Jako były kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego nie wypowiadałem się publicznie na ten temat in concreto. Kwestia ta pojawiła się na posiedzeniu sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która opiniuje kandydatów w procesie wyboru, co ważne, także w szerszym kontekście organizacji procesu weryfikacji formalnych kryteriów przez osoby zgłaszane na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego (zgodnie z art 30 ust. 1 Regulaminu Sejmu wniosek w sprawie wyboru składa Prezydium Sejmu albo co najmniej 50 posłów).
Warto nad tymi zagadnieniami pochylić się w oderwaniu od temperatury sporów politycznych, gdyż opinia publiczna powinna poznać szczegóły tych kwestii i móc samodzielnie je ocenić.
W pierwszej kolejności wypada zaznaczyć, że wnioski w sprawie wyboru osoby na stanowisko sędziego TK w trybie art. 30 ust. 1 Regulaminu Sejmu procedowane są w ten sposób, że przedkładane jest do procedowania oświadczenie, w którym dana osoba wyraża zgodę na kandydowanie na stanowisko sędziego TK oraz dodatkowe dokumenty o kandydacie. To zwykle krótkie rezime, które zawiera syntetyczny opis jego sylwetki, CV i np. wykaz aktywności naukowej, jeżeli kandydat wywodzi się z doktryny prawniczej, czyli w praktyce legitymuje się minimum stopniem doktora habilitowanego nauk prawnych i pracował w polskiej szkole wyższej, Polskiej Akademii Nauk, instytucie naukowo-badawczym lub innej placówce naukowej. Żadne inne dokumenty nie są dostarczane, np. wzorem do postępowania przed Krajową Radą Sądownictwa na stanowiska sędziowskie. Z pewnego punktu widzenia, przede wszystkim prakseologii całego procesu, może wydawać się to zrozumiałe. Legitymację kandydata stopniem lub tytułem naukowym można potraktować jako dowód znany organowi z urzędu (ustalany na podstawie chociażby wykazu nauczycieli akademickich, postanowień Prezydenta RP o nadaniu tytułu naukowego profesora publikowanych w Monitorze Polskim itp.). Ogólnie rzecz ujmując, tzw. „ścieżka” naukowa – jeżeli to z niej wywodzi się kandydat – ze względów formalnych jest łatwiejsza do ewentualnej weryfikacji, którą można traktować jako techniczne czynności dokonywane przez Kancelarię Sejmu lub grupę posłów, którzy wniosek przedkładają.
Problem, który może, ale rzecz jasna nie musi się pojawić, występuje wówczas, gdy kandydat korzysta z tzw. ścieżki stażu zawodowego. Nie wszystko da się uregulować prawem, ale wydaje się, że to w pierwszej kolejności na Marszałku Sejmu spoczywa obowiązek weryfikacji profilu kandydata. Jest to oczywiście sprawa delikatna, dlatego, że w razie wątpliwości może pojawić się kwestia podnoszenia przez poszczególne grupy polityczne zarzutu o blokowaniu kandydata itp. Jest zatem zrozumiałe, że Marszałek będzie decydował się raczej na poddawanie wniosków pod głosowanie, chociażby po to by nie generować niepotrzebnych napięć politycznych. To jednak argumenty natury faktycznej, nie zaś prawnej. Sejm dokonuje wyboru kandydata, który zgodnie z literalnym brzmieniem art. 4 ust. 1 ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego składa wobec Prezydenta RP ślubowanie. Art. 197 Konstytucji odsyła do ustawy w sprawie organizacji TK. Ta zaś w art. 4 zawiera odesłanie do odrębnej ustawy, która określa m.in. sposób nawiązania stosunku służbowego sędziego Trybunału. Z perspektywy naszych rozważań kwestie te są jednak drugorzędne. De lege lata można jednak zauważyć, że brak jest uwzględnienia w procedurze nawiązania stosunku służbowego podmiotu, który uprawniony jest do weryfikacji spełnienia przez kandydata wymogów formalnych w sytuacjach, gdy profil kandydata nie byłby tak jednoznaczny jak, przykładowo, wcześniejsze pełnienie funkcji sędziego, prokuratora (z zachowaniem minimalnego, 10-letniego, stażu) lub wspomniane posiadanie tytułu naukowego profesora albo stopnia doktora habilitowanego nauk prawnych. Nie zawsze byłoby to nawet konieczne, gdyż – przykładowo – sędzia będący jednocześnie profesorem tytularnym w ogóle stażu pełnienia funkcji sędziowskiej nie musi wykazywać, ponieważ legitymuje się tytułem, chyba że ma to miejsce z powodu racji wzmacniających jego kandydaturę itp. Przy okazji, warto zaznaczyć, że przepis ten zawiera spójnik koniunkcji i od kandydata posiadającego tytuł naukowy albo stopień naukowy wymagana jest także praca w placówce naukowej – czy oznacza to, że musi być to jednostka, która posiada uprawnienia do nadawania stopni naukowych (tj. minimum kat. B), czy też dopuszczalna jest deklaratywna aktywność naukowa ? Biorąc pod uwagę konstytucyjny standard dostępu do służby publicznej (art. 60 ust. 1 Konstytucji) wątpliwości takie powinny być rozstrzygane na korzyść kandydata, ale wypada jedynie zasygnalizować, że obowiązujące przepisy nie są jednoznaczne i mogą, w sytuacjach zapewne rzadkich, wyjątkowych, budzić wątpliwości. Tymczasem rozważania prowadzimy w kontekście wyboru sędziego Trybunału Konstytucyjnego – organu, który składa się z 15 sędziów i posiada ogromny wpływ na prawa i wolności obywatelskie, kształt naszego życia publicznego i kwestie ustrojowe. Z perspektywy zasad demokracji (art. 2 Konstytucji) oraz suwerenności Narodu (art. 4 ust. 1) są to przecież zagadnienia fundamentalne.
Drugą kwestią jest zasygnalizowana już kwestia rozumienia przesłanki „wykonywania zawodu radcy prawnego” jako formalnego wymogu do objęcia stanowiska sędziego TK, ale także Sądu Najwyższego czy Naczelnego Sądu Administracyjnego. Na potrzeby tego felietonu pozostaniemy wyłącznie przy tych stanowiskach, bowiem przesłanka ta występuje w przepisach regulujących te stanowiska sędziowskie (art. 30 § 1 pkt 8 ustawy o Sądzie Najwyższym, art. 7 § 1 Prawa o ustroju sądów administracyjnych). Zgodnie z art. 3 ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego „[s]ędzią Trybunału może zostać osoba, która wyróżnia się wiedzą prawniczą oraz spełnia wymagania niezbędne do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego lub sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego”. W tym zakresie przepisy dotyczące sędziów SN i NSA są takie same; tj. 10-letni staż wykonywania zawodu adwokata, radcy prawnego lub notariusza.
W pierwszej kolejności wypada zauważyć, że zawód radcy prawnego jest na tle pozostałych, wymienionych jako dopuszczone do objęcia stanowiska sędziego TK, SN i NSA zawodów, na swój sposób szczególny. Przy czym ustawodawca pominął inne zawody lub profesje prawnicze, np. doradców podatkowych, asesorów, referendarzy, legislatorów – ci ostatni nie są zawodem regulowanym i jest to profesja prawnicza, a nie zawód w ścisłym tego słowa znaczeniu. Wracając do zawodu radcy, owa szczególność wynika z atrakcyjnej dla wielu osób wielości form wykonywania tego zawodu, która jest bardzo elastyczna. Stosownie bowiem do ustawy o radcach prawnych; wykonywanie zawodu radcy prawnego polega na świadczeniu pomocy prawnej (art. 4), ta zaś polega na – w szczególności – udzielaniu porad i konsultacji prawnych, sporządzaniu opinii prawnych, opracowywaniu projektów aktów prawnych oraz występowaniu przed urzędami i sądami w charakterze pełnomocnika lub obrońcy (art. 6). Należy jednak zaznaczyć, że sprawa nieco komplikuje się w sytuacji pracy radcy prawnego w organach władzy publicznej. Te zaś często zastrzegają de iure (np. w aktach wewnętrznych) albo de facto (powołując się na racje etyczne, zwykle w celu uniknięcia konfliktu interesów) zawieszania tzw. czynnych uprawnień do wykonywania tego zawodu. Trudno bowiem wyobrazić sobie by, przykładowo, dyrektorzy w Ministerstwach, asystenci w sądach lub prokuraturach, nazywając rzecz lapidarnie, „po godzinach” dorabiali świadczeniem pomocy prawnej. Nawet jeżeli nie jest to prawnie wykluczone (a wszystkich konfiguracji nie przeanalizujemy w warunkach felietonu), zwykle unika się takich sytuacji ze względu na potencjalny konflikt interesów i w konsekwencji zawiesza się uprawnienia do wykonywania zawodu. Chyba, że zatrudnienie odbywa się na stanowisku radcy.
W tym jednak miejscu pojawia się zasadniczy problem wykładni prawa. Otóż, czy wyrażenie „wykonywanie zawodu radcy prawnego” z przepisów, które regulują przesłanki formalne do objęcia urzędu, odpowiednio, sędziego TK, SN czy NSA jest autonomiczne, czy też powinno je się rozumieć na zasadzie dyrektywy interpretacyjnej – konsekwencji terminologicznej ustawodawcy i koherentności systemu prawa, zatem dokładnie tak samo jak na gruncie ustawy o radcach prawnych?
Wypada jedynie wspomnieć, bo na dłuższy wywód nie ma tu miejsca, że nakaz konsekwencji terminologicznej odwołuje się przede wszystkim do prymatu znaczenia językowego. Czyli powiela się zakres znaczenia danego wyrażenia z jednej ustawy w procesie interpretacji wyrażenia z drugiej. Natomiast autonomiczność znaczenia odwołuje się już do pozajęzykowych dyrektyw wykładni, przede wszystkim celu i funkcji przepisu, w którym dane wyrażenie się znajduje. Dla rozważanego przez nas problemu jest to jakaś wskazówka.
Przepis, który określa wymagany staż zawodowy i formę wykonywania zawodu jako przesłankę do objęcia najwyższych stanowisk sędziowskich w: Sądzie Najwyższym, Naczelnym Sądzie Administracyjnym i interesującym nas Trybunale Konstytucyjnym odznacza się wszakże określonym ratio legis. Do interpretatora należy rekonstrukcja racjonalnego celu i funkcji tej regulacji. W szczególności powinno to uwzględniać kontekst i spójność systemową zawodów wymienionych w tym przepisie. Trudno bowiem uznać, że z jednej strony ustawodawca nakazuje by kandydat na urząd sędziego SN, NSA czy TK legitymował się – przykładowo – 10-letnim stażem na stanowisku sędziego lub prokuratora a dopuszczałby w odniesieniu do radców by było to świadczenie pomocy prawnej nie prowadzone w sposób systematyczny, spójny, w ramach wykonywanej praktyki zawodowej. Pojawia się tu wspomniana już kwestia elastyczności a nawet labilności pojęcia świadczenia pomocy prawnej w rozumieniu ustawy o radcach prawnych. O ile jednak dla samego wykonywania zawodu radcy prawnego nie ma to znaczenia a nawet gwarantuje tą pożądaną przez wielu prawników elastyczność w życiu zawodowym, o tyle dla spełnienia formalnego kryterium do objęcia urzędu na najwyższych stanowiskach sędziowskich ma przecież znaczenie pierwszorzędne.
Postulowana przez lata przez doktrynę prawniczą w Polsce (w szczególności po 2015 r.) tzw. holistyczna wykładnia prawa (zatem przeprowadzana wszystkimi dyrektywami, z uwzględnieniem, dodatkowo, wzajemnych zależności między nimi) nie pozwala zatem przyjąć, że każde świadczenie pomocy prawnej w rozumieniu art. 4 ustawy o radcach prawnych pozwala uznać za spełniony wymóg 10-letniego wykonywania zawodu radcy prawnego, jako przesłanki do objęcia urzędu sędziego w TK, SN czy NSA. W przypadku SN czy NSA weryfikacja rzeczywistego – formalnego oraz merytorycznego wykonywania zawodu odbywa się przez Krajową Radę Sądownictwa, przy czym nie ogranicza się to wyłącznie do weryfikacji wpisu na listę i nabycia czynnych uprawnień. Weryfikacji takiej dokonuje przecież sędzia-wizytator na podstawie sporządzonego przez kandydata wykazu prowadzonych spraw. Doskonale znane jest orzecznictwo KRS, w którym podkreśla się konieczność odróżniania samego wpisu na listę od faktycznego wykonywania zawodu i wtórnie, konieczność jego merytorycznej oceny.
Proces nominacyjny na sędziego TK nie jest tak szczegółowy. Wynika to z tego, że dokonywany jest on w oparciu o procedurę stricto polityczną, co wynika po części z ustrojowej roli i funkcji sądu konstytucyjnego. Nie zmienia to jednak faktu, że obowiązujące przepisy zdają się ujawniać lukę lub co najmniej systemową niespójność w przedmiocie wykonywania zawodu radcy prawnego, a w pewnych sytuacjach być może także w odniesieniu do adwokatów i notariuszy jako formalnego kryterium objęcia stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Brak jest przede wszystkim sprecyzowania organu, który weryfikowałby kandydata w sytuacjach złożonych, a może i wątpliwych. Rzecz komplikuje kwestia etapu tej weryfikacji. Prezydent RP otrzymuje uchwałę Sejmu ze wskazaną już osobą wybraną przez Sejm zgodnie z art. 194 ust. 1 Konstytucji RP, natomiast stosunek służbowy nawiązywany jest po złożeniu ślubowania i Prezes Trybunału nie ma możliwości weryfikacji przesłanek formalnych takiej osoby już do objęcia urzędu. Wydaje się zatem, że ta nieszczęsna rola przypada Prezydentowi, jako strażnikowi Konstytucji i uzus konstytucyjny wypracował tu Śp. Lech Kaczyński, który wstrzymał ślubowanie wybranej sędzi z powodu zgłaszanych wątpliwości. Rzecz miała miejsce na przełomie 2006 i 2007 r. i ostatecznie osoba ta zrzekła się urzędu sędziego TK. Nie ma tu przestrzeni do prowadzenia bardziej pogłębionej analizy, ale problemu wydają się nie rozwiązywać ani przepisy ustawy o organizacji i trybu postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym co do wyłączenia sędziego, ani stosowany w zakresie nieuregulowanym (na podstawie art. 36 tej ustawy) Kodeks postępowania cywilnego. Rodzi to zatem niebezpieczeństwo, że orzeczenia zapadłe z wadą wydania ich przez skład, w którym zasiadała osoba nieuprawniona nie będą uznawane najpierw de facto – przez polityków, a de iure także przez część sądów. Wszystko to jednak tylko bardziej komplikuje sytuację i prowadzi – przede wszystkim – do pogłębienia kryzysu ustrojowego.
Prof. dr hab. Artur Kotowski
Kierownik Katedry Teorii i Filozofii Prawa
Wydział Prawa i Administracji UKSW