• Cyfryzacja przyspiesza pracę, ale jednocześnie zwiększa liczbę bodźców, powiadomień i zakłóceń.
  • Przeciętny pracownik otrzymuje 117 maili dziennie, a jego praca przerywana jest np. przez powiadomienie o przychodzącej wiadomości średnio co 2 minuty.
  • Pracownicy chcą się uczyć nowych technologii, ale czują się przytłoczeni tempem zmian. Największe bariery to brak czasu, szkoleń, wsparcia oraz strach przed błędami.
     

Technologia miała pomagać w pracy, a niesamowicie rozprasza

Z „Raportu Trendów 2026 Devire” przygotowanego przez SW Research na zlecenie Devire wynika, że choć cyfryzacja pozwala firmom przyspieszać procesy, automatyzować powtarzalne zadania i podejmować decyzje w oparciu o dane, to jednocześnie pracownicy funkcjonują w środowisku nieustannych powiadomień, komunikatorów i spotkań online.


AI zabiera pierwsze szczeble kariery. Młodzi pracownicy stają się niepotrzebni

Przeciętny pracownik otrzymuje 117 maili dziennie, a 60 proc. spotkań odbywa się w trybie ad hoc. W godzinach największej aktywności pracownicy doświadczają przerywania swojej pracy średnio co dwie minuty, co przekłada się na około 275 przerwań dziennie.

Z raportu wynika, że aż 85 proc. Polaków przyznaje, iż przebodźcowanie obniża ich produktywność. Jako główne źródła przeciążenia wskazują:

  • nadmiar zadań „na już” (39,7 proc.),
  • hałas i rozpraszające otoczenie (39 proc.),
  • chaos komunikacyjny i brak priorytetów (32,3 proc.),
  • zbyt dużą liczbę spotkań (26 proc.),
  • konieczność ciągłej obecności online (19 proc.),
  • media społecznościowe (19 proc.),
  • powiadomienia z narzędzi takich jak Slack czy Teams (16 proc.).

W efekcie praca wymagająca skupienia coraz częściej przesuwana jest na wieczory i weekendy, a technologia, która miała oszczędzać czas, w praktyce często wybija nas z rytmu.

Cyfrowe narzędzia sprawiły więc, że granice między życiem zawodowym a prywatnym stały się płynne. Wielu pracowników funkcjonuje w trybie „always on”, stale reagując na wiadomości i powiadomienia. Z badania opinii Devire i SW Research wynika, że:

  • 52 proc. Polaków czuje sens i spełnienie w pracy (41,3 proc. „raczej tak”, 10,6 proc. „zdecydowanie tak”),
  • jednocześnie co dziesiąty pracownik (13,5 proc.) mówi wprost, że praca nie daje mu poczucia sensu, a 28,1 proc. odpowiada „trudno powiedzieć”, co wskazuje na brak jasności, kierunku i wpływu,
  • niemal połowa Polaków (48 proc.) nie ma pewności, czy ich codzienne działania mają jakikolwiek większy cel.

Firmy, które chcą realnie wzmocnić poczucie sensu wśród pracowników, mogą działać na kilku poziomach. Najważniejsze to pokazywać ludziom, że ich codzienne zadania przekładają się na sukcesy firmy, a do tego regularnie doceniać ich wysiłek i zaangażowanie. Równie istotne jest tworzenie przestrzeni na opinie, pomysły i współtworzenie rozwiązań. To właśnie poczucie wpływu buduje sprawczość.

Jak rozbroić technologiczną bombę? Prezes Devire podpowiada

– Postępu technologicznego nie da się „wyłączyć” ani spowolnić. To nie jest fala, którą można przeczekać. Dlatego pytanie nie brzmi, czy korzystać z technologii, tylko jak robić to tak, by nie stracić z oczu człowieka. Właśnie to nazywamy dziś „tech bombingiem”, czyli sytuacją, w której tempo zmian technologicznych zaczyna wyprzedzać możliwości adaptacyjne ludzi i organizacji – komentuje wyniki badania dyrektor zarządzający Devire Mikołaj Makowski.

Jak dodaje, „rozbrojenie” tej technologicznej bomby nie polega na ograniczaniu narzędzi, lecz na zmianie sposobu ich wdrażania. Makowski wymienia cztery kluczowe kwestie:


Odmowa awansu to nie słabość. Nie każdy umie i chce zarządzać ludźmi

Po pierwsze technologia musi iść w parze z inwestycją w ludzi. Jeśli organizacja wdraża AI, automatyzację czy nowe systemy, a nie daje pracownikom czasu i przestrzeni na naukę, generuje więcej lęku niż efektywności.

Po drugie potrzebna jest transparentność. Dotyczy to zwłaszcza procesów rekrutacyjnych, planów rozwojowych, szkoleń czy ocen pracowniczych wspieranych przez algorytmy. Ludzie muszą rozumieć, według jakich zasad są kierowane ich kariery i jakie mają możliwości wpływu na decyzje, które podejmowane są przy wsparciu technologii.

Trzecim elementem jest świadome projektowanie środowiska pracy. Dane pokazują jasno, że przebodźcowanie stało się jednym z głównych wrogów produktywności. Organizacje, które nauczą się zarządzać uwagą, m.in. ograniczać chaos komunikacyjny, wprowadzać jasne priorytety i dbać o przestrzeń do pracy w skupieniu, zyskają przewagę nie dzięki większej liczbie narzędzi, lecz dzięki lepszemu wykorzystaniu potencjału ludzi.

Po czwarte kluczowa staje się rola liderów. W świecie, w którym zmiana jest stała, to nie technologia buduje stabilność, lecz sposób, w jaki menedżerowie komunikują kierunek, sens i ramy działania. Lider przyszłości to ktoś, kto potrafi łączyć wyniki z odpowiedzialnością za dobrostan zespołu i rozumie, że długofalowa efektywność zaczyna się od ludzi, nie od systemów.

– Tech bombing to nie katastrofa, lecz moment przesilenia. Dane pokazują, że percepcja, w jakim stopniu technologia przejmuje procesy w firmach, jest wyolbrzymiona, co generuje nierealistyczne oczekiwania i narastającą niepewność. Organizacje, które potraktują technologię jako narzędzie wspierające człowieka, a nie zastępujące go, nie tylko poradzą sobie z tempem zmian, ale zbudują silniejsze, bardziej odporne zespoły – uważa Mikołaj Makowski.

Pracownicy boją się, że sztuczna inteligencja zabierze im pracę

Pracownicy nie tylko w taki sposób odczuwają negatywne skutki zmian technologicznych. Z danych SD Worx wynika, że blisko 40 proc. Polaków obawia się, iż AI doprowadzi, w dłuższej perspektywie, do likwidacji ich stanowisk pracy. Z kolei z raportu „Future of Jobs 2025” ze Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że do końca tej dekady może zniknąć nawet 92 mln miejsc pracy, ale jednocześnie, dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji, powstanie 170 mln nowych ról, wymagających kompetencji cyfrowych czy analitycznych.


Trzy powody, przez które Michał Rusinek boi się sztucznej inteligencji

Z jednej strony Polacy deklarują gotowość do rozwoju i nauki AI. Z drugiej – często czują się przytłoczeni tempem przyswajania nowych umiejętności. Z badania Devire wynika, że największym wyzwaniem w pracy z nowymi technologiami jest:

  • zbyt szybkie tempo zmian (20 proc.),
  • strach przed popełnieniem błędu (17,7 proc.),
  • brak szkoleń ze strony organizacji (17 proc.),
  • brak osoby, którą można o coś zapytać na żywo (11,6 proc.),
  • brak czasu na naukę (12,3 proc.).

Rick Sherlund, legenda Wall Street, dziś starszy doradca Wedbush Securities, w rozmowie z PulsHR.pl zwracał uwagę, że spowodowane przez AI zmiany na rynku rekrutacyjnym są nieuniknione. Jego zdaniem stanowiska juniorskie i zadaniowe – oparte na analizie danych, przygotowywaniu raportów, tworzeniu treści czy przetwarzaniu informacji – są dziś najłatwiejsze do przejęcia przez duże modele językowe. To one przez lata pełniły rolę „pierwszego szczebla” kariery dla absolwentów i młodych specjalistów.

– Entry level jobs są najbardziej narażone, bo to tam wykonywana jest praca
powtarzalna, oparta na wiedzy, którą AI potrafi dziś bardzo dobrze replikować – wskazywał Sherlund.