
W gdańskiej szkole podstawowej odnaleziono pasiak więźniarki niemieckiego obozu koncentracyjnego. Udało się ustalić, że należał do Barbary Cholewy, która w wieku 21 lat trafiła do obozów Ravensbrück i Buchenwald. Szkoła poszukuje krewnych kobiety.
myślę że nawet 100
37%
są jeszcze z XIX wieku
29%
są stare, ale nie wiem jak bardzo
12%
Nikt nie wie, jak obozowy pasiak polskiej więźniarki znalazł się w Szkole Podstawowej nr 27 w Gdańsku.
Pracownicy placówki edukacyjnej kilka lat temu natknęli się na karton stojący w pomieszczeniu, w którym niegdyś pracowały woźne.
Pomimo starań dyrekcji, nie udało się namierzyć śladów, które rozwiązałyby tę zagadkę. Udało się jednak rozszyfrować, kto był właścicielem obozowego ubrania.
Zatrzymana w trakcie Powstania Warszawskiego
Z analizy sygnatur i inicjałów wynika, że drelich należał do Barbary Cholewy (lub Holewy), która pochodziła z Ożarowa w woj. świętokrzyskim i z zawodu była inżynierem. Została aresztowana przez Niemców latem 1944 r. podczas Powstania Warszawskiego w stolicy, gdzie akurat mieszkała przy obecnej ul. Niecałej, nieopodal Ogrodu Saskiego.
Polkę przewieziono do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück pod Berlinem, gdzie otrzymała numer obozowy 53383. Następnie, po mniej więcej miesiącu, została przetransportowana do filii obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, która znajdowała się w miejscowości Taucha pod Lipskiem. Tam otrzymała najpierw numer 31642, a później 36355. Numery wraz z inicjałami i oznaczeniem narodowości znajdują się na ubraniu.
Historią Barbary kilka lat temu zainteresował się uczeń szkoły Ignacy Borkowski, który wraz z dr hab. Marcinem Owsińskim – pełniącym obecnie obowiązki dyrektora Muzeum Stutthof w Sztutowie oraz nauczycielem historii Maciejem Danowskim – przeprowadzili śledztwo i udało im się uzyskać informacje o jej losach. Pani Barbara miała dożyć 82 lat i zmarła w 2005 r. w Warszawie.
Co stanie się dalej z drelichem?
Dyrekcja szkoły obecnie poszukuje krewnych kobiety.
– Moim marzeniem jest przede wszystkim odkrycie i przywrócenie historii właścicielki tego pasiaka. Jeżeli żyje jej rodzina i miałaby życzenie przejąć tę pamiątkę, uznałbym, że mają do tego absolutne prawo. Z drugiej strony, od razu wyraziłbym też prośbę o możliwość pozostawienia pasiaka w szkole, w formie wypożyczenia, żeby mogli go na co dzień oglądać uczniowie. Pokazywanie naszej historii, tak „na żywo”, bardziej przemawia bowiem do wyobraźni młodych ludzi – mówi Adam Perzyński, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 27.
Zainteresowanie tym niezwykłym śladem historii wykazuje również Muzeum w Sztutowie.
– Mam nadzieję, że kiedyś pasiak trafi jednak do muzealnej przestrzeni. Chętnie przyjęlibyśmy od gdańskiej szkoły ten eksponat i moglibyśmy zrobić z tego duże wydarzenie. Ta historia znowu by odżyła i ludzie by się dowiedzieli, że takie pamiątki można przekazywać pod opiekę muzealników – tłumaczy Marcin Owsiński.
