwagę, że firmy prywatne Librus i Vulcan zarabiają na rodzicach znacznie więcej.

Kto był zadowolony z weta prezydenta ws. eDziennika?


Z weta prezydenta cieszyły się nie tylko Ordo Iuris czy konserwatywne prawicowe środowiska. Nauczyciele z „Solidarności” i ZNP oburzali się, że rządzący mają pieniądze na dublowanie istniejącego już dziennika, a nie na podwyżki dla kadry pedagogicznej.


Po stronie MEN stanęli za to rodzice, którzy za dzienniki elektroniczne płacą po kilkanaście złotych miesięcznie. – Wkurzyłam się na Nawrockiego. Płacę już za tyle subskrypcji: seriale i filmy, muzyka, przechowywanie danych. Te dodatkowe kilkanaście złotych robi różnicę. Miałam nadzieję, że dzięki Nowackiej nie będę od września już za to płacić – mówiła „Gazecie Wyborczej” pani Magdalena z Warszawy.


Menedżer IT jednego z komercyjnych dzienników zwraca jednak uwagę, że komercyjne wersje były rozwijane przez lata. Stworzenie od podstaw takiego produktu za przykładowe 100 mln zł w rok byłoby w jego ocenie nie do zrobienia. – Złożoność takiego projektu jest ogromna. Od rekrutacji, poprzez dobór odpowiednich ludzi, powołanie zespołów, zgromadzenie rozległego i wielowątkowego know-how, rozliczne badania potrzeb, projektowanie i nadzór, po konsultacje, testy – wyliczał.


– KSeF przy systemach szkolnych to jak pestka przy arbuzie, a KSeF i tak był pisany wiele lat i od razu okrył się złą sławą. Nie jest tak, że masz otwarty kurek z pieniędzmi i to wystarczy, żeby zrobić coś dobrze i w krótkim czasie. W pośpiechu przepalisz te pieniądze – zauważał.

Poseł Józefaciuk krytycznie o pomyśle MEN


Poseł Marcin Józefaciuk zwracał uwagę, że pilotażowy eDziennik był całkowicie niegotowy na rozpoczęcie tego roku szkolnego. – To taki Librus sprzed 20 lat. Produkt w żadnej mierze niekonkurencyjny. Co jest? Jest aplikacja, jest logowanie, są niektóre funkcje: prowadzenie lekcji czy moduł do wiadomości. Jest plan lekcji, ale zastępstw już nie ma. Dla szkoły to jest niefunkcjonalne – podkreślał.


– Nawet gdy uda im się zrobić dziennik elektroniczny, te dane i tak byłyby w rękach prywatnych firm, chociażby ze względu na archiwizację – dodawał. Zauważył też, że jego poprawki zakazujące reklam czy agitacji wyborczej odrzucono.


W rozmowie z „GW” prezesi firm od prywatnych dzienników elektronicznych podkreślali swoją gotowość do współpracy z MEN. Jeden z nich odniósł się do kwestii ochrony danych. – W przeciwieństwie jednak do polityków podchodzimy do tematu komentowania bezpieczeństwa z ostrożnością, bo wiemy, że jeżeli odfiltrować cały populizm, to nie istnieje coś takiego jak bezpieczny system, nieważne, czy prywatny, czy publiczny – mówił.


Czytaj też:
Zakaz od nowego roku szkolnego. Szefowie szkół mają pretensje do MEN Czytaj też:
Związkowiec ostro o MEN. „Funduje szkole edukacyjny chaos”